Rzetelność

Umówiłem się z brygadą remontową. Mieli położyć podłogę i kafelki. Rozpoczęli z kilkudniowym opóźnieniem, kończą z parotygodniowym - inaczej aniżeli zapowiadali na wstępie. Mogłem spisać umowę, ale co by mi to dało?

Umówiłem się z brygadą remontową. Mieli położyć podłogę i kafelki. Rozpoczęli z kilkudniowym opóźnieniem, kończą z parotygodniowym - inaczej aniżeli zapowiadali na wstępie. Mogłem spisać umowę, ale co by mi to dało?

Umówiłem się z hydraulikiem. Miał przyjść po południu i wykonać, co należy. Po południu nie pojawił się ani też nie pojawił się dnia następnego. Podobno miał jakąś sprawę awaryjną. Gdy wreszcie zawitał w moje progi, zameldował tylko, że dziś chyba nic z tego, bo akurat było otwarcie megamarketu, a jego żona koniecznie chciała nabyć kanapę z promocji, musiał więc z nią pojechać. Zadeklarował się podjąć działania nazajutrz z samego rana, co oczywiście nie miało miejsca, bo gdzieś był wybuch gazu i został wezwany tam jako ekspert. Trzeciego dnia przyjechał, lecz na krótko, bo musiał odebrać czyjeś dzieci z wakacji, nie mógł więc się rozdwoić. W końcu dzieci ważniejsze są niż jakieś tam rury. Po tygodniu tego typu perturbacji robotę zakończył, wystawił słony rachunek i poszedł.

Kafelkarze w dalszym ciągu rujnowali, brudząc, kurząc i czyniąc czteropokojowe mieszkanie całkowicie nieprzydatne do dłuższego w nim pobytu. Mogłem nerwowo się załamać, czego nie uczyniłem, gdyż dysponowałem rozwiązaniem alternatywnym w postaci drugiego mieszkania, w którym w miarę spokojnie przeczekiwałem burzliwy okres remontowy.

Pewna firma podpisała umowę z moją firmą na świadczenie usług transmisji bezprzewodowej. W dniu, w którym według umowy miało nastąpić uruchomienie usługi, pojawił się przedstawiciel owej firmy, oświadczając, że nic z tego, gdyż mają problemy techniczne, o czym dawno już wiedzieli, ale liczyli, że jakoś to będzie. Może jakoś będzie, ale bliżej nie wiadomo kiedy - według ich zapewnień - za dwa miesiące, w co nie bardzo wierzę.

Na szczęście dysponowałem rozwiązaniem alternatywnym w postaci dotychczasowego łącza miedzianego. Dobrze, że nie zrezygnowałem pochopnie z tradycyjnej drogi teletransmisji, zawierzając terminom podawanym w umowie przez nową firmę. Otrzymałbym solidne cięgi od przełożonych, gdybym pozbawił ich łączności ze światem. Nauczony doświadczeniem nigdy nie rezygnuję z czegoś, co działa, na rzecz czegoś, co ma działać teoretycznie. Jednym słowem trzymam wróbla w garści tak długo, dopóki nie złapię gołębia na dachu.

W naszym kraju oferuje się nowe technologie rodem z zagranicy, obsługując klientów z tradycyjnym lekceważeniem. Wygląda na to, że kultura obsługi klientów i odpowiedzialność za słowo, nawet pisane, nie jest importowana. Od lat sprawdzone u nas wzorce nierzetelności powstałe na bazie firm remontowo-budowlanych z powodzeniem torują sobie drogę wśród wynalazków elektronicznych.


TOP 200