Prywatne chamstwo

Dla zwolennika postępu technologicznego nie ma nic gorszego niż wypaczona i zbrukana idea. Zgadzam się tu w pełni z kolegą z łamów http://www.computerworld.pl/artykuly/35260.html , ale moja diagnoza jest bardziej pesymistyczna. Nie ma ucieczki w Internecie przed napływem chamstwa. Tak na marginesie: chyba pora zacząć pisać słowo "internet" małą literą, tak jak to robimy z telefonami, telewizją, radiem i prasą. Internet jest jeszcze jednym medium rozpowszechniania informacji. Globalnym i totalnym, bo wchłania wszystkie media wymienione powyżej, żadnego wprawdzie nie czyniąc historią, ale przejmując ich rolę wiodącą.

Dla zwolennika postępu technologicznego nie ma nic gorszego niż wypaczona i zbrukana idea. Zgadzam się tu w pełni z kolegą z łamówhttp://www.computerworld.pl/artykuly/35260.html , ale moja diagnoza jest bardziej pesymistyczna. Nie ma ucieczki w Internecie przed napływem chamstwa. Tak na marginesie: chyba pora zacząć pisać słowo "internet" małą literą, tak jak to robimy z telefonami, telewizją, radiem i prasą. Internet jest jeszcze jednym medium rozpowszechniania informacji. Globalnym i totalnym, bo wchłania wszystkie media wymienione powyżej, żadnego wprawdzie nie czyniąc historią, ale przejmując ich rolę wiodącą.

Tymczasem ludzie zawsze pozostaną sobą. Kiedyś człowiek przyzwoity podpisywał wysyłane listy. Zresztą jak nie podpisał, to stosunkowo łatwo można było dojść z jakiej miejscowości list został wysłany, a nawet w sprawie kryminalnej zrobić analizę charakteru pisma i porównać z pismem podejrzanych. Dlatego anonimy pisywano lewą ręką albo naklejano literki wycięte z gazet. Potem pojawiła się maszyna do pisania i już można było wystukać dowolne brednie bez ujawniania tożsamości. Tak się tylko jednak naiwnym wydawało, bo każda maszyna ma charakterystyczne błędy czcionek i po nich można ją rozpoznać.

Technologia poszła dalej i każdy żartowniś mógł bez problemu zadzwonić do nieznajomego, aby powiedzieć kilka brzydkich słów. Znowu jednak okazało się, że wraz z rozwojem techniki można coraz więcej wiedzieć o anonimowych rozmówcach. Billingi polityków oraz treść obscenicznych SMS-ów przez nich wysyłanych trafiają od czasu do czasu do opinii publicznej. Cóż z tego, skoro to chamstwo jest nieprzemakalne. Nic go nie wzruszy, nawet publikacja z nazwiskiem na pierwszej stronie. Ba, wydaje się, że wielu polityków uczyniło sobie z publicznego chamstwa sposób na zaistnienie. Nie mają nic do powiedzenia i zaoferowania wyborcom, ale przynajmniej są znani i być może w następnych wyborach znowu dostaną wystarczającą liczbę głosów.

Skoro politycy mogą, to dlaczego nie zwykli obywatele? Mając Internet pod ręką, mogą też zaistnieć publicznie. Tak samo jak poprzednicy, nie rozumiejąc technologii, nie zdają sobie sprawy, że można ich namierzyć. Dobry przykład to wszelkie komentarze czytelników na elektronicznych stronach gazet. Z adresu poczty elektronicznej lub wręcz adresu komputera, z którego wysłano tzw. post, łatwo można wywnioskować, czy dyskutant naprawdę mieszka w Niemczech, Anglii lub za oceanem. Mało kto z dyskutantów, np. na łamach Gazety Wyborczej, zdaje sobie z tego sprawę, tym bardziej że redakcja portalu końcówkę adresu DNS podaje na szaro, ledwie widoczną.

Do napisania tego felietonu skłonił mnie chamski e-mail od czytelnika. Nie będę go cytował, bo list był dłuższy niż felieton, ale słowa w nim użyte są powszechnie uważane za obelżywe. Anonim miał mi za złe, że mu kiedyś nie pomogłem dostać stypendium. Niestety, Kamil Z. z Gdańska zapomniał, że przeszukanie archiwalnej skrzynki pocztowej to tylko chwila, zaś wśród chamskiego bełkotu podał dość informacji o sobie, bym nie tylko go zlokalizował, ale nawet ustalił, na jakiej to uczelni pobiera(ł) nauki doktoranckie, i dał znać, jak wspaniale wychowują studentów, co natychmiast zaowocowało przymilnymi przeprosinami. Może więc nie jest tak źle z technologią? Może obronimy się nie tylko przed publicznym chamstwem polityków, uciekając w prywatność, ale także obronimy się przed prywatnym chamstwem, piętnując je publicznie? Chamstwo nie będzie mogło uciec pod parasol ochronny prawa do prywatności, bo je zawiesiło, korzystając z publicznego medium, jakim jest Internet.


TOP 200