Przyjaciele frajera

Piszę ten felieton w prawdziwym dołku emocjonalnym. Świat przestał mieć sens, stał się szary i ponury. Szczególnie we wtorki oraz we czwartki. Jest nas, jak sądzę, cały legion, porzuconych i samotnych. Kto wypełni pustkę życia, kiedy najlepsi przyjaciele opuścili? Czy w ogóle można czymś wypełnić taką ogromną pustkę? Przyznam się publicznie: mam PFAFS.

Piszę ten felieton w prawdziwym dołku emocjonalnym. Świat przestał mieć sens, stał się szary i ponury. Szczególnie we wtorki oraz we czwartki. Jest nas, jak sądzę, cały legion, porzuconych i samotnych. Kto wypełni pustkę życia, kiedy najlepsi przyjaciele opuścili? Czy w ogóle można czymś wypełnić taką ogromną pustkę? Przyznam się publicznie: mam PFAFS.

Nie wiedzą Państwo co to PFAFS? Ja też nie wiedziałem do połowy maja. Aż spadło na mnie znienacka i całkowicie zmieniło moje życie. Post-Friends And - Frasier Syndrome, czyli psychiczny zespół ostrych objawów klinicznych po zakończeniu emisji seriali "Przyjaciele" (http://film.onet.pl/7343,film.html ) oraz "Frasier" (http://film.onet.pl/0,4374,919872,wiadomosci.html ). O ile ten pierwszy był w Polsce pokazywany, o tyle drugi zdaje się nie, pewnie ze względu na tytuł odnoszący się do imienia głównego

bohatera. W domu spolszczyliśmy go na swojskiego Frajera. Taki był ten bohater, nie tylko przez 11 lat zakończonego właśnie serialu, ale także wcześniej, w serialu "Cheers"http://www.museum.tv/archives/etv/C/htmlC/cheers/cheers.htm ), dziejącym się w prawdziwym pubie w centrum Bostonu (http://www.cheersboston.com/ ). Żeby było jeszcze śmieszniej, po zakończeniu tego pierwszego, gdy Frajer stał się gwiazdą następnego, szybko otworzono kopię telewizyjnego baru. W zupełnie innym miejscu. Tak to rzeczywistość telewizyjna tworzy wiatr historii, który wieje w oczy wszystkim nawiedzonym widzom. Takim jak ja.

Zapytają Państwo, dlaczego w ogóle wspominam dwa błahe seriale TV w poważnym czasopiśmie komputerowym dla menedżerów? Ano dlatego że zwróciłem uwagę na ciekawą prawidłowość. Otóż, w obu produkcjach, nominalnie dziejących się współcześnie, brak jest standardowego elementu naszej rzeczywistości. Komputerów. O ile jeszcze u starszego Frajera czasami i rzadko pojawiał się laptop (oczywiście bez kabelków, tylko do pisania - znają Państwo moją tezę, że nic tak nie psuje planu filmowego jak kabelki), o tyle u młodzieżowych Przyjaciół nic, pustka, jakby komputerów w ogóle nie było. A przecież czasy największych sukcesów obu seriali przypadają dokładnie na okres masowej komputeryzacji, szczególnie w USA, oraz na epokę Internetu. Trudno w ogóle zrozumieć, jak scenarzyści mogli o tym zapomnieć.

Dlatego przypuszczam, że była to celowa i świadoma decyzja. Komputery bowiem źle się sprzedają na ekranie. To nie jest telefon, gdzie samo podniesienie słuchawki może zająć piętnaście sekund czasu ekranowego. Można do niej powtórzyć niby to właśnie usłyszane zdanie, można podzielić ekran na dwa i pokazywać obu rozmówców jednocześnie. Wysyłanie e-maili, poza efektownym stukotem klawiatury, nie proponuje żadnych dodatkowych atrakcji. A odpowiedź przyjdzie może jutro. Tak samo łażenie po sieci oraz czatowanie nie są dramatyczne. W każdym razie scenarzyści telewizyjni nie potrafią jeszcze ubrać ich w odpowiednie szablony.

A może jest też druga prawda ekranu: może komputery wcale nie wtargnęły aż tak głęboko w nasze życie i wcale go nie zmieniły? Może to tylko nam, zamieszanym w sprawę komputeryzacji, wydaje się, że to rewolucja, gdy tymczasem to tylko moda? Nie wiem. Wiem za to, ze PFAFS najlepiej leczy się piwem. Przed ekranem telewizora. Ostatecznie przeżyliśmy koniec Seinfelda (http://www.sonypictures.com/tv/shows/seinfeld/ ), przeżyjemy i odejście Przyjaciół i Frajera. Do zobaczenia na powtórkach!


TOP 200