Recepty

Jeśli poczytać i posłuchać w mediach, to okazuje się, że wielu ludzi zna receptę na szereg problemów i niedogodności związanych z życiem społeczno-gospodarczym.

Nie myślę tu o politykach, których rolą, jak pokazuje doświadczenie, jest kłócenie się ze sobą i dbałość o polepszanie bytu, ale nie społeczeństwu, tylko sobie i swemu zapleczu politycznemu. Myślę o tzw. zwykłych obywatelach, którzy z polityką zawodowo nie mają nic wspólnego, a jednak gdzieś swoje zdanie przedstawić mogą publicznie. Zastanawia mnie więc dlaczego, skoro ludzie ci znają lekarstwo na szereg bolączek, nikt ich nie bierze pod uwagę. Może zbyt skromnie artykułują swe zdanie? Może ich marketing medialny leży? A może też ich propozycje są zwyczajnie nic niewarte?

Każdy problem, gdy tylko patrzymy na niego z dystansu, wydaje się prosty do rozwiązania, a gdy zająć się nim dogłębnie, okazuje się nad wyraz skomplikowany i trudno modyfikowalny. Dlatego też ludzie postronni mogą się wymądrzać, bo zazwyczaj niewiele na dany temat wiedzą. Nie szukając przykładów zbyt daleko, popatrzymy chociażby na takie pospolite zjawisko jak to, że nieraz każdy pracownik w firmie zawsze wie najlepiej co zrobić, aby jego zakład doskonale prosperował. Okazuje się, że prawie wszyscy mają gotowe recepty na sukces, za wyjątkiem kierownictwa firmy. Mógłby z tego wynikać prosty wniosek, że do gremium zarządzającego typowani są ludzie o szczególnie niskiej inteligencji przy współistniejącym braku znajomości rzeczy popartej całym zespołem cech świadczących o ponadnormatywnej matołowatości.

Informatyka wpisuje się także w ten krajobraz. Nie ma nic prostszego niż realizacja oprogramowania, w której nie uczestniczymy i o której złożoności nie mamy pojęcia. W ogólnym ujęciu każdy system informatyczny zawsze można sprowadzić do ewidencyjnej bazy danych i jakiejś aplikacji, która z niej korzysta, a struktury danych traktować w sposób niezwykle uproszczony. Przecież system kadrowo-płacowy to nic innego jak zestawienie listy pracowników, ich stawek i przepracowanego czasu. System biblioteczny to z kolei wykaz książek i czytelników, natomiast oprogramowanie uczelni to baza studentów z ich przynależnością do grup i ocenami. Co gorsza, pogląd ten często podzielają koledzy informatycy nie zajmujący się daną dziedziną. Wszystko na pozór jest bajecznie proste. Tak jak samochód to metalowa skrzynka z kołami.

W gruncie rzeczy proste nic nie chce już być w dzisiejszych czasach. Nie znaczy to, że nie istnieje rada na szereg bolączek. Jest sporo ludzi wiedzących co i jak, tylko jakoś nikt nie chce ich słuchać. Bo przecież w wielu krajach mnóstwo rzeczy odbywa się znacznie prościej niż u nas. Niby ta sama UE, ale jakże różny tryb załatwiania spraw urzędowych, sądowych, podatkowych, medycznych. A ja patrzę z dystansu i się wymądrzam, chociaż wiem, że tym gadaniem w żaden sposób sprawy, niestety, nie rozwiążę.


TOP 200