Puste krany

Być może niektórzy Czytelnicy pamiętają felieton sprzed roku pod tytułem "Polskom drogom do svjata" oraz wcześniejszy "Cedille i sprawa polska". Wydawało mi się, że przynajmniej w dziedzinie komputerowego wdrażania języka polskiego łatwo jest osiągnąć konsens. Upieranie się bowiem przy anachronicznym sposobie pisania, który wymaga stosowania wielu znaków diakrytycznych, tylko podnosi koszty komputeryzacji, nic w zamian nie dając, nawet nie konserwując tradycyjnych wartości kultury.

Być może niektórzy Czytelnicy pamiętają felieton sprzed roku pod tytułem "Polskom drogom do svjata" oraz wcześniejszy "Cedille i sprawa polska". Wydawało mi się, że przynajmniej w dziedzinie komputerowego wdrażania języka polskiego łatwo jest osiągnąć konsens. Upieranie się bowiem przy anachronicznym sposobie pisania, który wymaga stosowania wielu znaków diakrytycznych, tylko podnosi koszty komputeryzacji, nic w zamian nie dając, nawet nie konserwując tradycyjnych wartości kultury.

Tymczasem z okazji ogólnopolskiego Dyktanda 96 jeden z luminarzy językoznawczych prof. Jerzy Bralczyk powiedział Gazecie Wyborczej: "Wszelkie próby uproszczenia ortografii tylko ją komplikują... Mam nadzieję, że komputery, konieczność komunikowania się z nimi za pomocą klawiatury uratuje słowo pisane." O święta, a właściwie profesorska naiwności! Cytując futurystów i ich "Nuż w bżuhu" pan profesor pokazuje, jak to artyści dla zabawy zmieniali pisownię, rzeczywiście jej nie upraszczając. Ale gdyby poeta napisał "Nurz w brzuhu" to - po pierwsze - byłoby mniej śmieszne, a - po drugie - zajęłoby więcej znaków i pewnie źle komponowałoby się na stronie. Ale byłoby zgodne ze zdrowym rozsądkiem. A także łatwe do zapisania na komputerze.

No właśnie - naiwność laika, że komputery coś uratują, jest jeszcze bardziej śmieszna, tym bardziej w ustach człowieka, który powinien komputera używać na co dzień i dobrze wiedzieć, że wszystkie polecenia komputerowe wpisuje się z klawiatury angielskiej, gdyż są one tłumaczeniami poleceń-skrótów angielskich. A gdyby szacowny pan profesor choć raz wysłał list przez Internet i otrzymałby odpowiedź, to świetnie rozumiałby, że używanie polskich znaków diakrytycznych w Internecie jest po prostu niewygodne.

Ale jest jeszcze jedna dziedzina zastosowań komputerów, w której upieranie się przy nonsensownej tradycji niesie za sobą poważne niebezpieczeństwo popełniania błędów mimo pomocy komputerów. Jako efektowny przykład polecam Czytelnikom zajrzenie na trzecią stronę polskiego wydania podręcznika do programu PageMaker 6.0 obecnie firmy Adobe. Zobaczą tam Państwo, że firma Apple "nie bieże" odpowiedzialności za różne rzeczy, Szkoda, że firma Apple nie zastrzegła się, że nie bierze też odpowiedzialności za brak inteligentnych słowników, w tym i języka polskiego. Tak się bowiem składa, że słowo "bieże" jest po polsku napisane poprawnie, gdy myślimy o facecie, który nieco archaicznie biega. Gdyby proponowana przeze mnie reforma pisowni została wdrożona, tego problemu nie byłoby, choć mielibyśmy słowo wieloznaczne. Ale przecież słów takich w naszym języku jest bardzo dużo, a już szczególnie gdy dopuścimy opuszczenie lub dodanie litery.

Ostatnio na moim pagerze (jak właściwie powinienem to urządzenie nazywać, panie profesorze?! Może powinienem napisać "pejdżerze"?) pojawił się komunikat: "Mamy puste krany, prosimy o kontakt". Pomyślałem sobie, że znowu panienka z centralki źle wpisała podyktowany jej numer pagera (chyba jednak wolę pisownię angielską!) i przekazała mi meldunek adresowany do jakiegoś hydraulika. Tym bardziej że informację podpisano "Jurek", a akurat żaden Jurek spośród moich znajomych nie robił remontu mieszkania. Dopiero po paru godzinach sprawa wyjaśniła się - to w jednej redakcji zgasły monitory, bo wyłączono światło, a przerażony redaktor nadał wiadomość, że mają "puste ekrany", co po zjedzeniu przez panienkę jednej litery okazało się wezwaniem hydraulicznym.

Niemcy w XIX w. mieli takie powiedzenie, że wystarczy stu profesorów i ojczyzna jest zgubiona. Jeśli rozejrzeć się po naszym rządzie i okolicach opozycyjnych, to chyba mieli rację.


TOP 200