Retroinformatyka

Polecam opowiadania rosyjskiego, a właściwie radzieckiego pisarza Kiryła Bułyczowa wszystkim, którzy chcą sympatycznej rozrywki skojarzonej z pobudzeniem intelektualnym. W jednym z nich, zatytułowanym ''Retrogenetyka'', autor opisuje dziedzinę nauki, która polega na odtwarzaniu wymarłych zwierząt za pomocą procesu ''odwrotnej inżynierii genetycznej'', czyli rekonstruowania DNA wymarłych gatunków z genów gatunków żyjących dzisiaj. Zainspirowany Bułyczowem, zastanawiam się czasami, czy powstanie taka dziedzina jak retroinformatyka.

Polecam opowiadania rosyjskiego, a właściwie radzieckiego pisarza Kiryła Bułyczowa wszystkim, którzy chcą sympatycznej rozrywki skojarzonej z pobudzeniem intelektualnym. W jednym z nich, zatytułowanym ''Retrogenetyka'', autor opisuje dziedzinę nauki, która polega na odtwarzaniu wymarłych zwierząt za pomocą procesu ''odwrotnej inżynierii genetycznej'', czyli rekonstruowania DNA wymarłych gatunków z genów gatunków żyjących dzisiaj. Zainspirowany Bułyczowem, zastanawiam się czasami, czy powstanie taka dziedzina jak retroinformatyka.

Jako informatycy uważamy się za ludzi zwróconych ku przyszłości i nowoczesności, a tymczasem baczny rzut oka na informatykę oraz komputer wskaże nam liczne pojęcia i terminy, które mają uzasadnienie wyłącznie historyczne, ginące powoli w mrokach niepamięci. Dziś spróbuję wskazać Państwu te "żywe skamieniałości informatyki".

Pierwszą i najważniejszą jest dla mnie bajt. Arbitralne przyjęcie granicy ośmiu binarnych znaków (bitów) jako jednostki informacji nie ma dzisiaj ani uzasadnienia teoretycznego, ani praktycznego. Dlaczego nie 16 albo 64? A w ogóle kto powiedział, że słowa komputerowe mają mieć długość będącą potęgą dwójki? 8 bitów to dziś wiele za mało i bajt jako jednostka wyszedł praktycznie z użycia: wszystko dzisiaj mierzy się w giga-, mega-, a nawet terabajtach. Zresztą, same przedrostki są mylące, bo udają wielokrotności 10 pochodzące z systemu SI, podczas gdy w rzeczywistości są potęgami 1024. Czekam na dzień, kiedy przedrostki SI skończą się i jakiś komitet standaryzacyjny przyjmie np. gigabajt za nową jednostkę bazową, nazwie go np. gibem i zaczniemy mówić o kilogibach.

"Żywych skamieniałości" w informatyce jest więcej. Popatrzmy na nasze klawiatury, na ich prawy górny róg - znajduje się na nich przycisk Scroll Lock. Znam dokładnie jedną aplikację, która z niego korzysta: Microsoft Excela. Liczba komputerów posiadających standardową klawiaturę PC/RT wynosi około miliarda. Ilu użytkowników naprawdę korzysta z przycisku Scroll Lock w stopniu, który uzasadniałby istnienie osobnego przełącznika, sygnału, symbolu w językach programowania itd.? Pozwolę sobie pozostawić to pytanie otwarte.

Następną latimerią informatyki jest liczba znaków w wierszu e-maila. Czy przeciętny użytkownik programów Outlook lub serwisów pocztowych portali wie dlaczego jego poczta formatowana jest do ok. 76 znaków w wierszu? Dlatego, że terminal VT100 mieścił 80 znaków i stało się to standardem unixowych stacji roboczych. Zaś pierwsze edytory stosowane w programach pocztowych pod Unixem formatowały pocztę na 76 znakach, by bez łamania wierszy pomieścić list oraz trzy poziomy odpowiedzi.Nazewnictwo informatyki to prawdziwa kopalnia dla retroinformatyka: są tam "dysk twardy" (trzeba pamiętać miękkie dyskietki 5.25", żeby zrozumieć dlaczego "twardy"), RAM, czyli pamięć o swobodnym dostępie (w przeciwieństwie do dostępu sekwencyjnego, który był domeną wczesnych pamięci komputerowych), "karta graficzna" (która w rzeczywistości jest specjalizowanym komputerem graficznym, od dawna niezgodnym ze standardem karty rozszerzeń architektury PC)... przykłady można by mnożyć.

Retroinformatyka dziś może być względnie łatwa, bo dostępne są źródła i żywa jest ludzka pamięć. Założę się, że nie później niż za 20 lat doczekamy się retroinformatyki jako dziedziny naukowej, a uczeni będą budować ponownie pierwsze komputery przy użyciu zrekonstruowanych części. Jeśli dożyję - stawiam piwo pierwszemu, który obroni doktorat z retroinformatyki!


TOP 200