Requiem dla kawiarenki

Wysiadając pewnego dnia w centrum miasta, zauważyłem nowy szyld, którego wcześniej w tym miejscu nie było. Dumny napis głosił: ''Matrix. Profesjonalne studio fryzjerskie''. Nazwa wydała mi się znajoma i wtedy przypomniałem sobie, że parę tygodni temu w tym samym miejscu widziałem napis: ''Matrix. Internet C@fe''. Nie dałbym głowy, ale wydaje mi się, że ten sam plakat, który wcześniej reklamował kafejkę (Neo i Trinity oparci o siebie plecami), dziś służy jako dowód prawdziwie profesjonalnego strzyżenia.

Wysiadając pewnego dnia w centrum miasta, zauważyłem nowy szyld, którego wcześniej w tym miejscu nie było. Dumny napis głosił: ''Matrix. Profesjonalne studio fryzjerskie''. Nazwa wydała mi się znajoma i wtedy przypomniałem sobie, że parę tygodni temu w tym samym miejscu widziałem napis: ''Matrix. Internet C@fe''. Nie dałbym głowy, ale wydaje mi się, że ten sam plakat, który wcześniej reklamował kafejkę (Neo i Trinity oparci o siebie plecami), dziś służy jako dowód prawdziwie profesjonalnego strzyżenia.

Spostrzeżenie uruchomiło lawinę myśli, zaś ta spowodowała, że zacząłem uważniej oglądać moje miasto. Spacer przez centrum pozwolił mi stwierdzić, że w wielu miejscach, gdzie wcześniej były kawiarenki internetowe, teraz widać witryny zakładów fryzjerskich, sklepów AGD; gdzieniegdzie postąpiono dużo prościej, pozostawiono np. napis "Cafe Wirtualna", ale usunięto komputery podłączone do Internetu, odnowiono wnętrze i w tej chwili jest po prostu sympatycznie. W jednym znalazłem nawet zakład pogrzebowy, co stanowi swoiste requiem dla kawiarenki internetowej i skłania do zadumy.

Nie trzeba być Dijkstrą (notabene, kojarzę to nazwisko nadal z twórcą semafora PV, nie zaś z superszpiegiem z książek Andrzeja Sapkowskiego), aby zorientować się, jakie są przyczyny zmierzchu instytucji . Najważniejszy jest fakt - wiele osób ma już stałe, szerokopasmowe łącza w domu, a z Internetu korzysta na tyle często, że opłaca im się ponosić koszty stałe (abonament) zamiast zmiennych (czas spędzony w kafejce). Internet wciąga, apetyt na korzystanie ze stron WWW, czatów i komunikatorów online rośnie, a komputer na biurku jest wygodniejszy niż kawiarnia, choćby była za rogiem. Ale nie bez znaczenia są także dwie inne rzeczy - wzrastająca liczba przestępstw dokonywanych w takich miejscach oraz to, że po prostu wyszły z mody.

Kafejek trochę szkoda, bo odegrały ważną rolę kulturotwórczą. Po pierwsze, Internet po raz pierwszy znalazł się rzeczywiście "na ulicy" - zobaczyliśmy tę rewolucję dosłownie obok nas. Po drugie, wiele ludzi - w szczególności bardzo młodych i ze środowisk społecznych niekorzystających na co dzień z komputera - po raz pierwszy mogło się tam "otrzeć o informatykę". Dla części z nich będzie to jedno z najważniejszych doświadczeń dzieciństwa, tak jak dla mojego pokolenia takim doświadczeniem jest pierwszy mikrokomputer. I kilku z nich to zetknięcie doprowadzi do tego miejsca, gdzie dziś są moje koleżanki i moi koledzy po fachu oraz ja sam. Po trzecie, wokół kafejek internetowych wyrosła specyficzna kultura, której odległym echem jest dziś muzyka techno, hip-hop, kluby i cały ten wyraźnie zabarwiony wirtualnością ferment, który dziś widzę w środowisku licealistów i studentów.

Dobrych parę lat temu, kiedy zupełnie serio analizowałem możliwość emigracji do Australii, z listy zawodów poszukiwanych na antypodach dowiedziałem się, że do najbardziej pożądanych należą: informatyk, kucharz i szewc. To dowód, że lepiej być dobrym szewcem niż właścicielem kawiarenki internetowej. Z czegoś takiego, jak dostęp do Internetu, można zrezygnować albo szybko przenieść to do domu - ale włosy nadal będą ludziom rosły, buty będą się zdzierać i nikt nie będzie się uczył strzyżenia czy też podbijania cholewek. Kawiarenka internetowa pozostanie zjawiskiem niszowym, obecnym jedynie w małych miasteczkach, gdzie infrastruktura telekomunikacyjna jest słaba, a ludzie niezamożni, albo w miejscach turystycznych, gdzie zawsze można liczyć na przyjezdnych, którzy nie mogą się na tydzień czy dwa oderwać od e-maila.