Radio kontra radio

Na krakowską wystawę telewizji satelitarnej wybierałem się od lat i zawsze, w ostatniej niemal chwili, coś psuło mi plany. W tym roku zbiegło mi się to z pobytem służbowym w Krakowie, więc trudno było darować taką okazję.

Na krakowską wystawę telewizji satelitarnej wybierałem się od lat i zawsze, w ostatniej niemal chwili, coś psuło mi plany. W tym roku zbiegło mi się to z pobytem służbowym w Krakowie, więc trudno było darować taką okazję.

Sama wystawa SAT-KRAK z założenia jest poświęcona sprawom telewizji satelitarnej, z dużym naciskiem na technikę. W tym roku zakres wystawy obejmował jednak nie tylko technikę, treść przekazu (darmowe i płatne satelitarne kanały ogólne, tematyczne i erotyczne), ale także przekaz internetowy i kablowy (chociaż ten ostatni jest postrzegany jako pochodna satelitarnego). Było też nieco takich urządzeń, jak telewizory, odtwarzacze DVD, czy zestawy głośnikowe.

Wyraźnie widoczne były postępy w miniaturyzacji, czego przykładem był odbiornik naziemnej telewizji cyfrowej (DVB-T) mieszczący się w nakładce na gniazdo SCART i z niego zasilany w energię. Były też niewielkie (nawet 30 cm!) anteny satelitarne; w ich przypadku jednak nie ma gwarancji, że sygnał co słabszych stacji przebije się przez grubszą warstwę chmur (np. z chmurami burzowymi nie dają sobie rady nawet bardzo duże anteny operatorów sieci kablowych).

Liczne były rozmaite karty do komputerów, dające mnóstwo możliwości odbioru i ich kombinacji. Były też odtwarzacze DVD z gniazdem USB i legendarne (ale niełatwe w obsłudze) tunery Dreambox z Linuxem. Podobają mi się one, bo, inaczej niż większość tunerów, pokazują również nazwę odbieranego programu, a nie tylko jego numer. A gdy ktoś, tak jak ja, z satelity głównie słucha radia, to musi włączyć telewizor, aby zobaczyć nazwę odbieranego programu, co nie bardzo ma sens.

No i okazało się w tym roku w Krakowie, że radio satelitarne ma poważnego konkurenta, jakim jest jego internetowy odpowiednik. Powie ktoś - przecież to jest już od dawna, co każdy może sprawdzić na komputerze. Zgoda, ale w tym roku zaprezentowano tam radio internetowe, które, w odróżnieniu od znanych urządzeń typu media streamer, wygląda jak radio, ma własne głośniki (które można oddzielać od części głównej) i naprawdę, jak każde inne radio, jest plug-and-play.

Urządzenie to odbiera sygnał z internetu albo kablem z RJ-45, np. z domowego routera, albo bezprzewodowo (802.11g). To ostatnie zresztą zdaje się nadawać nowy sens słowu "wireless", które po angielsku oznacza m.in. właśnie radio. Tymi samymi drogami urządzenie to potrafi pobierać z domowego komputera pliki MP3 i je odtwarzać. Radio to nie ma imponującej mocy (nieco ponad 3 W mocy ciągłej), ale, gdy komuś jej mało albo jakość nie ta, może przekazać sygnał dalej, do wzmacniacza - na dwa sposoby: albo galwanicznie, kablem z wtyczkami RCA (tzw. cinch), albo światłowodem.

Radio to ma gotową listę ok. 4000 programów, którą producent obiecuje, też poprzez internet, okresowo aktualizować. Tą samą drogą mają docierać nowe wersje oprogramowania. Wyświetlacz jest spory (128 x 64 punkty) i czytelny. Stacje można sortować na kilka sposobów. Żadnych gałek czy przycisków - wszystko pilotem.

Z praktyki wynika, że większość stacji radiowych nadających przez satelity jest już też dostępna przez internet. A w jego przypadku nie trzeba mieć widoku na właściwy kawałek nieba (o co w mieście nie zawsze łatwo) i zbędna jest czasza anteny, konwertery, kable i tuner (który, żeby grało, i tak trzeba podłączyć do jakiegoś wzmacniacza).

Maszynka, o której mowa, nazywa się Internet Radio1 (bo podobno pierwsza taka na świecie) i będzie można kupić ją w Polsce od połowy listopada za około 800 złotych. W czterech kolorach - tu jest trochę jak z przysłowiowym już Fordem T: głośniki i środek zawsze są czarne, a zmienia się reszta.

Gwiazdka niedaleko, więc jakby kto nie wiedział co, to już wie.


TOP 200