Seks, komórki, narkotyki i przyszłość narodu

Wystarczyło 10 lat (2005–2015), żeby wyraźnie spadło spożycie papierosów, alkoholu i twardych narkotyków wśród Amerykanów między 12 a 17 rokiem życia.

Socjologowie w USA są od dwóch lat zdziwieni. Amerykańska młodzież, która zamiast wyszumieć się, wciągając biały proszek, albo upadlać się w oparach alkoholu, właśnie radośnie odstawia używki. Wystarczyło 10 lat (2005–2015), żeby wyraźnie spadło spożycie papierosów, alkoholu i twardych narkotyków wśród Amerykanów między 12 a 17 rokiem życia.

Naukowcy jak zwykle kłócą się o przyczyny. Jedni mówią, że młodzież, zamiast ćpać i pić, woli wtykać nosy w smartfony. Sporej części młodego pokolenia zajmuje to nawet 6 godzin na dobę. Nic dziwnego, że nie mają czasu na dymka czy melanż. Inni dowodzą, że zażywanie narkotyków daje podobne doznania jak korzystanie z mediów społecznościowych czy granie w gry komputerowe. Marketingowcy zacierając ręce, stworzyli nawet kategorię „pokolenie C” od słowa „connected”, co opisuje młodzież urodzoną ok. 2000 r., stale podłączoną do internetu.

Zobacz również:

Według badania IBM i National Retail Fundation młodzi internetowi autochtoni spędzają wolny czas głównie online. Z tego tylko 30% przez komputer, a reszta nosi swój internet ze sobą w komórkach, smartfonach i tabletach. Podobno trend ten ma charakter wzrostowy. Czyli za następne 10 lat może się okazać, że narkotyków i alkoholu w Ameryce się nie używa, ale podłączonym do sieci jest się już nie 6, ale np. 10 godzin.

Polscy badacze zajęli się sprawą. Z badania „Młodzież 2016” Fundacji Badania Opinii Społecznej CBOS wynika, że nastoletni Polacy w 2016 r. wgapiali się w ekrany niewiele krócej niż młodzi Amerykanie: 4 godziny i 2 minuty dziennie. Trzy lata wcześniej robili to aż o godzinę krócej. Postęp więc jest, i to spory. Wraz z nim pojawiają się internetowe strachy: 25% nastolatków w 2016 r. ryzykowało uzależnienie, a w 2013 r. „tylko” 21%.

A teraz najważniejsze pytanie: czy młodzi Polacy wpięci w sieć jak pijawki jeszcze cokolwiek piją lub zażywają? Tak, ale duch w narodzie ginie: piją coraz rzadziej. Według badania z 2015 r. „Używanie alkoholu i narkotyków przez młodzież szkolną” alkohol pije coraz mniej gimnazjalistów. Mniej pije okazjonalnie: spadek z 84,9% w 2003 r. do 71,7% w 2015 r. Mniej piją też regularnie: spadek z 65,8% w 2013 r. do 48,6% w roku 2015. Honoru nieletnich pijaków bronią uczniowie szkół ponadgimnazjalnych: okazjonalnie pije 92,7%, regularnie 82,3% uczniów liceów, techników lub szkół zawodowych. Palą też jakby mniej, a coraz więcej deklaruje, że w ogóle nie zapaliło papierosa. Pod względem zażywania narkotyków jednak nasza młodzież przebija Amerykanów. Młodociani coraz więcej wdychają klej, lakiery i rozpuszczalniki oraz eksperymentują z miękkimi i twardymi narkotykami. Rośnie też uzależnienie od gier hazardowych.

Jakby dobrze się zastanowić, to te suche statystyki podsuwają nam chyba narzędzie walki z używkami. Skoro młodzi nie chcą już pić i palić, może to dobry moment, żeby poprawić zdrowie przyszłych pokoleń i zniechęcić do narkotyków? Rachunek jest prosty: działka marihuany to podobno ok. 30 zł. Lepszy smartfon to ok. 3000 zł. Czyli jeden smartfon za sto skrętów. Może zamiast straszyć konsekwencjami zażywania, wystarczy dać młodzieży smartfony? Badanie co miesiąc pokaże, czy nie oszukują. Jeśli nie – dołożyć gigabajtów danych. Jeśli pokątnie wciągają – zabrać smartfona na miesiąc i oddać, gdy delikwent będzie czysty.

A gdzie seks zapowiadany w tytule? Otóż profesor Michał Lew-Starowicz na konferencji „Nie bój się psychiatrii” 23 listopada 2017 r. w Warszawie doniósł, że Amerykanie właśnie wycofali seksoholizm z procesu kwalifikacji jako choroby. Zostaje on „tylko” jako zaburzenie, ale już mniej groźne niż np. gry komputerowe. Uzależnienie od nich bowiem wg Amerykańskiego Towarzystwa Psychiatrycznego wkrótce będzie zakwalifikowane jako choroba. Do nas ten trend dotrze pewnie za 5–10 lat. Wtedy będziemy mieli już sporą grupę uzależnionych od gier. I wtedy – prawda, że to przełomowy pomysł – aby wyciągnąć z nałogu, przekonamy ich do zamiany gier na... kompulsywny seks. Same korzyści, bo seksoholizm nie będzie już chorobą, a uzależnienie od gier tak, no i dzietność nam wzrośnie! To może pogramy w „Dead Rising” albo „Walking Dead”, zanim granie stanie się passe?