Psa urok

To, co jest najbardziej fascynujące w informatyce, to fakt, że w tak niecodzienny sposób łączy wynalazki amatorów z efektami badań zespołów naukowych. Produkty projektów badawczych finansowanych przez ogromne środki z przemysłu bądź z wojska na równych prawach współegzystują z wynalazkami przypadkowymi, dokonanymi niejako ''przy okazji''.

To, co jest najbardziej fascynujące w informatyce, to fakt, że w tak niecodzienny sposób łączy wynalazki amatorów z efektami badań zespołów naukowych. Produkty projektów badawczych finansowanych przez ogromne środki z przemysłu bądź z wojska na równych prawach współegzystują z wynalazkami przypadkowymi, dokonanymi niejako ''przy okazji''.

Internet jest doskonałym przykładem na tę mnogość i różnorodność źródeł informatyki. Jakkolwiek podwaliny zostały położone przez amerykańską agencję obronną DARPA, to jednak technologia byłaby nieistotna, gdyby nie specyficzna społeczność użytkowników. Jednym ze zjawisk, które tę społeczność i jej charakter ukształtowały, była sieć FidoNet.

Historia tej sieci zaczyna się we wczesnych latach 80. W San Francisco, kolebce wielu innych wynalazków informatycznych, żył i pracował Tom Jennings. Miał w Baltimore znajomego, Jima Medilla. Warto wiedzieć, że już we wczesnych latach 80. w Stanach Zjednoczonych wielu użytkowników mikrokomputerów posiadało modemy. Wraz z ich rozpowszechnieniem pojawiły się pierwsze BBS-y, czyli elektroniczne tablice ogłoszeń, do których można było "wdzwaniać się" i ściągać różne rzeczy, od kursów giełdowych do nieprzyzwoitych zdjęć.

FidoNet powstał z dwóch powodów: po pierwsze, by móc łatwo, automatycznie przenosić zawartość BBS-a w inne miejsce, a poza tym po to, by - jak pisze Tom Jennings - "sprawdzić, czy to da się zrobić". Kilkudziesięciu pierwszych posiadaczy modemów zaprojektowało rozproszoną, niekomercyjną sieć komputerową opartą o łącza komutowane - czyli właśnie FidoNet. Sieć miała charakter hierarchiczny, podzielona była na strefy, węzły i punkty (czyli pojedyncze komputery). W czasie największego rozkwitu FidoNetu do sieci podłączonych było ponad 36 000 węzłów.

Jedną z najważniejszych usług, jakie FidoNet zapewniał, była poczta elektroniczna - echomail. Dzięki niej użytkownicy oddaleni o tysiące kilometrów, na długo przed Internetem, mogli przesyłać sobie wiadomości i toczyć dyskusje tematyczne. Nazwy czterech pierwszych forów FidoNetowych wiele mówią o charakterze i zainteresowaniach założycieli tej sieci: SYSOP, GAYNET, CLANG i BIBLE. Należy dodać, że właściciele punktów i węzłów sami pokrywali rachunki telefoniczne za transfery modemowe.

FidoNet do Polski dotarł w późnych latach 80., a więc na parę lat przed Internetem. Jak odnotowuje "oficjalna" historia polskiego Internetu, pierwszy polski punkt otrzymał adres z węzła holenderskiego. Niedługo po pojawieniu się Internetu uruchomiono bramkę przesyłającą wiadomości między obydwoma sieciami, zamkniętą zresztą przez w atmosferze skandalu. Oficjalne wytłumaczenie brzmiało "Sieć Fido jest jedyną, w której działa legalny klub hackerów, bardzo nam przeszkadzających w pracy" - i był to jeden z licznych w owym czasie blamaży NASK. Z początku lat 90., kiedy zacząłem korzystać z Internetu, pamiętam jeszcze e-maile przychodzące z domeny fidonet.org.

Symbolem sieci FidoNet był sympatyczny pies trzymający w zębach dyskietkę. Rysowany za pomocą znaków ASCII (FidoNet nie wspierał grafiki) miał bardzo wiele uroku - i stąd tytuł dzisiejszego felietonu.

Z dzisiejszej perspektywy sieć FidoNet jest tylko historyczną ciekawostką. To, co z niej przejął obecny Internet, to wspólnota ludzi "pozytywnie zakręconych", czyli poświęcających własny czas, a często i pieniądze, aby rozwijać coś niekomercyjnego, ale przynoszącego radość wszystkim. I im bardziej postępuje zaspamowanie, skomercjalizowanie i generalne schamienie Internetu, tym przyjemniej wraca się do tego etosu.


TOP 200