Producenci i przetwarzacze

Spacerując w ciepłych promieniach wiosennęgo słońca rozmawialiśmy z dr. K. na temat sensu naszej pracy. Od kiedy pamiętam swoją znajomość z dr. K., problem ten pojawia się w naszych rozmowach, co zapewne jest oznaką braku poczucia sensu uprawiania nauki teoretycznej.

Spacerując w ciepłych promieniach wiosennęgo słońca rozmawialiśmy z dr. K. na temat sensu naszej pracy. Od kiedy pamiętam swoją znajomość z dr. K., problem ten pojawia się w naszych rozmowach, co zapewne jest oznaką braku poczucia sensu uprawiania nauki teoretycznej.

- Zastan/ow się - powiada K. - jaki sens ma na przykład liczenie kolejnych poprawek do znanych od lat formuł? Prawda, że niektóre z nich mogą rzucić nowe światło na rozumienie procesów, opisywanych danym formalizmem. Dzisiaj jednak samo liczenie nie stanowi wielkiego problemu. Wystarczy posadzić studenta przy komputerze i kazać mu wyprodukować za pomocą programu określony wynik. Zwykle coś wyjdzie. Pozostaje ubrać ten "wynik" w słowa, żeby "wypuścić" jakąś małą publikacyjkę. Tylko jaki to ma sens?

- Mó drogi, - odparłem - przecież nauka nie stawia dużych kroków codziennie. Zwykle drobi malutkimi, a jednak posuwa się do przodu (o ile wiemy, co to znaczy). Małe kroczki te są potrzebne.

- Tak, ale nie w tym rzecz! - zkrzyknął dr K. - Przypomnij sobie, o czym myślałeś idąc na studia teoretyczne. Czy chodziło ci tylko o produkowanie przyczynków? Chyba nie?!

- Masz rację. - zamyśliłem się. W istocie, w czasie studiów i póżniej uprawianie nauki kojarzyło mi się z odkrywaniem Tajemnic Przyrody, próbami ich zrozumienia i ujęcia w języku formalnym, w konstrukcjach logicznych. Chciałem opisywać Wszechświat jakim go widzę i to, co z niego rozumiem.

- Rozumieć Wszechświat nie jest łatwo - rzekłem - i do tego w sposób nowy i odkrywczy. A jako pracownicy naukowi rozliczani jesteśmy z ilości publikacji, z produkcji nowych wyników, a nie z posiadanej wiedzy.

- No właśnie! - dr K. aż podskoczył - System, w którego trybach próbujemy uprawiać naukę ma w nosie Wiedzę. Premiuje przyczynkarstwo i produkcję ilościową! A dobrze zaprogramowany komputer może wyprodukować miliony różnych wyników. Tylko po co one komu...?

- Wiesz, przeczytałem ostatnio książkę (naprawde!) pewnego noblisty, tego co wymyślił kwarki - wpadłem mu w słowo. - Pisze on, że informacyjna eksplozja, dokonująca się głównie dzięki komputerom, jest w dużej mierze eksplozją dezinformacji. Zalewani danymi tracimy orientację, co ma wartość i sens, a co nie ma. Wynotowałem sobie nawet parę zdań. - wyciągnąłem z kieszeni kartkę i zacytowałem - "Odczuwamy dramatyczną potrzebę większej ilości inteligentnych komentarzy i artykułów przeglądowych."

Dr K. sluchał uważnie kiwając głową.

- I dalej: "Ludzkość ogromnie zyska, jeśli system nagród ulegnie takiej zmianie, iż nacisk selekcyjny decydujący o karierze będzie faworyzował zarówno zdobywanie informacji, jak i jej sortowanie".

- Ba! O to właśnie chodzi! Aparaty pomiarowe i komputery dają wyniki, ale tylko człowiek może w nich znależć czy też nadać im sens i znaczenie, czyli uczynić z nich Wiedzę.

- Czy wyobrażasz sobie, - kontynuował - że przy okresowej ocenie adiunktów zaliczą ci publikacje popularyzatorskie do dorobku naukowego? życie naukowe w tym kraju jest pod kontrolą producentów wyników, którzy często nie rozumieją nawet tego, co robią. Ale robią dużo, publikują i mają z tego profity. A komputery tylko im pomagają. Mając na biurkach mózgi elektronowe nie używają swoich. Chyba nie dożyjemy już czasów, gdy Wiedza i Mądrość będą w większej cenie, niż efektywność produkcyjna.

Szliśmy jakiś czas w milczeniu. Przypominałem sobie swoje marzenia, żeby zarabiać pieniądze popularyzując odkrycia naukowe, a nie produkując tabelki i wykresy. Ale gdzie można dostać posadę popularyzatora, czy sortowacza informacji?

- Wspominałeś kiedyś o jakimś konkursie na tekst popularyzatorski z fizyki - zagadnąłem.

- Ach, tak! Skleroza... ! - zapalił się dr K. - Można dostać 1000 funtów! Bywaj, biegnę pisać! - oddalił się szybkim krokiem.

Wróciłem do instytutu i zacisnąwszy zęby zabrałem się do poprawiania programu. Muszę puścić jeszcze kilka przebiegów symulacji, bo szef czeka na wyniki.

Książki i reprinty na półkach cicho pokrywał szary pył.