Prezydent i premier, czyli teoria względności

W czasach gdy jeszcze uprawiałem fizykę, opowiadaliśmy sobie w kręgu kolegów-asystentów dowcip o studencie, który już w trakcie praktyk robotniczych zrozumiał teorię względności: gdy mu brygadzista kazał kopać rów od płotu do obiadu. Czasami myśląc o Polsce, mam wrażenie, że pojęcie zakrzywionej czasoprzestrzeni jest w niej rzeczywiście namacalne. Ot choćby wtedy, gdy przylatując na lotnisko Okęcie, tfu, przepraszam, na lotnisko im. Fryderyka Chopina, czytamy napis Please wait before yellow line.

W czasach gdy jeszcze uprawiałem fizykę, opowiadaliśmy sobie w kręgu kolegów-asystentów dowcip o studencie, który już w trakcie praktyk robotniczych zrozumiał teorię względności: gdy mu brygadzista kazał kopać rów od płotu do obiadu. Czasami myśląc o Polsce, mam wrażenie, że pojęcie zakrzywionej czasoprzestrzeni jest w niej rzeczywiście namacalne. Ot choćby wtedy, gdy przylatując na lotnisko Okęcie, tfu, przepraszam, na lotnisko im. Fryderyka Chopina, czytamy napis Please wait before yellow line.

Może jest to jednak po prostu klimat narodowy, nazywany pogardliwie przez Niemców "polnische Wirtschaft", po naszemu zwany polską niemożnością. Czytając kronikę krótkich cytatów w tygodniku Newsweek (numer z 26/3/2001, str. 19) i znajdując w niej informację o głupim błędzie na stronie Białego Domu, natychmiast pomyślałem sobie o moim krajowym faworycie. Dla wyjaśnienia: już po zaprzysiężeniu Prezydenta G. W. Busha na stronie Białego Domuhttp://www.whitehouse.gov/history/presidents/ja6.html ciągle jeszcze była informacja, że jedynym synem prezydenta, który sam też był prezydentem, pozostaje John Quincy Adams. Jak łatwo sprawdzić, błąd szybko poprawiono - prawdopodobnie zaraz po ukazaniu się informacji w gazecie. Nie wiadomo, kto konkretnie robi te strony prezydenckie, ale można do niego/nich napisaćhttp://www.whitehouse.gov/contact/mail-developers.html.

Zupełnie inaczej niż u nas - wiadomo kto knoci, ale żadnego kontaktu. Była za to od początku kuriozalna informacja o prawach autorskich. Dawno nie odwiedzałem naszego Pana Prezydenta, postanowiłem więc ten błąd naprawić. Przypominam, że pierwszy felieton Outsourcing prezydenta poświęciłem tym stronom już w roku 1997, sygnalizując sprawę (auto)reklamy autorów. I co? Ano nic! Dalej się reklamowali. W felietonie Warholstwo przyznałem uczciwie, że flaga już prawidłowo faluje, zaś w PoLski humorek (1998) poinformowałem, że ciągle nie ma wersji angielskiej. Tak więc moje kontakty ze stronami prezydenckimi były bliskie, choć mało owocne. Teraz donoszę, że w roku 2001 firma Inter-Net oraz Galeria Donajskich dalej reklamują się na stronie Pana Prezydenta, ale udało im się wreszcie zrobić wersję angielską strony. Niestety, widać był to wysiłek ponad ludzką miarę, bo strona "Internet w Szkołach - Projekt Prezydenta RP"http://www.prezydent.pl/szkola/index.htm nie może wykaraskać się z prowizoryczności. Nawet flaga na zdjęciu pałacu jakaś taka obwisła... sam zaś pałac na pierwszej stronie przypomina widmo. A to przecież już druga kadencja prezydencka - pora, aby pozostawić po sobie dobre wrażenie, oj pora. Boję się jednak, że już do końca kadencji Pan Prezydent nie skończy przepraszać - bo publicznie obiecuje, że będzie czytał listy (wszystkie?) odwiedzających jego strony. Powodzenia!

Tymczasem u Pana Premierahttp://www.kprm.gov.pl/ (bez reklam autorów!) zdjęcie fasady też przymglone i flaga też faluje. Ale energicznie, oczywiście w prawo (prezydencka w lewo, a jakże), co jednak znającym topografię Warszawy wskazywałoby, że w naszym kraju wieją stałe wiatry z południa, bo pałace obu mężów stanu położone są po przeciwnych stronach Traktu Królewskiego. Pozostaje pytanie: dla kogo wieje ten wiatr historii? Bezwzględny, szczególnie dla polityków chcących korzystać z Internetu.


TOP 200