Skwitować życie

Jestem od dwudziestu lat zatwardziałym użytkownikiem komputerów Macintosh i dobrze mi z tym. Do tego stopnia, że kiedy muszę używać Windows, to nie zwracam już uwagi na ich dziwaczną terminologię.

Jestem od dwudziestu lat zatwardziałym użytkownikiem komputerów Macintosh i dobrze mi z tym. Do tego stopnia, że kiedy muszę używać Windows, to nie zwracam już uwagi na ich dziwaczną terminologię.

Dziesięć lat temuhttp://www.apple.com.pl/kuba/archiwum/51.html chciało mi się jeszcze walczyć z nonsensownymi nazwami pospolitych funkcji, jak na przykład ze sztandarowym poleceniem "Koniec Windows". Od tak dawna nie miałem jednak do czynienia ze spolonizowanymi produktami Microsoft, że przyzwyczaiłem się do angielskojęzycznej wersji, która zawsze budziła we mnie mniej oporów. Może dlatego, że polski jest dla mnie językiem ojczystym (także matczynym). Zresztą w Windows XP jest po prostu polecenie "Turn off", z typową dla Microsoftu logiką prowadzące do wyboru między wyłączeniem komputera, jego uśpieniem albo wznowieniem.

Czytając do poduszki podręcznik dla samobójców "Final Exit" (patrz Amazonhttp://www.amazon.com/exec/obidos/ASIN/0385336535/qid=1110026422/sr=2-1/ref=pd_bbs_b_2_1/002-8441861-187601 ), zauważyłem zasadniczą różnicę pomiędzy pasywnym znaczeniem słowa "exit" (po polsku "wyjście", "zejście", "odejście", "wylot", "koniec") a aktywnym "quit" ("kwitować", "płacić", "opuścić", "odejść", "skwitowany", "zwolniony", "wolny", "opuszczać", "wyjście", "wychodzić", znaczenia wg internetowego słownikahttp://www.translation-guide.com/free_online_translators.php?from=English&to=Polish ). Czytelnicy zapewne domyślają się już do czego piję. Windows stosują bowiem "Exit" na określenie akcji wyłączenia programu, Mac OS od zawsze miał tamże "Quit". Wprawdzie słownikowe znaczenia obu słów po polsku przekrywają się na "wyjściu", ale z kontekstu łatwo widać, że "exit" to wyjście takie jak drzwi, zaś "quit" to raczej wyjście z akcji. Każdy może sobie sam dopowiedzieć, które jest bardziej właściwe w stosunku do programu komputerowego.

Oczywiście z punktu widzenia użytkowników jakiegoś programu nie ma żadnego praktycznego znaczenia, jak nazwano polecenie zakończenia jego działania. Tym bardziej, że w otoczeniach graficznych często na ślepo wybiera się polecenie z menu.

Na jego położenie po kilku powtórzeniach trafiamy bez zastanawiania się. Albo też stosujemy skrót klawiaturowy, cmd-Q lub ctrl-E, obojętny znaczeniowo. A jednak, jak z targnięciem się na własne życie, istnieje chyba zasadnicza różnica pomiędzy wyjściem a zakończeniem. Albowiem wyjście zawsze prowadzi dokądś, po końcu nie ma już niczego. Ciekawe, że wierzący przeciwnicy eutanazji ("dobrej śmierci" - nazwa dobra w stosunku do tych, którzy sami chcą sobie pomóc opuścić ten najlepszy ze światów) zapominają, że przecież wyjście ostateczne jest przeniesieniem się do innej, pożądanej ponoć przez nich rzeczywistości.

Natomiast nie wierzący w świat pozagrobowy wybierając koniec kwitują tylko swoje dotychczasowe życie. Wiele lat temu ktoś proponował mi, aby w polskiej lokalizacji Mac OS używać właśnie "kwitowania" na określenie końca programu.

Nie pamiętam już co wybraliśmy, zresztą dziś nie ma to żadnego znaczenia. W każdym razie z punktu widzenia oprogramowania.

Korzystanie z komputerów, szczególnie ich programowanie, prowadzi do swoistego przekonania, że wszystko w życiu jest odwracalne i naprawialne - można odwołać każde polecenie, można poprawić każdy plik danych, można wznowić każdy proces, nawet jeśli zabiło się go przed chwilą kilka razy pod rząd. Tymczasem w realu wszystko jest jednorazowe: wejście do rzeki, uśmiech przyjaciela, kolor trawy. Także zakończenie jest tylko jedno. Ostateczne. Bez wyjścia.


TOP 200