Przesada

W niektórych firmach nie docenia się znaczenia informatyki. W innych natomiast widzi się w informatyce przyczyny wszelkich niepowodzeń. Żadna z tych postaw nie jest dobra, ale niestety o lepszą dosyć trudno.

W niektórych firmach nie docenia się znaczenia informatyki. W innych natomiast widzi się w informatyce przyczyny wszelkich niepowodzeń. Żadna z tych postaw nie jest dobra, ale niestety o lepszą dosyć trudno.

Dyrekcja postanowiła zwołać zebranie z udziałem kierowników działów. Wyjątkowo też przywołano Lokalnego , pomimo że dyskusja miała dotyczyć głównie informatyki w firmie. Tak, stwierdzenie to wcale nie jest logicznie błędne - Lokalnego z definicji nie zapraszano na zebrania dotyczące informatyki. W zamian za to jego udział był obowiązkowy na wszelkiego rodzaju posiedzeniach dotyczących innych zagadnień merytorycznych.

"Lokalny! Widzimy wyraźnie, że organizacja i zarządzanie w naszej firmie leży. Stoimy wręcz na krawędzi. Za rok, jak tak dalej pójdzie, może już nasza firma nie istnieć" - tymi pretensjami skierowanymi nie do kogo innego, jak tylko do Lokalnego Informatyka, Dyrekcja rozpoczęła naradę. Usłyszawszy te słowa, Lokalny skulił się w sobie, nie wiedząc za bardzo, jak zareagować na tę dziwną dla niego sytuację. Czekał więc przyczajony na dalszy rozwój wypadków. "Lokalny! Kupimy tobie wreszcie to upragnione oprogramowanie do zarządzania firmą. Ten ERP czy jakoś tam. I nie chcemy już potem słyszeć, że coś w zarządzaniu firmą nie gra" - tak Dyrekcja wyłuszczyła swoją decyzję.

Nie koniec to jednak tematu. "Jak już kupimy ten system, to będziesz sobie mógł w nim dłubać do upadłego i dostosowywać do naszych potrzeb. Na razie musisz nam powiedzieć, gdzie można taki program kupić, bo my się nie znamy na tym" - postanowienie zmiany było tak silne, że Dyrekcja rzeczywiście chyba uwierzyła w hasła reklamowe wyolbrzymiające pozytywny wpływ informatyki na działalność podstawową podmiotów gospodarczych. "Ale takiego programu nie kupuje się w sklepie i nie wdraża z dnia na dzień. Wymaga to szeregu przygotowań, a ponadto sam proces wdrożenia jest mocno rozciągnięty w czasie" - rzekł Lokalny, jak zwykle gasząc zapał swych pryncypałów.

"Jak to działania przygotowawcze?!" - grzmiała Dyrekcja - "my chcieliśmy wydać pieniądze, aby ułatwić tobie zarządzanie, a ty nam takie przeszkody rysujesz?!". Sprawa wyraźnie nabierała niesprzyjającego wydźwięku. "Ale ja nie jestem odpowiedzialny za zarządzanie" - wykrztusił wreszcie Lokalny. "Jak to nie? A kto?!" - Dyrekcja była chyba zdziwiona oportunistycznym wydźwiękiem wypowiedzi Lokalnego - "a my przez lata czekaliśmy, aż wreszcie ty z tymi komputerami usprawnisz zarządzanie, a tu się okazuje, że nic z tego".

Jak z powyższego widać, firma ta rzeczywiście stoi na krawędzi przepaści i rozpaczliwie chwyta się Lokalnego Informatyka. Jak to zwykli czynić tonący.


TOP 200