Sieciowe ognisko

Rozmyślałem sobie ostatnio o tym, co jest osią życia rodzinnego. Kiedyś sprawa była jasna. Gdzieś w grocie wiecznie zmarznięci nasi praprzodkowie garnęli się do z trudem zapalonego ognia. W ten sposób powstało powiedzenie o "ognisku domowym".

Rozmyślałem sobie ostatnio o tym, co jest osią życia rodzinnego. Kiedyś sprawa była jasna. Gdzieś w grocie wiecznie zmarznięci nasi praprzodkowie garnęli się do z trudem zapalonego ognia. W ten sposób powstało powiedzenie o "ognisku domowym".

Do dziś lubimy wpatrywać się w migoczące płomienie, jakbyśmy widzieli w nich jakąś alegorię naszego życia - krótka chwila jasności, a potem już tylko popiół. Ogień pozostał w centrum życia przez stulecia. Nieco okiełznany i udomowiony, przetrwał miejscami do dziś w kominkach, które choć archaiczne dalej cieszą się powodzeniem wszystkich budujących własne domy.

Inaczej sprawa ma się w mieszkaniach. Trudno w nich wygospodarować dość miejsca na komin oraz oddzielić meble i podłogę od ognia. Pojawiły się wprawdzie udawane paleniska kominkowe, żarówkami oraz obracającą się dziurkowaną przesłoną udające prawdziwe ognisko domowe, ale przecież nikt takiego rozwiązania nie traktuje serio. Życie rodzinne na ogół przeniosło się do kuchni, bo kuchenka gazowa jest jedynym miejscem we współczesnym domu, gdzie jeszcze mamy żywy ogień.

Tymczasem nieco po cichu i jakby drzwiami kuchennymi (ile mieszkań ma je jeszcze?) pojawiła się nowa namiastka ogniska. Niekoniecznie centralnie położona, ale też migająca (diodami) i łącząca rodzinę. Myślę o domowej sieci komputerowej. Nie wiem, jaki procent Czytelników ma takowe w swoich mieszkaniach (chętnie dowiedziałbym się - może CW zrobi jakąś ankietę milenijną na temat jak naprawdę wygląda komputeryzacja w roku 2001), ale z obserwacji znajomych wynika jasno, że coraz więcej.

Ostatnio wprowadzenie pod strzechy taniej technologii bezprzewodowej spowodowało, że zamiast mozolnego przeciągania kabelków przez ściany można w kilka chwil założyć domową sieć o strukturze jaka jeszcze całkiem niedawno mogła być marzeniem nawet wielkich firm. Centralny nadajnik takiej sieci staje się prawdziwym ogniskiem domowym, bo wokół niego zbierają się członkowie rodziny, by odebrać swoje wydruki. Zbierają się też w przenośni, bo poprzez te "ognisko" komunikują się nie tylko ze światem, ale często także ze sobą.

Nie jest chyba przesadą wysyłanie do siebie listów elektronicznych, zamiast pokrzykiwania. Natychmiastowe rozchodzenie się wiadomości przez AIM wcale nie musi być ograniczone do zewnętrznego świata - jak chce się ściągnąć dzieci na kolację, to łatwiej zasygnalizować na ekranie, że podano do stołu, bo wiadomo gdzie i w co z pewnością będą wpatrzone. Tak więc nowy ogień łączy, choć inna jest już natura tego połączenia.

Kiedy piętnaście lat temu, przejęty nowym komputerem, jako wprawkę narysowałem serce przebite strzałą i zaraz wydrukowałem, nie mogłem przypuszczać, że najprostsza domowa sieć dwu urządzeń komputerowych w krótkim czasie przerodzi się w oś, wokół której będzie się obracało nasze wspólne życie. Dziś oczywiście posyłam żonie wiadomości po sieci i nawet nie muszę odrywać się od klawiatury, aby je dostarczyć, co jednoznacznie zaszkodziło memu wyglądowi (tzw. brzuszek komputerowy). Ale za to nie ma już różnicy między domową wymianą uwag a rozmowami z dziećmi, choć jedno z nich mieszka od nas o kilka godzin lotu, a drugie w ogóle na innym kontynencie.

A jednak żal mi prawdziwego ognia, jego zapachu i migotania. Może więc znajdzie się jakiś przedsiębiorczy wynalazca, który rozpropaguje sieciowe ogniska domowe? Myślę, że będzie miał duże wzięcie!


TOP 200