Problem roku 2000 i lat następnych

A miało być tak pięknie - powołane sztaby antykryzysowe, wydane miliardy dolarów, relacje na żywo. A tu cały pogrzeb na nic! Mogło się zepsuć przynajmniej coś nieszkodliwego, ale spektakularnego - np. reflektory na jakimś placu budowy albo samochód jakiejś jednej marki nie odpaliłby rano. Tak dla przyzwoitości, żeby ludziska nie gadali. A tutaj całkiem, zupełnie nic! Można co prawda tłumaczyć, że jesteśmy tacy świetni i dlatego solidnie załatwiliśmy sprawę, ocalając świat przed niechybną zagładą. Ale i tak media już huczą od plotek, że Y2K to była zwykła bujda, a informatycy to naciągacze.

A miało być tak pięknie - powołane sztaby antykryzysowe, wydane miliardy dolarów, relacje na żywo. A tu cały pogrzeb na nic! Mogło się zepsuć przynajmniej coś nieszkodliwego, ale spektakularnego - np. reflektory na jakimś placu budowy albo samochód jakiejś jednej marki nie odpaliłby rano. Tak dla przyzwoitości, żeby ludziska nie gadali. A tutaj całkiem, zupełnie nic! Można co prawda tłumaczyć, że jesteśmy tacy świetni i dlatego solidnie załatwiliśmy sprawę, ocalając świat przed niechybną zagładą. Ale i tak media już huczą od plotek, że Y2K to była zwykła bujda, a informatycy to naciągacze.

Znacznie ciekawszą rzeczą od problemu był cały społeczny kontekst, w jakim rzecz się działa. Jestem przekonany, że gdyby ktoś wpadł na pomysł sfilmowania psychozy, która ogarnęła społeczeństwo z okazji milenijnej pluskwy, to powstałaby zupełnie przyzwoita komedia.

Na przykład znalazłem na drzwiach do klatki w bloku pismo, w którym administracja osiedla odradza korzystanie z wind godzinę przed i godzinę po feralnej północy. Troska administracji o to, by pechowi mieszkańcy nie powitali nowego roku zamknięci w windzie między piętrami, jest chwalebna. Ale jak nie śmiać się z faktu, że pismo znalazłem w bloku, w którym nie ma ani jednej windy?

3 stycznia rano Radio Zet zrobiło krótką sondę w bankach, czy te normalnie funkcjonują. Wścibskim dziennikarzom udało się znaleźć jeden oddział, w którym klienci nie byli obsługiwani prawidłowo. Na antenie wypowiedziała się przedstawicielka tego banku, informując, że awaria nie jest związana z problemem roku 2000. "To zwykłe poniedziałko-we zawieszenie sieci komputerowej" - uspokajała rozzłoszczonych klientów, a wraz z nimi pół Polski. Gdybym był w środku, to bym się zdenerwował, a tak tylko tarzałem się ze śmiechu.

W telewizji powiedzieli, że w sylwestrowy wieczór do szpitali zaczęli się zgłaszać starsi ludzie, którzy uskarżali się na rozmaite dolegliwości, będąc jednocześnie przekonani, że ich powodem jest "pluskwa milenijna", o której tyle słyszeli "w telewizorze".

Ale dlaczego winić prostych, na dodatek schorowanych ludzi, skoro rok 2000 rozpoczyna się bzdurą zinstytucjonalizowaną, bzdurą na piedestale, bzdurą w blasku reflektorów? Prawie wszystkie media, a także prezydent USA, ogłosiły nadejście milenium o rok wcześniej niż jest to w rzeczywistości, a głosów sprostowania prawie nie słychać. Jak mieć pretensję do ludzi, skoro z własną głupotą afiszują się przedstawiciele najwyższych urzędów krajowych? Na przykład niektórzy wojewodowie i prezydenci miast, którzy ogłosili zakaz strzelania z petard w sylwestra i Nowy Rok. Za rok pewnie wydadzą zarządzenie, że śnieg ma nie padać (bo służby drogowe muszą odśnieżać), a drzewa nie zrzucać liści (bo trzeba je zmiatać).

Jak pamiętamy ze szkolnych lektur, epidemia dżumy w Oranie sprawiła, że ludzie ujawniali różne postawy wobec innych, wobec siebie, a także wobec sytuacji jako takiej. Podobnie problem roku 2000 ujawnił kilka prawd. Jedną z nich szczególnie wyraziście; tak wyraziście, jak mało co dotychczas. Tą prawdą jest to, że jedną z naczelnych cech ludzkich jest bezgraniczna głupota. Na przekór jego nazwie gatunkowej, która brzmi homo sapiens sapens, czyli człowiek dwakroć rozumny. I to właśnie głupota, jak sądzę, będzie prawdziwym problemem ro- ku 2000 i lat następnych.

I proszę mi nie mówić, że wszystko jest OK, bo na głupocie też można nieźle zarobić, tak jak zarobiliśmy na roku 2000. Niestety, nie jest OK.