Redaktor sieci

Dopytują się czasami czytelnicy o to i owo, mając na myśli dziennikarzy tworzących Computerworlda. Stary problem: autor i jego dzieło dosięgnął i nas, i wcale się nie dziwię, że może to być interesujące, jak spędza wolny czas np. redaktor Szafrański Michał. Postanowiłem więc umilić życie kolegom, ujawniając co niektóre informacje (na temat tych absolutnie tajnych nie puszczę pary z ust), a których to informacji sami ujawnić nie bardzo mogą.

Dopytują się czasami czytelnicy o to i owo, mając na myśli dziennikarzy tworzących Computerworlda. Stary problem: autor i jego dzieło dosięgnął i nas, i wcale się nie dziwię, że może to być interesujące, jak spędza wolny czas np. redaktor Szafrański Michał. Postanowiłem więc umilić życie kolegom, ujawniając co niektóre informacje (na temat tych absolutnie tajnych nie puszczę pary z ust), a których to informacji sami ujawnić nie bardzo mogą.

Są ludzie pasjonujący się literaturą romantyczną. Są i tacy, dla których treścią życia jest literatura klasyczna. Dla innych przypadła w udziale muzyka poważna. Następni oglądają filmy, zbierają znaczki, miniaturowe lokomotywy, czytają kryminały, kolekcjonują meble. Niektórzy gotują doskonale, bo wyłącznie gotowanie ich interesuje. Redaktorowi Szafrańskiemu Michałowi los przypisał sieci. Sieci komputerowe (ryb redaktor Szafrański nie łowi).

Kiedy redaktor Szafrański ganiał w krótkich spodenkach po jednym z warszawskich podwórek, ganiał za piłką albo za wstydliwymi i zaczepnymi koleżankami z przedszkola, już wtedy, gdy zatrzymywał się na chwilę, dręczyła go idea sieci. Tak myślę, gdy przyglądam się redaktorowi Szafrańskiemu, kiedy wpada, nie wchodzi, a wpada do redakcji o godzinie w pracy redakcyjnej nieludzkiej. Na ramieniu wielka torba z nie mniejszym przenośnym komputerem, w ręce teczka, a w niej wszystko o sieciach i kanapki. W drugiej ręce butelka coli. Z ekwipunkiem tym mknie redaktor Szafrański przez redakcyjny labirynt, aby rzucając na prawo i lewo cześć, dotrzeć do najdalej położonego od drzwi wejściowych do redakcji biurka. Gdy usiądzie, podłączy komputer i komputer ten zadziała, i pokaże, że wszystko obok też działa, redaktor Szafrański jakby odczuwa ulgę.

Ale sieci, choć są pierwszoplanowym zainteresowaniem redaktora Szafrańskiego, nie są jego jedynym zainteresowaniem. Redaktor Szafrański całkiem udanie znajduje czas na inne przyjemności. Grywa w piłkę koszykową, co przy wzroście redaktora Szafrańskiego gdzieś między 160 a 165 centymetrów, wymaga od redaktora Szafrańskiego nadludzkiego wysiłku, i trzeba to docenić. Zbiera podkładki pod myszki i wydawać się to może nieco śmieszne, ale nawet specjaliści od sieci muszą mieć od nich jakąś odskocznię. Wracając do sportu, nie można zapomnieć o zamiłowaniu redaktora Szafrańskiego do pływania, jazdy na rolkach i sportów motorowych. Ponieważ redaktor Szafrański zawsze ma co robić, nie bardzo ma więc czas na sporty motorowe.

Jedynym wyjściem z tej sytuacji było połączenie sportów motorowych z dojazdami do i z pracy oraz z zajeżdżaniem pod McDonald's. Redaktor Szafrański jest bowiem nie tylko znawcą amerykańskich sieciowych systemów operacyjnych, ale także koneserem kuchni amerykańskiej i smakoszem amerykańskich napojów z serii cola. Muzyka też rodem z Ameryki opanowała redaktora Szafrańskiego. Jest bowiem redaktor Szafrański raperem i jechać z nim samochodem nie sposób nie tylko z powodu nieustannych myśli o przeżyciu, ale także z powodu tej muzyki przepełnionej głębią tzw. brzydkich słów. Dlaczego tak się stało, skąd to zamiłowanie do tej walecznej muzyki (a raczej "muzyki") u redaktora Szafrańskiego nie bardzo rozumiem, ale jeśli tak się stało, to najprawdopodobniej z powodu buntu redaktora Szafrańskiego wobec z każdej strony uładzonego świata. Te kuchnie, łazienki, sypialnie, przedpokoje, którym ludzie poświęcają połowę przynajmniej swego życia, nie ominęły i redaktora Szafrańskiego, dlatego choć coś niech będzie - pomyślał sobie redaktor Szafrański - inne niż tak do głębi mieszczańskie. Aktualnie problemem redaktora Szafrańskiego jest wybór klimatyzacji do nowego (swojego) mieszkania. Mieszkania, w którym, a jakże, będzie sieć.

W informatyce redaktora Szafrańskiego nie interesują wyłącznie sieci. Zna się on na wielu innych kwestiach, ale zna się całkiem nieźle, a nie wiem czy nie najlepiej na grach komputerowych, które z całą pewnością są wielkim osiągnięciem informatyki. O innych redaktora Szafrańskiego wybrykach z komputerami nie napiszę, bo mogłoby mu to przynieść zbyt dużą sławę, ale gry to jest, poza sieciami, żywioł redaktora Szafrańskiego. Był taki czas w redakcji (sam mu uległem na trzy kwadranse), gdy kilkanaście osób grało w sieci w mordobicie zwane Quake i gra ta polegała na tym, że redaktor Szafrański robił z pozostałymi graczami, co chciał. On nie robił właściwie nic, poza tym, że trupy redaktora Frydrychowicza, Jadczaka, Sawy i wielu innych słały się przed nim, jak jesienne, spadające liście. Dziś nie ma już czasu w redakcji na komputerowe walki i redaktor Szafrański sam, w domowym, nocnym zaciszu zmaga się z Moto Racer, Fighting Force, Grand Theft Auto i czeka na nowości z tej dziedziny z nie mniejszą niecierpliwością, jak na kolejne Windows, o którym z całą pewnością napisze kolejną, niezłą książkę.

Taki jest właśnie redaktor Szafrański. Niech wybaczy mi tę odwagę napisania tych kilku żartobliwych zdań, ale poza nimi jest redaktor Szafrański do granic możliwości człowiekiem uczciwym i gdyby tak uczciwi byli producenci wszelkich aplikacji sieciowych... Dlatego myślę, Michał, że gdy będziemy już emerytami (tyle pracy jeszcze przed nami), znajdziemy wreszcie czas, aby razem pojeździć na łyżwach i pogadać przy dobrym winie o Szekspirze, Baudelairze, nie pominiemy Petrarki... Dziś, cholera, musimy dyskutować o sieciach...