Robotnicy wieku rozwiniętej technologii

Niepokoi mnie pewien problem, którego rozwiązać nie jestem w stanie. Nie mam pojęcia mianowicie, jaka liczba komputerów powinna przypadać na jednego informatyka zakładowego.

Niepokoi mnie pewien problem, którego rozwiązać nie jestem w stanie. Nie mam pojęcia mianowicie, jaka liczba komputerów powinna przypadać na jednego informatyka zakładowego.

Oczywiście, komputer komputerowi nierówny i nie sprzęt, a raczej oprogramowanie decyduje o uciążliwości eksploatacji i jej nadzoru. Ale wziąwszy średnią krajową i znając przekrój popularnych systemów PC, ile to może być? Jeden informatyk na 100 stacji roboczych? Może na 200? Jako żywo nie istnieją normy regulujące te sprawy. A przecież takie rzeczy można dosyć skrzętnie obliczyć. Chodzi wszak o typową administrację, czyli działanie na płaszczyźnie odtwórczego rzemiosła informatycznego, nie mającego nic wspólnego z opracowywaniem nowych rozwiązań, a tylko zapewnieniem ciągłości eksploatacyjnej.

Brak norm w tej dziedzinie kusi pracodawców do ciemiężenia informatyków zakładowych i stosowania metod wyzysku kapitalistycznego względem najemnej siły roboczej. Jeśli pracownik radzi sobie z administrowaniem (cóż za pokrętny termin) 100 stacjami roboczymi - zdaniem przełożonych - nie będzie miał problemów z dodatkowymi 50. Jednak mniemanie szefów zazwyczaj inne jest niż odczucia pracowników. W przypadku napiętych do ostateczności możliwości przerobowych informatyka nawet kilka sztuk dodatkowych komputerów może przeważyć delikatną szalę stabilności procesu w stronę otchłani destabilizacji. Tym bardziej że informatyka nie tylko elektroniką stoi, ale także, a może przede wszystkim, oprogramowaniem przynoszącym najwięcej codziennych trosk administratorom. Do tego dochodzą użytkownicy ze swymi problemami, wymagającymi reakcji ze strony personelu informatycznego. W zasadzie administrator sieci zakładowej wykonuje wszystko, co z komputerami jest związane: od drobnych napraw sprzętu, instalacji i zarządzania systemami operacyjnymi i oprogramowaniem użytkowym, po douczanie użytkowników. W niektórych firmach próbują nawet wrabiać informatyków w kreowanie polityki w zakresie ochrony danych osobowych, czyniąc ich tym samym odpowiedzialnymi za całokształt poczynań firmy w tej mierze. W razie czego za kratki trafi komputerowiec, bo niby dlaczego miałoby wypaść na dyrektora.

Zdaniem Państwa, ilu informatyków potrzeba do utrzymania ciągłości eksploatacyjnej w sieci, powiedzmy 70 stacji roboczych z oprogramowaniem biurowym i dwoma systemami baz danych, współpracującymi z dwoma serwerami o odmiennych platformach systemowych? Wystarczy jeden? Może trzech? Wiem, wiem, pracodawcy najchętniej optowaliby za liczbą zero. Gdyby tylko komputery chciały same działać... Ciekawe, który informatyk zakładowy jest rekordzistą w naszym kraju. Jaką dawkę komputerów na głowę można wytrzymać, pozostając przy zdrowych zmysłach? Zachęcam do dyskusji, mając nadzieję, że temat nie tylko dla mnie pozostaje interesujący.

Informatycy odpowiedzialni za eksploatację są robotnikami ery nowoczesnych technologii. Fakt, że dobrze wykwalifikowanymi, ale mimo wszystko robotnikami - znaczenie tego pojęcia w obecnych czasach przyjęło inny niż dawniej wymiar. Wyzysk jednak pozostał ten sam.


TOP 200