Rewolucja u bram...

Nie, nie, bez obaw. Rewolucja to nie ja i nie ze mną. No chyba, że będzie to Haszkowa Partia Umiarkowanego Postępu (w granicach prawa).

Nie, nie, bez obaw. Rewolucja to nie ja i nie ze mną. No chyba, że będzie to Haszkowa Partia Umiarkowanego Postępu (w granicach prawa).

A jednak - mamy rewolucję i - co więcej - ma ona miejsce w ostoi nowoczesnego, ale jednak, konserwatyzmu, czyli w Zjednoczonym Królestwie i dotyczy ona nieco konserwatywnej branży, jaką jest bankowość.

Zanim jednak przejdziemy do tzw. ad remu, konieczne jest trochę wstępu ideolo. Gdy otóż jakiś bank, np. w Polsce, dostanie od klienta zlecenie przelewu do innego banku, powiedzmy - w Nowej Zelandii, to mogą minąć i blisko dwa tygodnie, zanim pieniądze trafią do celu.

Bierze się to z tego, że cały światowy system bankowy opiera się na swoistych łańcuchach i łańcuszkach wzajemnego zaufania, bo nikt nie zna wszystkich banków i nie ma pojęcia o ich reputacji. Więc jeden ręczy za drugiego, którego dobrze zna i tak się to toczy.

Jest nawet taki Don Kichot światowej bankowości, Włoch - Alberto Giovannini, który nie tylko wyodrębnił i opisał 15 powodów, dla których tak się dzieje, ale nie ustaje w działaniu, by przelew z banku do banku, gdziekolwiek na świecie, nie wędrował dłużej niż cztery dni.

Nasz własny, krajowy system rozliczeń międzybankowych też często jest krytykowany: że sesje, że tylko trzy razy dziennie i że jedynie od poniedziałku do piątku. Na tle jednak reszty świata wypadamy całkiem dobrze, bo w wielu krajach jest tylko jedna sesja dziennie, a w takim Zjednoczonym Królestwie transfer środków trwa nie mniej niż 3 dni.

Sam wielokrotnie, przy różnych okazjach, pisałem i mówiłem, że z jednej strony głośno o trybie 7x24, a z drugiej - nigdy w sobotę i nigdy w niedzielę (i w różne święta też nie). I jeszcze środki, które z jednego rachunku znikają w piątek, by na tym drugim pojawić się dopiero w poniedziałek, co doczekało się nawet miana "bankowej czarnej dziury". I zawsze podkreślałem też, że zmiana tego wymaga rewolucji. Rewolucji nie w bankach, lecz właśnie w bankowych systemach informatycznych. No i zabrali mi ten temat-samograj. I zrobili rewolucję. Kto? No właśnie - wspomniani Brytyjczycy.

Brytyjczycy ci otóż, ponaglani od kilku lat przez własną organizację konsumencką (Office Of Fair Trading), w ciszy i spokoju przygotowali system, który właśnie uruchomili, a który działa przez 7 dni i nocy w tygodniu i większość przelewów lokalnych (w obrębie Królestwa) obsługuje natychmiast lub niemal natychmiast. Niezależnie od tego, czy zainicjowano je w placówce banku, przez Internet czy telefon. Od poprzednich trzech dni na przelew (co w niektórych sytuacjach zostaje) jednym skokiem do prawie-on-line i on-line. Czyż to nie rewolucja?

Kilkanaście banków, które już zakończyły tam testy współpracy z nowym systemem uważa, że to, co w związku z tym w ich informatyce nowe, było wzorowane na systemach obsługi transakcji bankomatowych, które od dawna działają w trybie 7x24. Jedyna - i poważna - różnica, to skala (transakcje do 10 tysięcy funtów) i liczba tran-sakcji, czyli znacznie wyższe ryzyko. Zmiany jednak na tym się nie kończą, bo przecież pozostaje dobowy cykl działania systemów informatycznych banków, które muszą nagle robić coś, do czego nigdy nie były projektowane - w każdej chwili, a nie tylko raz na dobę, muszą one mieć właściwe saldo każdego rachunku. No i skończą się dla banków pieniążki trzymane z piątku na poniedziałek, czy - jak to było u Brytyjczyków - przez kolejne dwa dni. Tamci bankierzy uważają, że stracą z tego tytułu jakieś 40 milionów funtów rocznie.

Tym, bez wątpienia rewolucyjnym jak na ostrożną bankowość, rozwiązaniem już interesują się Szwedzi. Za nimi pójdą inni. A mnie przyjdzie zastanawiać się, czy doczekam może jeszcze lokat na godziny?


TOP 200