Się myśli!

Prasa doniosła o dwóch istotnych faktach. Jeden to postanowienie rządu, żeby obłożyć podatkiem dochodowym uczelnie, szkoły prywatne oraz przedszkola. Ten swoisty ''podatek od ponadnormatywnego wykształcenia'' (polska norma to podstawowe i zasadnicze zawodowe) to rzeczywiście rzecz wysoce pożądana w kraju, gdzie nie matura, lecz chęć szczera... itd. Najlepszym tego dowodem są sami politycy, którzy, mimo nader widocznych braków intelektualnych i edukacyjnych, robią wielkie kariery.

Prasa doniosła o dwóch istotnych faktach. Jeden to postanowienie rządu, żeby obłożyć podatkiem dochodowym uczelnie, szkoły prywatne oraz przedszkola. Ten swoisty ''podatek od ponadnormatywnego wykształcenia'' (polska norma to podstawowe i zasadnicze zawodowe) to rzeczywiście rzecz wysoce pożądana w kraju, gdzie nie matura, lecz chęć szczera... itd. Najlepszym tego dowodem są sami politycy, którzy, mimo nader widocznych braków intelektualnych i edukacyjnych, robią wielkie kariery.

Drugi istotny fakt to ukończenie systemu IACS. Teraz można przeciąć wstęgę, wygłosić okolicznościowe przemówienia i... wyrzucić system do kosza, bo w Kopenhadze wynegocjowaliśmy inny system dopłat niż ten, który zaimplementowano w ramach kontraktu z HP. Dzięki tej - przedstawianej jako wielki sukces - decyzji możemy wyobrazić sobie następujący scenariusz: zbudowany za setki milionów jeden system, kolejne setki milionów wydane na drugi, wpłacona składka do Brukseli i... brak dopłat z powodu niegotowego systemu. Tego nie wymyśliliby nawet najwięksi eurosceptycy, ale pewnie uda się to władzom, systematycznie lekceważącym rolę informatyki we współczesnych procesach gospodarczych.

Rozmawiałem kiedyś z Rafałem Łożyńskim, szefem poznańskiej firmy , która robi oprogramowanie dla małych przedsiębiorstw. Na tym trudnym, bo rozproszonym i niezbyt zamożnym rynku udaje się jej utrzymać pozycję, ale także dostarczać nowe produkty. Opowiadał mi, że wraz z innymi przedsiębiorstwami z tego segmentu rynku próbowali kiedyś przekonać Ministerstwo Finansów, aby w urzędowym wzorcu druku PIT czy VAT przesunąć górny margines kilka milimetrów w dół, ponieważ większość dostępnych drukarek nie może zacząć wydruku tak blisko brzegu strony. Odpowiedź urzędników była pełna oburzenia: jakże to, my mamy dostosowywać urzędowe druki do możliwości drukarek? Niech Canon, HP, Epson, OKI i inne firmy dostosują swoje drukarki do Jaśnie Oświeconego i Jedynie Słusznego Wzorca Urzędowego.

Kiedyś marzyło mi się, żeby w procesie legislacyjnym istniała funkcja doradcy ds. informatycznych. Człowiek ów mówiłby po prostu, ile będą kosztować zmiany w istniejących systemach wywołane rozważaną zmianą prawa. Przecież przesunięcie jednego pola w formularzu PIT albo VAT to konieczność aktualizacji kilkuset tysięcy programów - kosztu tego nie zwraca przecież legislator. W skali kraju są to ogromne pieniądze i wysiłek poświęcony na czynność całkowicie jałową. Idę o zakład, że w ten sposób zmarnotrawiono już więcej pieniędzy niż w największych aferach informatycznych ostatniego dziesięciolecia, takich jak komputeryzacja ZUS, POLTAX czy pamiętne wybory samorządowe z roku ubiegłego. Teraz jednak myślę, że żaden doradca nie zastąpi myślenia. Zwykłego, prozaicznego myślenia.

Nic to, byle nie myśleć - mówił elektrycerz Kwarcowy w Bajkach Robotów Stanisława Lema, któremu od myślenia przegrzewały się zwoje. Co jak co, ale w tym jesteśmy wyjątkowo skuteczni. Maksyma ta przyświeca polskim urzędnikom w kwestiach informatyki małej (tam, gdzie chodzi o margines na druku PIT czy też VAT) i wielkiej (tam, gdzie chodzi o systemy za wiele milionów). Diagnoza prof. Jadwigi Staniszkis wypowiedziana w Przekroju wskazuje, że we wdrażaniu maksymy Kwarcowego osiągnęliśmy pełny sukces: Naszym atutem jest żywotność, natomiast nie istniejemy jako intelektualna część Europy, świata. W naszym państwie nie ma miejsca, w którym się myśli.

Się myśli, pani profesor! Ręczę za naszych Czytelników, że nikt ich z tego nie wyleczył! Tylko myśli się na własny użytek i pożytek, a nie pro publico bono - o ile ktoś jeszcze rozumie to określenie.