Sieciowy nasłuch

Dawniej, gdy łącza telefoniczne były umiarkowanej jakości, zdarzało się w słuchawce słyszeć rozmowy osób trzecich. Nie był to bynajmniej podsłuch zamierzony, ale przypadkowe chochliki niedoskonałej techniki. Tradycyjne przesyłki pocztowe czasami także trafiają w niewłaściwe ręce, za czym kryje się błąd ludzki - najczęściej listonosza. Znajdując przypadkowo w skrzynce pocztowej list skierowany nie do nas, oddajemy go adresatowi lub umieszczamy w przegródce z napisem 'zwroty'.

Dawniej, gdy łącza telefoniczne były umiarkowanej jakości, zdarzało się w słuchawce słyszeć rozmowy osób trzecich. Nie był to bynajmniej podsłuch zamierzony, ale przypadkowe chochliki niedoskonałej techniki. Tradycyjne przesyłki pocztowe czasami także trafiają w niewłaściwe ręce, za czym kryje się błąd ludzki - najczęściej listonosza. Znajdując przypadkowo w skrzynce pocztowej list skierowany nie do nas, oddajemy go adresatowi lub umieszczamy w przegródce z napisem 'zwroty'.

Gdy pojawiła się poczta elektroniczna, zmianie uległy przyczyny pomyłek - z przerzuceniem odpowiedzialności na nadawcę. Tak więc nie trafiają do nas listy, których nie byliśmy wyraźnymi adresatami. Komputery bezwzględnie egzekwują informacje podane w nagłówkach adresowych. Nadawca najwyżej otrzymuje zwrot, jeżeli podał nie istniejący adres - w każdym innym przypadku przesyłka powinna dotrzeć do miejsca przeznaczenia. Jeżeli zatem znajdujemy e-mail w naszej skrzynce, musimy go przeczytać i czasami dopiero z treści daje się wywnioskować, że korespondencja w zamyśle wcale nie była do nas skierowana. Tajemnicy korespondencji oczywiście nie naruszamy, czytając nie dla nas przeznaczone informacje, albowiem nagłówek adresowy wyraźnie wskazuje odbiorcę.

Wystarczy zapisać się na różne listy dyskusyjne, aby obserwować publikowane na forum informacje prywatnej natury, przez nieuwagę lub z niewiedzy kierowane na adresy wszystkich "partycypantów" listy. Nie ma tragedii, jeżeli przesyłane wiadomości niosą treść natury ogólnożyciowej, typu: "babcię uwiera dziś szczęka" lub "kszysiek bedem jutro fczesniej". Różnorodność przewijających się treści bywa zależna od zakresu merytorycznego listy i postaw prezentowanych przez jej uczestników. Zdarzyło mi się zauważyć, że dosyć beztrosko publikowane są informacje, które powinny być objęte ścisłą tajemnicą, ze względu na ich biznesowe znaczenie. Otóż, jakiś (chyba młody) menedżer z bardzo dużej, polskiej spółki giełdowej, o specjalizacji import-eksport, publicznie dyskutował nad inwestycjami swojego przedsiębiorstwa. Jeżeli informacje dotyczące w końcu spraw strategii rynkowej firmy, nie zajmującej się bynajmniej handlem gumką do majtek (za przeproszeniem), dostępne są ogółowi uczestników listy, to wypada pozostałym uczestnikom mieć oczy otwarte i uszy nastawione na nasłuch. Zostając członkiem kilku list dyskusyjnych, charakteryzujących się intratnością tematów i nie przystającą do ich powagi nieuwagą dyskutantów, można założyć "wywiadownię" gospodarczą.

Zdaję sobie sprawę, że wiele pomyłek wynika z pośpiechu, reszta z nieznajomości zasad posługiwania się narzędziami e-maila. Niemniej apeluję do Państwa, jeżeli chcecie przekazać istotną informację konkretnej osobie, to po trzykroć sprawdźcie pole adresu, zamiast zastanawiać się, czy przecinki w korespondencji są poprawnie umieszczone. Błędy interpunkcji są wybaczalne, natomiast niedotrzymanie istotnych tajemnic może Was drogo kosztować.


TOP 200