Rewers

Sprawa z producentami oprogramowania wygląda mniej więcej tak: najpierw zapowiadają premierę jakiegoś produktu na określoną datę. Mniej więcej trzy miesiące przed terminem wiadomo już, że nie da się go dotrzymać.

Sprawa z producentami oprogramowania wygląda mniej więcej tak: najpierw zapowiadają premierę jakiegoś produktu na określoną datę. Mniej więcej trzy miesiące przed terminem wiadomo już, że nie da się go dotrzymać.

Wtedy premiera jest przekładana o kolejne trzy miesiące (albo i więcej), za to pojawia się wersja beta (która tak naprawdę jest wczesną alfą). Niestety, kilka tygodni przed drugim, wydłużonym terminem dalej system nie składa się do przysłowiowej kupy - więc wypuszczana jest tzw. druga beta, czasami zwana release candidate. No i wreszcie przychodzi upragniona data premiery, klienci ustawiają się pod sklepami, prezes puszcza oprogramowanie w ruch na konwencji, a obserwujący to informatycy bezgłośnie modlą się, żeby się nie "rypło" na oczach całego świata. Udaje się, jest tzw. release, a potem kilkanaście pakietów poprawek, które w ciągu kilku najbliższych miesięcy stabilizują wreszcie produkt. Ktoś, kto nie znajduje szczególnej przyjemności w nieustannym restartowaniu oprogramowania i oglądaniu komunikatów o błędach, może z niego korzystać.

Nie chcę nawiązywać do tej tradycji. Wypuszczam od razu produkt gotowy. Jest to blog i znajdą go Państwo pod adresemhttp://rewers.computerworld.pl . Pomyślałem, że blog to najlepszy sposób, żeby zostać prezydentem Warszawy, a potem - całego kraju. Cieszę się jak dziecko - złożę parę niewiążących obietnic, popiszę się mądrym słownictwem, zjednam sobie wyborców, a potem już z górki. Ciemny lud to kupi!

No dobrze, żartuję, wcale nie mam zamiaru zostać prezydentem - mam uczciwą robotę, nie cierpię na przerost ambicji i przez jakiś czas zamierzam zostać w branży. Jednak przyznam, że w cotygodniowej felietonistyce nie rozładowuję całkowicie mojego temperamentu publicystycznego. Felieton w tygodniku menedżerów i informatyków to jednak formuła tyleż wdzięczna, co ciasna. Nie pozwala za bardzo wypowiadać się na tematy nieinformatyczne, a na dodatek cykl wydawniczy wyklucza komentowanie spraw na bieżąco. Ograniczenia narzuca też forma - stała objętość, stałe miejsce. Żadnego z tych ograniczeń nie posiada blog, a na dodatek pozwala kombinować z sobą tekst oraz inne media.

Nazwę "Rewers" wybrałem właśnie ze względu na to, że chciałbym, by blog był wszystkim tym, czym nie jest felieton lub artykuł. Jeśli mogę posłużyć się analogią kulinarną (mam nadzieję, że nikt z Czytelników aktualnie nie ma pustego żołądka), to felieton jest jak danie główne. Wpis w blogu to - w zależności od jego rodzaju i pory dnia - poranna kawa, batonik czekoladowy, którym zagryzamy popołudniowe zmęczenie, popołudniowa herbata z ciastkiem, albo wieczorna lampka wina, gdy opada z nas zmęczenie z całego dnia. Słowem, przekąska - smaczna, ale jednocześnie pożywna. I proszę się nie zdziwić, jeśli w Rewersie któregoś dnia znajdzie się coś "krwistego" - szanowanie autorytetów i mód nie jest moją silną stroną. Na wszelki wypadek dodam, że za opinie umieszczone w blogu nie odpowiada redakcja, mój pracodawca, żona i dzieci, ani władze Rzeczpospolitej.

W serwisie "10 największych błędów, jakie popełniają blogerzy", którego autorem jest Jakob Nielsen, słynny duński specjalista od użyteczności i wzornictwa, można znaleźć dobre rady - m.in. taką, że blog powinien być profilowany. Postaram się, aby mój blog był profilowany pod informatyków i menedżerów, ale właśnie pod ich rewers - bo "odwrotną stronę" ma każda i każdy z nas. Technologią widzianą z punktu widzenia biznesu, zarządzaniem w wymiarze praktycznym, wiadomościami z rynku IT oraz systemami ERP, CRM, itd. zajmuje się Computerworld. Resztę można znaleźć w Rewersie.

Zapraszam na stronęhttp://rewers.computerworld.pl .