Sami się uczta...

Tak właśnie miał się odciąć, w dowcipie z kilometrową brodą, niejaki Baltazar, który, przyjechawszy do dużego miasta, zauważył afisz anonsujący sztukę Uczta Baltazara.

Tak właśnie miał się odciąć, w dowcipie z kilometrową brodą, niejaki Baltazar, który, przyjechawszy do dużego miasta, zauważył afisz anonsujący sztukę Uczta Baltazara.

Kolejne reformy, oświaty i nie tylko, bynajmniej nie przybliżają przysłowiowemu Baltazarowi możliwości pobierania nauk. Oświata staje się u nas trudno dostępna i kosztowna, co już na wstępie wyklucza z zaawansowanego procesu edukacyjnego coraz szersze rzesze obywateli kraju. Jeżeli kiedyś od kandydata na kierowcę wymagano podstawowego wykształcenia, oznaczało to, że winien on umieć czytać i rozumieć pewne elementarne zjawiska fizyczne, związane z poruszaniem się samochodu. Czego wobec tego należy wymagać od osoby, która ma sobie poradzić z otaczającą nas techniką, która jest ciągle trudna w obsłudze i skomplikowana? Większość posiadaczy magnetowidów podobno nigdy nie zgłębiła tajników ich programowania, a z własnej praktyki znamy zakres korzystania z popularnych programów komputerowych.

Problem polega na tym, że nasz system edukacyjny traktuje umiejętność korzystania z otaczających nas urządzeń technicznych podobnie jak sferę spraw intymnych - po co o tym uczyć, skoro każdy i tak gdzieś tam czegoś w końcu się dowie, jak nie z drugiej, to z trzeciej ręki...

Jestem jak najdalszy od prób nadawania komputerom szczególnej czy wyjątkowej roli w życiu człowieka. Jest to po prostu jeszcze jeden przedmiot, z którego przychodzi nam korzystać w pracy i - coraz częściej - również poza nią. Oba te rodzaje korzystania są bardzo podobne. Zrozumiały to już liczne duże firmy w USA, które fundują wszystkim swoim pracownikom komputery, a czasem jeszcze dopłacają do korzystania przez nich w domu z Internetu. Wydatek z tym związany opłaca się i firmie, i społeczności danego kraju.

W ten sposób komputer z tanim dostępem do sieci oraz umiejętność korzystania z niego stają się stopniowo kolejnym wyznacznikiem poziomu rozwoju społecznego, gdyż - czy to lubimy, czy nie - tam właśnie przenoszą się niektóre sfery życia społecznego, gospodarki, administracji, rozrywki i edukacji.

Za historyczny przełom w tym zakresie zostanie kiedyś uznana decyzja słynnej uczelni Massachusetts Institute of Technology. Uczelnia ta niedawno postanowiła udostępnić w Internecie pełen materiał 2 tys. programów nauczania wraz z tekstami wykładów, wskazówkami, materiałami do ćwiczeń, testami, symulacjami zjawisk, a nawet wykładami prezentowanymi wraz z obrazem. Wszystko to ma być dostępne dla każdego, na całym świecie i - co najważniejsze - bezpłatnie. Obliczane na 10 lat przedsięwzięcie ma kosztować ponad 100 mln USD.

Jeden z profesorów MIT porównał tę inicjatywę z budową katedr w średniowieczu. Budowlę taką wznoszono dla wszystkich: dla jednych, by podziwiali jej formę i ogrom, dla innych, by mogli tam do woli przychodzić. Przy okazji przypomniano, że właśnie ta uczelnia jest miejscem, gdzie narodziła się podobna inicjatywa w odniesieniu do oprogramowania komputerów, znana jako open source.

Wracając do naszego Baltazara - by mógł i on, bez względu na miejsce zamieszkania, korzystać z tego i innych podobnych dobrodziejstw, musi on nie tylko mieć odpowiedni komputer z dostępem do sieci. Musi on również umieć z niego korzystać i rozumieć stosowane tam języki. Podstawowy poziom wiedzy, obejmujący także i te umiejętności, powinien mu zapewnić system oświaty powszechnej.

Bez względu na to, jakie jeszcze hołubce wyczyniać będą u nas kolejne władze oświatowe, nie mogą one czuć się zwolnione z odpowiedzialności za przygotowanie wszystkich obywateli państwa do należnego im uczestnictwa we wszystkich dobrodziejstwach współczesności.