Rynek dla małych i dużych

Zamówienia publiczne realizowane na platformie handlu elektronicznego dopóty pozostaną mrzonką, dopóki administracja rządowa i samorządowa nie zostaną zmuszone do oszczędzania.

Zamówienia publiczne realizowane na platformie handlu elektronicznego dopóty pozostaną mrzonką, dopóki administracja rządowa i samorządowa nie zostaną zmuszone do oszczędzania.

<b>RICHARD DERHAM</b>, menedżer w Improvement and development agency, główny specjalista od samorządowej platformy elektronicznej

<b>RICHARD DERHAM</b>, menedżer w Improvement and development agency, główny specjalista od samorządowej platformy elektronicznej

Do elektronicznej aukcji o skrzynkę angielskiego piwa stanęło kilku samorządowców. Licytacja - chociaż miała na celu unaocznić funkcjonalność platformy handlu elektronicznego, w tym również pokazać możliwość uzyskiwania oszczędności - tym razem toczyła się klasyczną metodą, kto da więcej. Zwykle zamawiający życzy sobie przeprowadzenia tzw. aukcji odwrotnej, gdzie wygrywa najniższa cena za usługę lub produkt. W Zakopanem na Konferencji Miasta w Internecie chodziło wszak o cel szlachetny, wylicytowana kwota miała zasilić konto miejscowego domu dziecka.

Na ekranie wyświetlały się propozycje cen. Po każdej nowej ofercie, uczestnicy mieli dwie minuty na podjęcie decyzji o przebiciu ceny. Gdy cena skrzynki osiągnęła 300 zł, słychać było jęk Tomasza Grochulskiego, zastępcy burmistrza Ursynowa, "co na to powie żona". Stanisław Śliwka, wiceprezydent Włocławka, przebił wszystkich. Dał 500 zł i piwo formalnie należało do niego. Wszystkie zaoferowane pieniądze trafiły do zakopiańskich dzieci, zaś najdroższe piwo pod Tatrami wypito przy watrze ku chwale aukcji elektronicznych.

Angielski wzór

Gdyby samorządowcy z takim samym zapałem jak do aukcji o skrzynkę piwa przystąpili do wdrażania elektronicznych katalogów i przetargów internetowych w swoich gminach, skromne budżety gminne mogłyby się okazać wystarczające. "Brytyjska administracja lokalna wydaje na zakupy towarów i usług 25 mld funtów. Sam proces zakupów kosztuje 2,5 mld funtów" - mówił Richard Derham, menedżer w Improvement and Development Agency for local government (IdeA), główny specjalista od samorządowej platformy elektronicznej. "Średni koszt obsługi tradycyjnej transakcji wynosi 70 funtów. Po przeniesieniu zamówień na platformę handlu elektronicznego spadłby do 20 funtów" - dodaje.

W Anglii i Walii program zakupów elektronicznych zaczął się w 2000 r. W pełnej wersji oprogramowanie do zakupów online zainstalowano w marcu 2002 r. w jednym z urzędów lokalnych. Na razie do udziału zgłosiło się ponad 150 urzędów. Zgodnie z planami, od 2005 r. cała administracja państwowa została zobligowana do dokonywania zakupów drogą elektroniczną.

System, który wykorzystała IdeA, od lat sprawdza się w amerykańskiej armii, administracji federalnej, kilku uniwersytetach oraz przedsiębiorstwach prywatnych. Umożliwia zarządzanie procesem zakupów bez użycia papieru. Użytkownicy mogą korzystać z katalogu elektronicznego oraz modułu aukcji internetowych. Podobne rozwiązania oferują największe polskie platformy - Marketplanet.pl i Xtrade.

Polskich samorządowców najbardziej zafrapował model działania angielskiego Marketplace. IdeA - jako organizacja non-profit - wychodzi z założenia, że tylko scentralizowany sposób zakupów może doprowadzić do oszczędności. "Oceniamy, że wdrożenie naszego rozwiązania w ramach budowy narodowej infrastruktury zakupów będzie kosztować 2,5 mld funtów" - twierdzi Richard Derham. "Gdyby każdy samorząd chciał wprowadzić własne porównywalne z Marketplace rozwiązanie, musiałby wydać ponad 200 mln funtów" - dodaje.

Polskie "nie uda się"

Być może samorządowcy potraktowaliby opowieść Richarda Derhama bardziej entuzjastycznie, gdyby w konferencji wzięli udział przedstawiciele innych firm-operatorów platform handlu elektronicznego. Wystąpienie Konrada Makomaskiego, prezesa Marketplanet.pl, zostało przyjęte nieufnie i zrodziło podejrzenie, że oto za plecami samorządowców myśli się o powierzeniu jednej firmie obsługi elektronicznych zakupów. Z jednej strony, gdyby wszystkie samorządy korzystały z jednej platformy, rzeczywiście mogłoby dojść do obniżenia cen zakupów. Z drugiej - o czym nie omieszkali powiedzieć zgromadzeni tam przedsiębiorcy - zakupy prowadzone w lokalnym środowisku przez administrację pozwalają utrzymać na powierzchni miejscowy biznes. Może czas jednak policzyć, co się bardziej opłaca państwu - zgadzać się na układy w ramach ochrony lokalnego rynku czy dążyć do tańszego państwa?

Na razie pozostają wciąż nie rozstrzygnięte kwestie prawne. Czy aukcja może być formą przetargu? Jeśli na razie Ustawa o zamówieniach publicznych nie przewiduje tego trybu, to testowo można go wykorzystać do zakupów z wolnej ręki do 3000 euro. "Myślę, że można byłoby się zgodzić na aukcję jako równoważnik zapytania o cenę. Jest to tryb nie stosowany w Unii Europejskiej, stąd polskie przepisy ograniczają wartość tego typu zamówień do 130 tys. euro. Powyżej trzeba stosować również w UE normalne procedury przetargowe" - rozważał Robert Bartold, dyrektor generalny Urzędu Zamówień Publicznych.

Innym istotnym problemem, z pogranicza prawa i polityki, jest to, czy można potraktować zakupy z katalogów elektronicznych jako formę uczestnictwa w przetargu. Doskonałym przykładem jest umowa typu Select Microsoftu, która pozwala administracji uzyskiwać prawie 60% obniżki cen na oprogramowanie.

Jednak, aby te wszystkie wątpliwości rozwiać, potrzebna jest wola polityczna. Wola, aby rzeczywiście walczyć z korupcją i oszczędzać publiczne środki.


TOP 200