Przygotować wdrożenie...

...trzeba umieć. Trzeba przede wszystkim mieć wyobraźnię. Warto przy tym wiedzieć, co firma robi, jak funkcjonuje i czego oczekują jej klienci. Powierzchowna znajomość dziedziny, w której dokonuje się głębokich reform, i chęć zapisania się w historii są dalece niewystarczające.

...trzeba umieć. Trzeba przede wszystkim mieć wyobraźnię. Warto przy tym wiedzieć, co firma robi, jak funkcjonuje i czego oczekują jej klienci. Powierzchowna znajomość dziedziny, w której dokonuje się głębokich reform, i chęć zapisania się w historii są dalece niewystarczające.

Doświadczenie półwiecza przeczy takim twierdzeniom, a ostatnie miesiące dowodzą, że nie wiedza, doświadczenie i wyobraźnia, a właściwa postawa reformatora daje legitymację do reformowania. A jak się już ma legitymację reformatora, można wszelką ciemnotę ludności wciskać. I to zupełnie bezkarnie.

Nauczyciel, aktor, czy inna hołota estradowa musi własne produkcje przemyśleć, zaplanować i przećwiczyć, bo jak coś nie wypali, to widownia może wygwizdać, a nawet zażądać zwrotu pieniędzy. Polityk zaś czy wysoki urzędnik i uprawomocniony informatyk, jak już coś zrobi, mucha nie siada. Weźmy taki nowoczesny, właśnie przekazany ludności system ubezpieczeń. Ludność, jak to ludność, nie przeczytała uważnie ustaw i bezmyślnie do ZUS-u nie udała się, blokując go całkowicie. Głupie pytania jęła stawiać urzędnikom, a oni przecie nie są prorokami i nie mogli odpowiadać na pytania, na które nawet w telewizorze nie zawsze potrafili jednoznacznie odpowiedzieć. W przypadku drugiej reformy - opieki zdrowotnej - jedna pani musiała wymyślać odpowiedzi na pytania nieuświadomionej ludności, która nie czyta ustaw i rozporządzeń, a chce się leczyć. Ciemna ludność boi się, że się od tej lektury pochoruje. Kto by mógł pomyśleć, że taką głupią mamy ludność?

Nasze reformy muszą się jednak powieść, gdyż nie ma innego wyjścia. Jeśli nie w terminie, to w pierwszym kwartale lub półroczu. Ale się uda. Że tam ktoś do lekarza się nie dostanie albo odmówią wykonania badań czy zabiegu, to są niezbędne koszty unowocześniania. A dziennikarze w końcu znudzą się takimi przykładami. My to zrobimy, bo taka jest konieczność dziejowa, a wszystkich możliwości nikt nie przewidzi.

Za granicą nie mają takiej fantazji jak my. Oni wszystko muszą omówić, opisać i zaplanować. Mogą sobie na to pozwolić, bo forsy mają jak piachu na Saharze. My po latach okradania narodu nie możemy sobie na to pozwolić. W takiej Harvard Business School zbudowali sobie nowy hotel i sale dydaktyczne. Prowadzi się tam studia dla menedżerów, w których biorą udział bogaci przedsiębiorcy. Robią to od lat ponad 30. W nowych pomieszczeniach będą prowadzić takie same zajęcia, a hotel i sale dydaktyczne są niemal identyczne jak poprzednio. Przed inauguracją nowego budynku zrobili tymczasem wielką symulację. Wszystkich pracowników administracji skierowali na trzydniowe studia prowadzone przez profesorów szkoły. Nie koniec na tym. Kazali im przez te trzy dni mieszkać w hotelu, chociaż wszyscy są mieszkańcami Bostonu i okolic. Przez cały czas zgłaszali oni uwagi i zastrzeżenia, co natychmiast uwzględniano i korygowano. W efekcie nic organizatorów nie zaskakuje, a usterki i nieprawidłowości praktycznie nie występują.

Po naszych doświadczeniach historycznych, kiedy to państwo budowali nieuki i amatorzy na wzór i obraz Wielkiego Teoretyka i jego gorliwych epigonów, powinniśmy być mądrzejsi. Mówi się, że gdyby ludzie wykształceni tworzyli tamten system, może mogłoby się udać. Jedynym tego warunkiem było, żeby wpierw przemyśleli i wypróbowali na małpach. Kiedyś w Polsce tworzono system wspomagania uczenia. Jednocześnie w USA tworzono system Plato. Ten ostatni przez lata był dobrze sprzedającym się, choć drogim produktem. Polski system (ponoć bardzo podobny) poszedł w zapomnienie. Różnica była we wdrażaniu. Nasz testowano w warunkach "idealnych" - na studentach politechniki. Amerykański testowali uczniowie szkół specjalnych.


TOP 200