Sieciowy ekshibicjonizm

Internet dostarcza mechanizmów, które pozwalają na niezwykle łatwe upublicznianie swoich preferencji w różnych kwestiach. Człowiek rozsądny raczej się tego wystrzega, natomiast jest cała masa ludzi bezkrytycznie publikujących informacje o sobie, rodzinie, poczynaniach, majątku. Należałoby przypomnieć, że wszystko, co opublikujesz, może być użyte przeciwko tobie.

Już niejeden przestępca wpadł przez bezmyślne działania na portalu społecznościowym. Niejeden lekkoduch nie dostał pracy, bo jego profil nie spodobał się działowi HR. Co prawda ofiary systemu mogą czuć się pokrzywdzone, ale nikt poza nimi winy w całej rozciągłości za to nie ponosi.

Co innego poinformować grono znajomych o ciekawej imprezie odbywającej się w przestrzeni publicznej, a co innego dostarczać wątpliwej wartości zdjęcia z prywatnych zabaw. Zresztą można też i to, czego nie można, byle robić to z ostrożna. Istnieją przecież filtry pozwalające segregować potencjalnych odbiorców informacji, trzeba tylko chcieć się dopasować do prawideł, a nie rzucać się żywiołowo na głęboką wodę.

Z drugiej strony, u niektórych uczestników forów i portali widać zbyt dalece idącą wstrzemięźliwość w objawianiu swego oblicza. No bo jeżeli na takim FB ktoś występuje pod szyldem „Jan Kowalski” i jako zdjęcie profilowe umieszcza fotkę swego psa, to jakże rozpoznać, czy to ten czy inny Kowalski. Być może dany osobnik zakłada, że podda się identyfikacji przeprowadzonej tylko przez bliskie osoby znające także jego inwentarz żywy. A może zakłada, że zgodnie z przyjętym stereotypem mówiącym, że między właścicielem a psem zawsze istnieje podobieństwo, to wszystko jedno, czy w profilu pojawi się zdjęcie jego, czy też jego ulubieńca. Niestety, zastosowanie to jest ograniczone tylko do piesków, bo trudno mówić o upodabnianiu się do kota czy nawet legwana. Chyba że akurat wiemy, iż dana osoba trzyma w wannie aligatora, wtedy podobieństwo nie jest wymagane. W końcu to rzadkie u nas zwierzę. Są też tacy, którzy żadnej fotki ani istotnej informacji w profilu nie umieszczą i bądź tu człowieku mądry, o kogo chodzi. Czasami osobnika można jeszcze rozpoznać poprzez krąg podpiętych znajomych, chociaż wcale nie jest to oczywiste. Zazwyczaj tak samo mało mówi obrazek z pejzażem, chyba że akurat znamy ulubione miejsca delikwenta. Panie potrafią czasami zaprezentować pomalowane paznokcie lub buty na obcasie. Już nie wiem, kto i w jaki sposób wydedukowałby z tego związek z osobą. Być może jednak się mylę, może koleżanki dają radę. Nie wspomnę już o takich ekscesach, jak prezentowanie zdjęcia swego smartfona czy tableta, bo w końcu to samo można obejrzeć w każdym sklepie internetowym.

Publikowanie informacji o sobie wymaga zrównoważenia, pewnej dozy wstrzemięźliwości, jednym słowem, nieprzeginania w żadną stronę. Bo jak cię widzą, tak cię piszą, nawet w sieci.