Rozłąka

Klimat się u nas nieco zmienił ostatnio. Mamy ulewy, burze, nawałnice niespotykanej gwałtowności. Cierpi na tym nasz dobytek osobisty i społeczny. Cierpią także łącza telekomunikacyjne. Pewnego razu siedziałem przed telewizorem, przed którym siadam, gdy nie mam co robić i z nudów wpatruję się w ekran, lub siadam, gdy mam tyle roboty, że nie wiem do czego najpierw się zabrać, więc nie robię profilaktycznie nic, czekając aż sprawy rozwiążą się same.

Klimat się u nas nieco zmienił ostatnio. Mamy ulewy, burze, nawałnice niespotykanej gwałtowności. Cierpi na tym nasz dobytek osobisty i społeczny. Cierpią także łącza telekomunikacyjne. Pewnego razu siedziałem przed telewizorem, przed którym siadam, gdy nie mam co robić i z nudów wpatruję się w ekran, lub siadam, gdy mam tyle roboty, że nie wiem do czego najpierw się zabrać, więc nie robię profilaktycznie nic, czekając aż sprawy rozwiążą się same.

Oglądałem więc telewizję, buszując po kilkudziesięciu kanałach w nadziei napotkania jakiegoś interesującego programu lub filmu, którego jeszcze nie widziałem. Nagle za oknem począł się ruch w powietrzu wyczyniać, grzmoty i błyskawice okropne, że aż strach człowieka przejmował. Po kilkudziesięciu minutach zawieruchy powrócił spokój, a ja wróciłem do . "Przelatuję" po kanałach i okazuje się, że na większości z nich emitowany jest ten sam program pod postacią niebieskiej planszy z napisem "No signal. Check Bis Signal level and read the user manual". Niestety, nie mam na wyposażeniu stosownego podręcznika, gdyż operator telewizji kablowej w nic takiego mnie nie zaopatrzył. Ale za to człowiek ma obycie komputerowe, aby bez dokumentacji radzić sobie w znacznie gorszych opałach. Komunikat przecież wy-raźnie mówi "check bis signal", co jest za- chętą do aktywnego rozwiązywania problemu, a nie biernego oczekiwania na serwis. Wziąłem wtedy wtyczkę anteny balkono- wej i wykonałem switch na bis signal, czyli zmieniłem medium transmisyjne z kablowe- go na powietrzne. Mimo że w okrojonym zakresie, ale uzyskałem ponownie łączność ze światem.

Historia ta zupełnie przypadkowo zbiegła się w czasie z wydarzeniem, gdy moja firma (to znaczy ta, w której jestem zatrudniony nie będąc jej właścicielem, a piszę "moja", bo to tak ładnie jest, gdy człowiek identyfikuje się z zakładem pracy, mimo że zakład jakoś nie zawsze odwzajemnia te uczucia) została pozbawiona na kilka ładnych tygodni okna na świat w postaci Internetu. Gdzieś tam uszkodzony został kabel magistralowy i pracownicy instytucji oddającej w dzierżawę łącza (wiadomo jakiej) nie mogli sprostać awarii. Szczęśliwie u nas w firmie, gdzie trwał szał remontowo-wakacyjny, nikomu nie zależało tak naprawdę na dostępie do Internetu, z wyjątkiem może tej garstki znudzonych pracowników pozostawionych w murach firmy, aby udawali, że pracują.

W zasadzie teraz już jest nam obojętne, czy awarię kiedyś usuną, bo zmieniamy lada moment medium transmisyjne na bezprzewodowe. W końcu łączność bezprzewodowa jest lepsza niż bezłączność przewodowa.


TOP 200