Przyzwyczajenia

Pewna dama mawia, że jak człowiek się do czegoś przyzwyczai, a przyzwyczajenie to utwierdzi przeżytymi latami, to nie ma żadnej siły, która zdołałaby go przekonać, że przyzwyczajenie to jest uciążliwe dla innych bądź po prostu złe. Słuszność przekonania damy sprawdziłem, obserwując jej przyzwyczajenia. Ma rację. Za nic nie chce pojąć, że jej przyzwyczajenia potrafią innych wyprowadzić z równowagi.

Pewna dama mawia, że jak człowiek się do czegoś przyzwyczai, a przyzwyczajenie to utwierdzi przeżytymi latami, to nie ma żadnej siły, która zdołałaby go przekonać, że przyzwyczajenie to jest uciążliwe dla innych bądź po prostu złe. Słuszność przekonania damy sprawdziłem, obserwując jej przyzwyczajenia. Ma rację. Za nic nie chce pojąć, że jej przyzwyczajenia potrafią innych wyprowadzić z równowagi.

Są mężczyźni, którym przyzwyczajenie nie pozwala przejść obojętnie obok kobiety - koleżanki z pracy, bez dotknięcia jej ramienia. Są kobiety, którym przyzwyczajenie nie pozwala przejść obojętnie obok mężczyzny, aby nie zwrócić jego uwagi. Różny finał mają takie przyzwyczajenia.

Są mężowie, którym przyzwyczajenie nie pozwala na stawianie butów w domu szpicem do ściany, mimo iż ich żony latami zwracają im uwagę, że buty powinno się właśnie tak stawiać. Są żony, które uparcie twierdzą, że ich mężowie odmawiają dokonywania wspólnych zakupów, a jeśli uda im się zmusić swych życiowych wybranków do odwiedzin sklepu, okazuje się, że kupują masło i wino. Takie przyzwyczajenia też miewają różne konsekwencje.

Są przedsiębiorcy, którym zawsze czegoś brakuje. Takie mają przyzwyczajenie. Często są to wspaniałe perspektywy rozwoju, które powinien stawiać przed nimi rynek. Ale najczęściej nie stawia, bo jest taki i owaki. Gdyby był inny, wtedy dopiero wszyscy by zobaczyli. Tak właśnie jest z polskim rynkiem informatycznym. Coraz częściej właśnie ten nieszczęsny rynek i jego gracze (poza zainteresowanymi) muszą znosić komentarze raczej im nieprzychylne. A tymczasem rynek jest taki, jakim uczynili go jego gracze. Wszyscy. Bez wyjątku. Może, gdyby jego podstawy przed kilkoma laty zaczęto budować nie na sprzedaży, a na kilku innych cechach, dziś byłby inny. Może, gdyby przed kilkoma laty zaczęto myśleć, dlaczego polscy potencjalni klienci długo zastanawiają się nad ukłonem w stronę informatyki, komentarze i realia byłyby inne. Może, gdyby z większą uwagą patrzono na przyzwyczajenia polskiej kadry zarządzającej, dziś w większości siedziałaby ona przed komputerami uzbrojonymi w potężne oprogramowanie. Właśnie na przyzwyczajenia, które wykluczają takie ciekawostki, jak informatyka. A że przyzwyczajenia trudno zmienić (na dowód tego najlepiej spójrzmy na siebie), mamy dziś rynek informatyczny, który nie pozwala skakać z radości.

Ja jednak miałbym pewne wątpliwości co do tego, że nie możemy się cieszyć. Ilość przechodzi w jakość - mawiał Marks - i na ile go znam nie tylko w tym się mylił. Ilość - jak zauważył pewien krytyk Karola - lubi przechodzić także w bylejakość. Dlatego zgodnie z mało humanitarną zasadą weterynarii, głoszącą, że lekarstwo nie może być droższe od pacjenta, nie każmy ludziom płacić za zmianę przyzwyczajeń więcej niż jest tego warte. Po prostu zmieniajmy przyzwyczajenia. Wtedy wszyscy będą zadowoleni.