Re: Wizja lokalna

Doniesiono mi z Warszawy, że jest fajnie. Postanowiłem więc osobiście i namacalnie sprawdzić, dlaczego córka nie odpowiada na pocztę elektroniczną. A tak między nami i po cichu to po prostu zatęskniłem za Polską, znajomymi i widokiem wierzb płaczących. Wprawdzie nie czuję się być emigrantem, ale 26 miesięcy pobytu poza granicami zrobiło swoje. Cóż, z sentymentalizmu podobno nie można się wyleczyć...

Doniesiono mi z Warszawy, że jest fajnie. Postanowiłem więc osobiście i namacalnie sprawdzić, dlaczego córka nie odpowiada na pocztę elektroniczną. A tak między nami i po cichu to po prostu zatęskniłem za Polską, znajomymi i widokiem wierzb płaczących. Wprawdzie nie czuję się być emigrantem, ale 26 miesięcy pobytu poza granicami zrobiło swoje. Cóż, z sentymentalizmu podobno nie można się wyleczyć...

Wsiadłem w samoLOT i przyleciałem w sam raz na święta. Nim jednak zasiadłem do wigilijnego stołu, przyszło mi przez trzy godziny zeznawać w sądzie w sprawie własnych ogonków, o czym pewnie kiedyś szerzej napiszę. W każdym razie ogonki widać, nie tylko na reklamach, ale także na nowych tabliczkach z nazwami ulic i dzielnic Warszawy. Coś więc jednak drgnęło.

Niestety, także jeszcze przed Wigilią przyszło mi zmierzyć się z martwym modemem, nie tak dawno, bo w czasie wakacji zainstalowanym przez syna, i jak dotąd sprawnie działającym. Aż do momentu, gdy gdzieś w listopadzie telefon w domu powiesił się. Monter z TP SA przyszedł, popatrzył na modem i natychmiast kazał go odłączyć, bo on się na tym nie zna i nie może gwarantować żadnej naprawy. Rzeczywiście, odłączenie modemu przywróciło sygnał centrali w martwych słuchawkach domowych telefonów, córka uwierzyła więc magikowi. A tymczasem prosty ogląd kabelka łączącego modem z gniazdkiem w ścianie wykazał, że ktoś (hm, nie chcę wskazywać palcem, ale jak puknę w ten rudy łeb...) wyrwał kabelek albo w każdym razie znęcał się nad nim, prawdopodobnie zwierając dwie żyłki.

Kabelek został wymieniony i "zepsuty" modem nagle ożył. Zaaplikowałem przywiezioną łatę do pamięci typu flash i spróbowałem połączyć się z PoL. Guzik, modemy ewidentnie nie mogły się dogadać. Cóż, posiadanie V90 nie zaw-sze jest luksusem. Pozostał mi numer TP SA, tzw. wolny. Już po pół godziny prób zrozumiałem, że wolny to on może jest, ale nie zawsze. Wyciągnąłem z walizki stary modem 33.6k, przezornie zapakowany przez żonę, i już po chwili cieszyłem się odbieraniem i wysyłaniem listów. Dziękuję Ci, Polsko (on Line)!

W tym momencie zrozumiałem też, dlaczego ludzie w Polsce tak rzadko sprawdzają pocztę elektroniczną. A mnie wydawało się, że są leniwi. Przepraszam niniejszym wszystkich niesłusznie posądzonych. Teraz lepiej rozumiem Wasze cierpienia. A także dlaczego nie robicie zakupów przez Internet ani tym bardziej przelewów bankowych. Notabene, w PKO SA na moje nieśmiałe pytanie, kiedy będę mógł mieć dostęp do swego konta przez Internet, miła panienka z okienka odpowiedziała, że zaraz zapyta pana Kazia, bo tylko on jeden wie. Jakoż pan K. podał mi adres strony bankowej oraz informację, że taka usługa kosztuje 8 zł miesięcznie. Grzecznie podziękowałem. Widać kampania reklamowa 2+2=1 zmieniła sposób myślenia pracowników banku. Na gorsze.

Nim powitałem Nowy Rok w gronie przyjaciół, zauważyłem, że w Polsce wszyscy palą w obecności komputerów. Jako neofita (przestałem palić ponad trzy lata temu) szczególnie ciężko znoszę zapach dymu. A tu okazuje się, że nawet Naczelny Computerworlda musi dmuchać, wprawdzie przez wpółotwarte okno, ale przecież zaraz obok służbowego PC. Nic więc dziwnego, że większość spotykanych komputerów wydała mi się brudna. Smółka z papierosów wyraźnie odkłada się brunatnym nalotem.

To tyle pierwszych wrażeń. Jak mawia mój niegdysiejszy wspólnik "Jest dobrze, będzie lepiej"!