Serge RIP

Ogólnie rzecz biorąc, historia świata dzieli się na erę przed wynalezieniem internetu (BI - ang. Before Internet) oraz po jego wynalezieniu (IT - ang. Internet Time), z punktem zerowym około roku 1990 po urodzeniu Chrystusa (AD, czyli łac. Anno Domini).

Ogólnie rzecz biorąc, historia świata dzieli się na erę przed wynalezieniem internetu (BI - ang. Before Internet) oraz po jego wynalezieniu (IT - ang. Internet Time), z punktem zerowym około roku 1990 po urodzeniu Chrystusa (AD, czyli łac. Anno Domini).

Wynika to z prostego faktu, że wszelkie informacje z czasów zwykle znajdują się w archiwach papierowych, podczas gdy wiadomości ery IT znajdujemy elektronicznie, obecnie głównie za pomocą Google. Jednakże okazuje się, że istnieje pewien niepusty zbiór dokumentów z epoki BI, które jednak istnieją w internecie.

Jakiś czas temu, z pustej próżności, przeszukiwałem internet na obecność mego nazwiska. Wśród wielu ciekawych kontekstów (polecam Czytelnikom wykonanie takiego ćwiczenia, niekoniecznie z użyciem mego nazwiska, można użyć dowolne, najlepiej własne), całkiem niespodziewanie znalazłem odnośnik do niegdysiejszego szefa z zamierzchłej epoki, gdy w Teksasie pracowałem jako programista. Było to zdecydowanie w czasach przedinternetowych, choć jak widać z nazwy mego zajęcia, już komputerowych. Dokładnie rzecz biorąc, było to w pierwszym roku ery pecetowej, czyli w 1981. Mój ówczesny przełożony nosił szlachetne nazwisko Scherbatskoy - miłośnicy prozy Tołstoja zapewne pamiętają, że w (podobno) najlepszej powieści wszechczasów "Anna Karenina" występuje niejaka Kitty Shcherbatskaya (różnice w transkrypcji nazwiska są typowe dla dezynwoltury kultury angielskojęzycznej).

Serge, urodzony w Turcji syn carskiego dyplomaty, znalazł się w Stanach pod koniec lat dwudziestych XX wieku. Jako inżynier elektronik wyspecjalizował się w pomiarach, przede wszystkim w badaniach geologicznych związanych z poszukiwaniami nafty. Zapamiętałem, że zawsze w kieszeni miał suwak logarytmiczny, kiedyś nieodłączne narzędzie każdego inżyniera. W czasach, gdy pracowałem w Ft. Worth, był to już jednak przeżytek, bo kalkulatory stały się tanie i powszechnie dostępne. Ale Serge miał głowę otwartą dla postępu. Choć sam nie programował ani nie używał komputera (zresztą nie było takiej potrzeby), to świetnie rozumiał zalety cyfrowego przetwarzania danych. Stąd moja obecność w jego grupie. Jako programujący fizyk miałem zadanie znaleźć sposób na wyszukiwanie, w potężnym szumie pomp tłoczących płuczkę na wiertni, słabego sygnału generowanego przez ciśnieniowy zaworek. Gołym okiem można było łatwo zauważyć piki sygnałów, ale wszelkie klasyczne filtrowanie cyfrowe nic nie dawało - sygnał ginął w szumie. Udało się nam dopiero za pomocą prostego filtra, który dziś pewnie nazwalibyśmy quasi-bayesowskim, prawie takim jakie używane są do filtrowania... spamu w poczcie elektronicznej.

Ale to nie wymyślanie filtrów znalazło odbicie w internecie. Przejrzenie odnośnika<sup>1</sup>, znalezionego przez Google, ujawnia, że po śmierci Serge'a, o której zresztą nie wiedziałem, jego papiery osobiste, jako znanego wynalazcy, przekazano do Smithsonian Museum, czyli takiego amerykańskiego Muzeum Techniki. Muzeum dokumenty sklasyfikowało - w 6-ej teczce w pudle numer 28 umieszczono mój list z roku 1 BI (czyli 1989), w którym to liście próbowałem umówić się z byłym szefem na spotkanie w Paryżu. Niestety, nie zobaczyliśmy się, bo zawirowania historii spowodowały, że zamiast turystyką zająłem się budowaniem kapitalizmu w Polsce.

Ciekawe, ile innych, prywatnych historii, ukrytych dotychczas przed wścibskimi oczyma, zostanie z czasem ujawnione przez Google oraz różnego rodzaju archiwa. Myślę, że ludzie mego pokolenia mogą utracić spokojny sen. Za to historycy mają używanie. Bez żmudnych kwerend oraz IPN-u.

<sup>1</sup>http://invention.smithsonian.org/resources/fa_scherbatskoy_index.aspx


TOP 200