Przekażmy sobie znak czasów

Myślę, że jest to znak naszych czasów, że lubimy wiedzieć więcej niż papier może ścierpieć...

Myślę, że jest to znak naszych czasów, że lubimy wiedzieć więcej niż papier może ścierpieć...

Jak zauważyli zapewne niektórzy czytelnicy, od pół roku piszę codziennie blog (z przerwą na tydzień wakacji, gdy w górach nie miałem dostępu do Internetu)http://flog.computerworld.pl/default.asp . Praktycznie w każdym wpisie podaję odnośnik do jakiejś strony. Czasami nawet kilkanaście. Powiedziałbym, że bez odnośników właściwie nie widzę sensu tego typu działalności. Blogi bez odwołań są mdłe i suche. Chyba, że autor ma wielki talent literacki i potrafi pisać zajmująco. O sobie. Bez cytowania innych nie zajedzie się jednak daleko. Cóż, cywilizacja jest działaniem zbiorowym. Tymczasem w felietonach na łamach CW z URL-ami jest jakoś słabo (Uniform Resource Locator - nie potrafię tego zgrabnie przetłumaczyć, chyba zresztą nikt nie używa polskiej nazwy). Gorzej: w ogóle prawie ich nie ma. Poza moimi.

Statystyka zebrana z ostatnich siedmiu felietonów ( okres 29.5-17.7 2006,http://www.computerworld.pl/punkt/default.asp ) jest ciekawa:

Tatarkiewicz - 36

Pilawski - 0

Chabik - 3

Kowalski - 0

Widać, że praktycznie jako jedyny piszę felietony z myślą o czytelnikach na sieci. Pewien "papierowy" czytelnik zwrócił mi uwagę, że internetowe wstawki bardzo go denerwują i chętnie widziałby je zebrane razem na końcu każdego felietonu. Jednak pomimo mojej chęci przygotowywania dwu wersji tekstu, RedNacz nie zdecydował się na taką formułę. Sądzę, że miał rację.

Otóż tygodnikhttp://www.computerworld.pl dla kadry zarządzającej oraz informatyków (nie mogę powstrzymać się od złośliwości: "menedżer" to zwykły "zarządca" i nie ma powodu, aby go obco nazywać) z natury swojej powinien być raczej czytany na komputerze niż z papieru. Nie wiem, czy redakcja przeprowadziła jakieś badania na temat preferencji (medialnych) czytelników. Podejrzewam, że na skutek przyzwyczajenia, bezwładności i niechęci do zmian wielu prenumeratorów ciągle jeszcze zagląda najpierw do papieru. W każdym razie ja tak robię. Oczywiście sięgam po wersję CW amerykańskiego, bo polski docierał do mnie z takim opóźnieniem, że dałem sobie spokój i poprosiłem o niewysyłanie - szkoda marnować drzewa. Jednak prawie zawsze, jeśli artykuł zainteresuje mnie, przerzucam się zaraz do portalu gazety. Właśnie ze względu na odnośniki albo przynajmniej możliwość zguglowania jakiegoś szczegółu.

Myślę, że jest to znak naszych czasów, że lubimy wiedzieć więcej niż papier może ścierpieć. Tendencja ujawnia się szczególnie w listach wysyłanych komputerowo. W tradycyjnej epistolografii w ogóle nie używano odnośników. Zauważyłem jednak, że e-maile, które ostatnio dostaję i które piszę, pełne są odwołań. Ba, coraz częściej zdarza się sam URL, komentarz jest w nagłówku. Poza tym żadnej treści. A mimo to taki list może być bardziej wymowny niż setki słów. Bez odwoływania się. Podobnie dzieje się z pracami naukowymi - coraz więcej przypisów, bo Internet pozwala bardzo łatwo wyszukać to, co inni napisali już na dany temat. Tylko prawdziwie przełomowe, rewolucyjne prace cytują bardzo skromnie, bo nie ma czego cytować.

Chcąc utrzymać średnią pięciu cytowań na felieton, pozwalam sobie zwrócić uwagę czytelników na e-papierhttp://en.wikipedia.org/wiki/E-paper . Nie mam żadnych wątpliwości, że taka jest przyszłość prasy. Chyba, że nowe pokolenia, wychowane już na Internecie, w ogóle przestaną czytać poza ekranem. Tak czy siak, oznacza to murowany rozkwit odnośników.

Znakiem naszych czasów jest bit. Przekażmy go sobie.


TOP 200