Produktywność wydatków na informatykę

Życie w ustroju gwarantującym szczęście, sprawiedliwość społeczną i opływanie w obfitość dóbr wszelakich mogło niejednego nauczyć, a bodaj przekonać do wyższości pracy produkcyjnej nad bezproduktywnym zbieraniem i mieleniem informacji.

Życie w ustroju gwarantującym szczęście, sprawiedliwość społeczną i opływanie w obfitość dóbr wszelakich mogło niejednego nauczyć, a bodaj przekonać do wyższości pracy produkcyjnej nad bezproduktywnym zbieraniem i mieleniem informacji. Takie "nałuki" dał nam przez swych uczniów Ojciec rewolucji, przywódca światowego systemu sił postępu.

Po żmudnych studiach i wprawienia się do niepokornego myślenia dowiadujemy się oto, iż tworzenie, opracowywanie i dystrybuowanie informacji ma sens i przynosi ogromne korzyści, pod warunkiem że jest ona ludziom przydatna. Brzmi to jakby racjonalnie, ale jak stwierdzić i dowieść, że informacja jest celowa, przydatna i przynosi korzyści odbiorcom? Ani to zważyć, jak np. skarb naszej ziemi - węgiel, ani policzyć, jak maszyny czy rakiety.

Jak można wydatek poniesiony na stworzenie i przygotowanie dla odbiorcy informacji uznać za celowy, korzystny i w spokoju ducha taki koszt z korzyścią ponosić na opracowanie informacji. Dzięki takiej informacji ktoś kompetentny może podjąć trafną decyzję, która przyniesie firmie znaczące zyski. W taki sposób koszt opracowania informacji może (i powinien) na siebie zarobić. W taki sposób koszt informacji może (i powinien) okazać się produktywny. Koszty poniesione na opracowanie informacji mogą więc być produktywne. Produktywność nakładów na opracowanie informacji jest zatem miarą naszej przydatności dla firmy (instytucji), która nas zaangażowała w celu tworzenia (i dostarczania) informacji mającej walor produktywności. W przypadku gdy z tego zadania się nie wywiązujemy, firma (instytucja) ponosi nakłady, które trzeba pokryć z przychodów z innej działalności. Wówczas zatrudniający nas uznają nakłady na nasze uposażenie i wyposażenie za nieproduktywne i podejmą słuszną decyzję o realokacji nakładów w celu zwiększenia ich produktywności.

Niedawno odbyłem trzy rozmowy, symptomatyczne dla ludzi aktywnych, choć nie zawsze żyjących na tym samym świecie co ich rodzice. Pierwsza była rozmowa ze studentami, entuzjastami techniki informacyjnej i jej, trochę nierozważnymi, ale błyskotliwymi użytkownikami. Ich zdaniem, tę technikę każdy powinien znać, gdyż dzięki niej można czynić cuda i nie można jej nie rozumieć, nie umieć nią skutecznie się posługiwać. Drugą rozmowę odbyłem z również młodym i wciąż jeszcze będącym na dorobku obiecującym menedżerem, który wyrażał zdanie podobne do studentów. Informatyka to wspaniałe narzędzie i obiecujące, trzeba więc upowszechniać jego znajomość i, broń Boże, nie żałować środków na rozwój jej zastosowań. Trzecia rozmowa była z równie młodym, ale bardziej doświadczonym menedżerem, który będąc wielkim zwolennikiem informatyki pozostał jej surowym i wymagającym komentatorem. Świadom ogromnych jej możliwości, nie wykorzystywanego potencjału oraz kosztów, jakie ponosi firma na jej zastosowanie, był skłonny rozsądniej i bez szaleństwa ponosić wydatki inwestycyjne na informatykę, zawsze dopominając się o produktywne angażowanie środków.

Trzecia rozmowa była najcenniejsza. Najlepiej też ukazywała metamorfozę, jaką wielu z nas przechodzi. Uczymy się najpierw technologii, następnie jej zastosowań coraz bardziej zaawansowanych i ryzykownych, aż przychodzi czas zarabiania na technologię dzięki technologii. Wtedy staje się ona produktywna, czego domagał się w swej racjonalności i naiwności trzeci rozmówca. Podjęty temat jest jedynie wstępnie opracowany i wymaga szczegółowego studium. Wrócę do niego w niedalekiej przyszłości.


IBM Think Digital Summit Poland, 16-17 września 2020
TOP 200