SIO, czyli piszemy gazety z tego lata

Ostatnio prasa przyniosła informacje o nieprawidłowościach stwierdzonych przy przetargu na system CEPiK. Niegospodarność (a może i korupcję) zarzucono pracownikom MSWiA oraz firmy Infovide. Obwinieni bronią się, media wietrzą aferę, a opinia publiczna jest przede wszystkim zmęczona.

Ostatnio prasa przyniosła informacje o nieprawidłowościach stwierdzonych przy przetargu na system CEPiK. Niegospodarność (a może i korupcję) zarzucono pracownikom MSWiA oraz firmy Infovide. Obwinieni bronią się, media wietrzą aferę, a opinia publiczna jest przede wszystkim zmęczona.

Rozwikływanie istniejących afer to zajęcie dla kontrolerów, prokuratorów i ambitnych dziennikarzy śledczych. Każda jednak u zarania jest nieprawidłowością in statu nascendi i o takim przykładzie chciałbym opowiedzieć dzisiaj.

Na naszych oczach dojrzewa, niczym gruszka na drzewie, kolejna... sytuacja - pozostańmy dziś przy takim określeniu - która ma duże szanse, by za pół roku stanąć na czołówkach gazet. Mowa o tzw. systemie informacji oświaty, czyli SIO (http://sio.menis.gov.pl ). 19 lutego 2004 r. została uchwalona ustawa, która zobowiązuje jednostki oświatowe do prowadzenia baz danych zawierających różne informacje na temat uczniów, nauczycieli, procesu edukacyjnego itd. Dane te mają służyć - jak sądzę - do wspomagania decyzji na każdym poziomie infrastruktury edukacyjnej państwa, od szkoły do ministerstwa.

Aby jednak dane agregować, ustawa, a konkretnie jej art. 5. p. 5.1. mówi, że "Minister (...) ogłosi (...) specyfikację formatu wymiany danych oświatowych oraz wskaże protokoły komunikacyjne i szyfrujące, stosowane przy przekazywaniu danych pomiędzy oprogramowaniem podmiotów prowadzących bazy danych oświatowych". Rozporządzenie, owszem ukazało się (nieomal rok później), zawiera wszystko, z wyjątkiem... formatu danych i definicji protokołów! Ale weszło w życie od dnia 1 stycznia 2005 r. i pierwsze dane powinny zostać przekazane na koniec marca.

Ponieważ w tej chwili (koniec stycznia) nadal nie jest znany szczegółowy format danych, producenci oprogramowania dla oświaty praktycznie nie mają szansy wyposażenia swoich aplikacji w odpowiednie procedury eksportu i rozprowadzenia zmodyfikowanej wersji do szkół.

Istnieją trzy możliwości - omówmy je po kolei. Pierwsza to taka, że wszyscy producenci oprogramowania dla oświaty są równi, ale któryś jest równiejszy od innych i w parę dni po tym, jak ministerstwo ogłosi wreszcie standard, jedna firma wypuści aplikację, która będzie implementować nowy standard - ot, takie szczęście i niesamowita zdolność przewidywania. Drugą możliwość podpowiada sama ustawa. W tym samym punkcie 5 art. 5 czytamy: Minister [...] nieodpłatnie udostępnia oprogramowanie umożliwiające zakładanie, aktualizowanie zbiorów danych, budowę baz danych oświatowych i ich scalanie, w wersjach działających w systemach operacyjnych powszechnie użytkowanych na obszarze kraju. Znamy to skądś? Ano znamy - tak właśnie rzecz miała się z Płatnikiem, z nieciekawymi skutkami, które omówiono już dostatecznie obszernie na tych łamach. I wreszcie trzecia możliwość: ministerstwo za późno publikuje specyfikację formatów i protokołów, w wyniku czego producenci oprogramowania nie są w stanie poprawnie dostosować swoich aplikacji. W efekcie dane, owszem, płyną z końcem marca do MENiS, ale są przygotowane w pośpiechu, nie są przetestowane i - w konsekwencji - bezwartościowe z punktu widzenia celu, do którego miały służyć.

Nie wiem, czy mamy do czynienia tylko ze złą organizacją, czy już z aferą. Niezależnie od tego, który scenariusz będzie miał miejsce, mogę już dziś napisać kilka tytułów z pierwszych stron gazet, które tego lata pojawią się w kioskach: "Czy tylko nieprawidłowości czy już afera?", "MENiS wypuścił Płatnika".

Znacie? Znamy! To poczytajcie! Zapraszam do kiosków za pół roku!


TOP 200