Redukcje

W czasach kryzysu większość pracodawców postawiła na redukcje, w zasadzie, czego tylko się da, a w głównej mierze kosztów osobowych.

I jest to najprostsza droga do ograniczenia potencjału konsumpcyjnego obywateli, co dalej przekłada się na sprzężenie zwrotne ograniczające zapotrzebowanie na produkty i usługi. To zaś przekłada się następnie na konieczność dalszego cięcia kosztów. Takie anty-koło zamachowe, które trudno wyhamować.

Dyrekcja Lokalnego Informatyka z miłą chęcią uderzyła w struny oszczędności. "Lokalny, napisz program do redukcji kosztów. Nazwiemy go PROFIT; to ładnie brzmi. Bo wiesz, ten kryzys…" - Szef zadysponował zadanie do wykonania. "A co ten program ma robić?" - Lokalny jakoś nie wykazywał postawy gospodarskiej na nie swoim folwarku. "Ma oszczędzać!" - Dyrekcja wyraziła się jak zwykle jasno i treściwie. "Ale niby jak?" - Lokalny nadal był jakiś taki niedomyślny. "Redukując koszty" - Szef rozwiał ostatnie wątpliwości, po czym oddalił się w poszukiwaniu innych oszczędności.

Usiadł więc Lokalny i zapłakał. Potem zaczął pisać. Ponieważ nietęgo mu szło i nie wiedział co i jak, więc napisał w końcu instrukcje programowe do usuwania zapisów w . A była to osobowa baza danych. Po każdym naciśnięciu przycisku o nazwie "Redukuj koszty" uruchamiał się algorytm usuwający z bazy danych kolejny zapis, a program następnie obliczał skrupulatnie, że koszty osobowe maleją znakomicie. Im więcej razy naciskać ten przycisk, tym koszty bardziej spadają. Dyrekcja tak się rozochociła w tych poczynaniach, że w pewnym momencie brakło już zasobów do redukowania i program obwieścił złowieszczo, że nic więcej zredukować nie da rady. Szefowi było to za mało. Kazał Lokalnemu napisać coś więcej, aby z oszczędnościami pójść nieco dalej. Usiadł zatem Lokalny i pomyślał. Tym razem wpadł na pomysł, aby usuwać wszystkie nie zapłacone jeszcze obciążenia. A było tego trochę, bo Dyrekcja nie była skłonna do szybkiego płacenia dostawcom. I znowu spodobało się Dyrekcji, że za każdym naciśnięciem cudownego przycisku bilans płatniczy robi się coraz korzystniejszy. Problem pojawił się, gdy Lokalny oznajmił, że aby w warunkach rzeczywistych osiągnąć takie oszczędności, trzeba by tę symulację wdrożyć w życie. Gdy Dyrekcja dowiedziała się w końcu, na czym polega rola "cudownych przycisków" i czym to grozi w działalności firmy, natychmiast zwolniono Lokalnego z pracy. I w ten właśnie sposób pojawiła się pierwsza niewirtualna oszczędność. Bo niby po co w firmie fachowiec od pisania durnych programów i do tego nie dających się zastosować w praktyce. Gdyby Dyrekcja sama wiedziała, jak obniżyć koszty, nie kazałaby tego opracowywać swemu informatykowi. Spodziewano się lepszych rezultatów po nowoczesnej technologii.

Pamiętaj! Jeśli zażądają od ciebie programu oszczędnościowego, niczego nie pisz i niczego nie podpisuj. Być może ocali to twój stołek, a przynajmniej przedłuży na nim zasiadanie.