Problem, którego nie było

Przepis na sukces w e-biznesie? Znajdujesz problem, z którym borykają się ludzie i proponujesz rozwiązanie, które ten problem rozwiązuje. Najlepiej, by było to połączenie technologii, potrzeb codziennego życia i abonamentu, który uszczęśliwieni klienci będą płacić z ochotą.

Takie były założenia twórców Juicero – start-upu, którego produkt miał zrewolucjonizować sposób, w jaki ludzie w domu czy biurze przygotowują sobie świeże soki owocowe i warzywne do picia. Klient kupował specjalne urządzenie – prasę – i worki z pulpą owocową i warzywną. Estetyczne i eleganckie urządzenie łączące się ze smartfonem wyciskało sok z pulpy ukrytej w workach. Model biznesowy opierał się na stałym dostarczaniu niewielkich i poręcznych worków z pulpą za kilka dolarów od sztuki.

Czas przeszły sugeruje, że biznes nie poszedł po myśli inwestorów. Wszystko w tym projekcie było i piękne i bez szans. Pulpa w workach – super pomysł, tylko pomyślcie o rygorystycznych warunkach transportu i przechowywania, żeby zawartość nie zamieniła się w sfermentowaną breję. Maszyna do wyciskania za 700, a po krytyce klientów obniżonej do 400 dolarów. Tak, maszyna, która ściska plastikowy worek, z którego wycieka zbliżony do świeżego sok. To była po prostu prasa do worków, które starsza pani potrafi wycisnąć… ręcznie. Tak wynika z filmu jednego z recenzentów koncepcji. No, ale warto zapłacić za brak bałaganu na stole i higienę posiłku. A zdrowie przecież najważniejsze.

Zobacz również:

Nie pierwszy to start-up, który upadł, choć inwestorzy w niego uwierzyli: 120 mln USD poszło z dymem. Ciekawe, że wielu komentatorów, którzy początkowo piali z zachwytu nad pomysłem, kilka kwartałów później z przekąsem komentowało pomysł jako chybiony, a sytuację jako szwindel.

Według analizy przeprowadzonej przez serwis Bloomberg problemy firmy nie wynikały jednak z reakcji konsumentów, ale inwestorów, którzy ponoć stracili wiarę w możliwy sukces pomysłu. Na drodze do powodzenia stanęła zbyt wolna dystrybucja urządzeń i samych worków, choć zarząd zrobił wiele, żeby odwrócić złą kartę, łącznie z tym, że prasy pojawiły się nawet na wyprzedażach w marketach, podobnie jak worki z pulpą.

Uważny obserwator zauważy jednak, że oczywistość porażki Juicero jest iluzoryczna. Podstawowy zarzut krytyków to wysoka cena prasy, którą można (prawie) zastąpić ręką. I że czysta kuchnia nie jest przecież warta takich pieniędzy. Otóż jest odwrotnie. To był sukces, tylko cierpliwość inwestorów nie była wystarczająca. W bardzo krótkim czasie udało się sprzedać blisko 100 tys. nietanich pras i 1 mln worków. Kupili je ludzie, dla których kilka dolarów za czystą kuchnię to niewielka cena. Bogate snoby z amerykańskich przedmieść? Ogarnięci obsesją zdrowego życia mieszkańcy San Francisco? Nic z tych rzeczy.

Ludzi tacy jak my. I założę się, że urządzenia takie jak Juicero wrócą do nas szybciej, niż się spodziewamy, może nawet za kilka lat. Rozejrzyjcie się w domowych i biurowych kuchniach Większość działających tam urządzeń to przepłacona kupa plastiku albo metalu z dodatkiem elektroniki, która jednak daje nam to, co dla cywilizowanego człowieka najważniejsze: pomaga oszczędzać czas i utrzymać porządek.

Na liście wynalazków, które jak Juicero powinny się nie przebić na rynku są np.: dozownik do mydła, bo kto to pomyślał, że kostka może komuś nie wystarczać; kilkunastolitrowa butla z wodą do picia, bo kto by pomyślał, że nie wystarczy kranówka czy butelkowana (butelkowana zresztą to też wymysł, który „powinien” kiedyś podzielić los prasy do soków); mały przycisk zamawiający zakup pieluch, mleka, kawy czy proszku do prania, bo przecież można je kupić w sklepie albo przez internet.

Po prostu Juicero pojawił się na rynku za wcześnie i być może za szybko miał odnieść spektakularny sukces. Tak jak koncept okularów 3D od Googla, które pożegnaliśmy ze łzami kilkanaście miesięcy temu, a które powoli tylnymi drzwiami wracają.