Spacerek po małpim gaju

Publikując swoje przemyślenia w felietonie "Maupa" (CW nr 39/2000), nie myślałem, że problem nazewnictwa bardzo popularnego znaku @ może kogokolwiek poruszyć. Sądząc po ilości korespondencji, jaka napłynęła na mój adres, utrafiłem w tzw. zapotrzebowanie społeczne.

Publikując swoje przemyślenia w felietonie "Maupa" (CW nr 39/2000), nie myślałem, że problem nazewnictwa bardzo popularnego znaku @ może kogokolwiek poruszyć. Sądząc po ilości korespondencji, jaka napłynęła na mój adres, utrafiłem w tzw. zapotrzebowanie społeczne.

Rzecz znamienna - napisali do mnie Czytelnicy, którzy są przeciwnikami traktowania po "zwierzęcemu" znaku @ i którym korzystając z niniejszych łamów serdecznie, aczkolwiek zbiorowo, dziękuję za wyrazy otuchy, poparcia oraz ciekawe spostrzeżenia, jakimi zechcieli się ze mną podzielić - szczególnie panu Markowi za dociekliwe wywody dotyczące symboliki.

Pan Marian przypuszcza, że nazwa małpa wywodzi się od niemieckiego słowa Klammeraffe (Affe=małpa), określającego znak @. Sugestia wydaje się ciekawa i prawdopodobna. Pan Andrzej z kolei proponuje rozwiązanie rzetelne i czysto polskie, a polegające na zastąpieniu obco brzmiącego "at" przyimkami "w" lub "na" - "użytkownik w domenie" lub "użytkownik na serwerze". Też kiedyś próbowałem stosować zalecaną notację, do czasu, gdy dyktując mój adres dyrektorowi oddziału jednej z największych firm informatycznych, napotkałem opór pojęciowy ("co to jest domena?"). Od tego zdarzenia zaopatrzyłem się w wizytówki.

Pan Tadeusz - mój kolejny respondent - przyznał się, że nigdy nie nazwał znaczka @ po "zwierzęcemu". Moje uznanie - mnie o ile pamięcią sięgam - też się to nie zdarzyło. Dla odmiany kolega pana Tadeusza, gdy słyszy od kogoś notację "użytkownik małpa domena" zwykł zapytywać: a po co ta samokrytyka?. Metoda wydaje się nadzwyczaj skuteczna, pod warunkiem że nie trafimy na przełożonego.

Okazuje się, że jeden niepozorny znak jest przyczyną niezłego zamieszania. Wpływ nie bez znaczenia na kształtowanie się "gustów nazewniczych" wywierają media. Podpadło mi szczególnie radio, a konkretnie stacja o śmiesznej nazwie "małpa eremefefem". Ilekroć wieczorem włączam radioodbiornik, słyszę jak zaklęcie brzmiące te słowa, drążące mój umysł i umysły pozostałych słuchaczy. Zastanawiam się wówczas czy już żyję na planecie małp, czy mi się tylko zdaje.

Uderzając na zakończenie w zupełnie poważny ton, chciałem zauważyć, że udało mi się wypracować pewien sposób przemilczania niewygodnych dla mnie lub drugiej strony brzmień. Podając adres poczty elektronicznej pomijam milczeniem feralny znak. Proszę zauważyć, że dyktując adres strony WWW także coraz rzadziej uciekamy się do artykułowania separujących kropek, czyniąc w ich miejscu stosowną pauzę, licząc - i słusznie - że adresat informacji wyczuje taktowanie i właściwie zinterpretuje przekazywaną treść. Być może jest to metoda na ucięcie gałęzi, do której przyczepiły się małpy.