Skok z kulą

Pośród wzlotów, upadków i w ogóle meandrów naszej transformacji systemowej wyróżnialiśmy swego czasu okoliczności, które pozwoliły nam przeskoczyć pewne etapy historycznego rozwoju w niektórych dziedzinach.

Pośród wzlotów, upadków i w ogóle meandrów naszej transformacji systemowej wyróżnialiśmy swego czasu okoliczności, które pozwoliły nam przeskoczyć pewne etapy historycznego rozwoju w niektórych dziedzinach.

Było tak np. z odchodzeniem od posługiwania się gotówką w tzw. płatnościach masowych. Podczas gdy na świecie niektórzy do dzisiaj tkwią głęboko w systemie papierowych czeków, nasze korzystanie z nich było tak ograniczone co do zakresu, że z łatwością wkroczyliśmy od razu w świat kart płatniczych różnego rodzaju.

Tak na marginesie tej sprawy - dziś już widać, że w zakresie automatów do wypłaty gotówki popełniliśmy chyba zasadniczy błąd. Polegał on na tym, iż każdy niemal bank od podstaw organizował własną w tym względzie infrastrukturę. Gdyby zamiast tego zajęły się tym ze dwa wyspecjalizowane i konkurujące ze sobą przedsiębiorstwa, ten sam efekt można było uzyskać przy mniejszej liczbie urządzeń, czyli niższym koszcie społecznym. Albo inaczej - wydając tyle, ile wydaliśmy, uzyskać lepsze nasycenie.

Błędu tego nie powtórzyliśmy już przy tzw. terminalach płatniczych instalowanych przy kasach sklepowych, których obsługę sprawuje kilka organizacji, wśród których są i banki. Tak czy inaczej jednak - stworzyliśmy sporą infrastrukturę, zapewniając jej jednocześnie zaplecze informatyczne umożliwiające działanie.

Podobnie było z informatyką. Tu też w większości przypadków weszliśmy od razu w etap komputerów osobistych, w niewielkim - stosunkowo - stopniu korzystając z tzw. terminali, od koloru ekranów zwanych często zielonymi. I w tym przypadku zdania są podzielone, gdyż wg niektórych, całkiem licznych opinii, tańsze, prostsze w obsłudze i bardziej niezawodne terminale w wielu przypadkach aż nadto wystarczyłyby tam, gdzie stosuje się komputery osobiste.

Na przykładzie komputerów widać to może i lepiej niż w przypadku bankomatów i terminali płatniczych. Wydaje się mianowicie, że coraz częściej świadomie wyłączamy się z obłędnego cyklu nieustannej zmiany na nowsze, skoro tylko to nowsze się pojawia. Czynnikiem hamującym jest tu nic innego, jak zadowolenie z tego, co już mamy, do czego nie tylko zdołaliśmy się przyzwyczaić, ale co przede wszystkim w zupełności odpowiada naszym potrzebom.

Trzymają się jeszcze jakoś, najmłodsze w tym gronie, telefony komórkowe. Tu znaczny odsetek chętnych do wymiany sprawnych jeszcze urządzeń na nowsze wynika z (pozornie) korzystnych warunków takiej operacji. Gdyby tylko trzeba było za nie płacić od razu, a nie w ukrytych w opłatach mikroratach, tempo tych zmian z pewnością byłoby mniejsze, o ile nie niewielkie.

Co innego, gdy trzeba było wydać pieniądze po raz pierwszy, by w ogóle rozpocząć. Gdy już jednak na tę drogę weszliśmy, tkwimy w tym, co mamy, i równie trudno nam się z tego wyrwać, jak innym ze wspomnianych papierowych czeków.Anglicy wyliczyli niedawno, że przestępstwa polegające na korzystaniu z kradzionych i podrobionych kart płatniczych powodują u nich straty w wysokości 800 funtów na minutę. Gdy przenieść to na skalę roku, ocieramy się o granicę pół miliarda funtów.

Jak pod tym względem jest u nas, nie bardzo wiadomo. Pewne jest jedno - znaczącym utrudnieniem nadużyć mogą okazać się karty z układem elektronicznym zastępującym względnie łatwy do spreparowania pasek magnetyczny.

Przejście na taki etap nie będzie jednak już tak proste, jak kiedyś pierwsze wejście na drogę kart. Jeżeli chcielibyśmy powtórzyć tamten skok, to trzeba pamiętać, że tym razem i w kategoriach sportowych byłby to skok z kulą. Z kulą infrastruktury, którą zdołaliśmy w tym czasie zbudować i zgromadzić.


TOP 200