Sól ziemi przed trzęsieniem ziemi

Prasa ogłosiła ostatnio dobrą nowinę dla wszystkich zatrudnionych. Rok 2007 będzie rokiem podwyżek płac. Dotychczas szybko rosły przychody i zyski przedsiębiorstw; wreszcie czas i na pensje pracowników. A wśród nich - informatyków, którym nigdy nie działo się najgorzej, ale teraz ponoć ma być jeszcze lepiej.

Prasa ogłosiła ostatnio dobrą nowinę dla wszystkich zatrudnionych. Rok 2007 będzie rokiem podwyżek płac. Dotychczas szybko rosły przychody i zyski przedsiębiorstw; wreszcie czas i na pensje pracowników. A wśród nich - informatyków, którym nigdy nie działo się najgorzej, ale teraz ponoć ma być jeszcze lepiej.

Zastanawiam się, czy konsekwencje rozumieją polskie firmy informatyczne. Istotny wzrost płac kadry informatycznej oznacza dla nich lawinowy wzrost kosztów; przypomnę, że w Polsce, by dać informatykowi parę złotych netto więcej, trzeba co najmniej drugie tyle przeznaczyć na ciężary podatkowe i parapodatkowe. Wszystko to wchodzi w koszty przedsiębiorstwa i są to koszty dość "sztywne" - nie do wyeliminowania z dnia na dzień.

Możliwe są cztery scenariusze. Zacznijmy od najbardziej pesymistycznego: polskie przedsiębiorstwa nie będą w stanie zaoferować polskim informatykom pensji konkurencyjnych wobec tego, co oferuje Zachód oraz zachodnie firmy budujące centra rozwoju w naszym kraju. Średnie firmy informatyczne, które zawsze stanowiły "sól ziemi" w polskim sektorze IT, zaczną padać lub tracić rynek albo samodzielność, wykupywane niedrogo przez konkurencję z bogatszych krajów. Albo i biedniejszych - takich jak np. Indie.

Scenariusz drugi jest nieco bardziej optymistyczny: polskie firmy powiększą przychody poprzez prostą podwyżkę cen. To scenariusz, wbrew pozorom, dość prawdopodobny, bo wzbogacone na szybkim wzroście przedsiębiorstwa handlowe, produkcyjne czy usługowe, intensywnie inwestują w swoją infrastrukturę informatyczną w oczekiwaniu poprawy efektywności i są skłonne płacić więcej.

Scenariusz trzeci jest optymistyczny. Polskie firmy powiększą bazę klientów bez podnoszenia cen. Produkcja kolejnej kopii oprogramowania, jak wiadomo, nie kosztuje nic. Im bardziej elastyczne i "z półki" będą ich systemy; im łatwiejsza będzie ich dystrybucja (a o to akurat nietrudno w Internecie); im bardziej będą trafiać w gusta klientów z wszystkich stron świata, tym większa szansa na przychody z globalnego rynku. Ten scenariusz, mimo że atrakcyjny i z powodzeniem stosowany przez innych, na razie jakoś nie może się zmaterializować u nas. Niewiele widziałem w sieci systemów polskich firm, choć nie brakuje produktów przedsiębiorstw szwedzkich, rosyjskich, koreańskich czy izraelskich. Nie pomaga polityka państwa, lekką ręką sypiącego grosz na różne "społecznie słuszne" cele, ale na naukę i innowacyjność skąpiącego jak potomstwo Szkota i Poznanianki.

I wreszcie czwarty, ostatni scenariusz - najbardziej optymistyczny. Polskie firmy informatyczne podniosą płace i przychody, jednocześnie poprawiając efektywność swojego działania. Znanym sposobem na osiągnięcie obu efektów jest jednoczesne poszerzenie działalności (np. oprócz dostarczania systemów będą również zajmować się outsourcingiem albo konsultingiem) oraz "praca u podstaw". Droga do wyższej efektywności wiedzie poprzez wymianę narzędzi na dojrzalsze, a przede wszystkim - doskonalenie swoich metod i procesów.

I właśnie na tym ostatnim powinny skoncentrować się polskie firmy, jeśli nie chcą przeżyć dramatycznych perturbacji wywołanych lawinowym wzrostem kosztów albo odpływem kadry. A ponieważ takie przedsięwzięcia usprawniające nie są przeprowadzane z dnia na dzień, już dziś trzeba zacząć, aby za rok-dwa nie obudzić się z przysłowiową ręką w nocniku.

Myślę, że mogłabym, gdybym tylko wiedziała jak zacząć... Te słowa Alicji w Krainie Czarów dedykuję polskim średnim firmom informatycznym, soli ziemi naszego rynku.


TOP 200