Prezes - maszynista

Kiedy zasygnalizowałem Redaktorowi Naczelnemu chęć napisania felietonu, prosząc o przesłanie pełnej wersji artykułu Wacława Iszkowskiego ''Nasz drogi Internet'' http://www.computerworld.pl/news/72285.html , Wojciech Raducha odpowiedział mi jednym zdaniem - zapytaniem: ''Ty za panem Iszkowskim nie przepadasz, prawdasz?''.

Kiedy zasygnalizowałem Redaktorowi Naczelnemu chęć napisania felietonu, prosząc o przesłanie pełnej wersji artykułu Wacława Iszkowskiego ''Nasz drogi Internet''http://www.computerworld.pl/news/72285.html , Wojciech Raducha odpowiedział mi jednym zdaniem - zapytaniem: ''Ty za panem Iszkowskim nie przepadasz, prawdasz?''.

Otóż chcę publicznie oświadczyć, że jest wręcz przeciwnie. Przepadam i to od ponad dwudziestu lat. Mam nadzieję, że w krótkim tekście uda mi się przekonać Państwa, iż jest tak naprawdę. Pomimo faktu, że znając Wacława Iszkowskiego bardzo długo, ciągle powinienem używać w stosunku do Niego oficjalnej formy "Pan", o czym precyzyjnie przypomniał mi zaraz po ukazaniu się felietonu "Drogi Wacku..."http://www.apple.com.pl/kuba/archiwum/402.html .

Może właśnie dlatego, że pozostajemy z panem Wacławem Iszkowskim w formalnych stosunkach, jestem w stanie docenić jego wysiłki w budowaniu Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacjihttp://www.piit.org.pl , czyli branżowej organizacji lobbystycznej, skupiającej ponad 170 firm, a wśród nich takich kolosów, jak Telekomunikacja Polska

przez lud zwana tepsą-sepsą, Microsoft, IBM i , o Prokomie nie zapominając. Ktoś, kto potrafił zgromadzić pod jednym dachem tak różne i odległe od siebie, by nie powiedzieć konkurujące ze sobą firmy, musi być wielkim człowiekiem. A ja zawsze miałem szacunek dla wielkości. Tym bardziej, że nie wystarczyło zgromadzić, ale jeszcze trzeba firmy zadowalać. Rola prezesa Iszkowskiego jest tu nie do przecenienia.

Znany z lekkiego stylu wypowiedzi, Wacław Iszkowski nie musi uciekać się, tak jak to czynią inni lobbyści, do sponsorowania gier sportowych dla elit (tenis, polo), pojawiać się na galach Gali ani udzielać wywiadów Vivie, siedząc przed kominkiem z ulubionym rotweilerem u podnóżka. Wystarczy, że napisze celny tekst z prostą tabelką porównawczą, a już zaraz prasa krajowa, szczególnie ta zaangażowana, powiela go. Tak stało się z wymienionym wyżej artykułem o cenach Internetu, którego pierwsza część została zacytowana przez Gazetę Wyborcząhttp://gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,60070,2383222.html . Nie trzeba pytać, dlaczego tak się dzieje, bo lektura "Naszego drogiego Internetu" wskazuje jasno na przyczyny.

Tylko malkontenci mogą narzekać na ceny Internetu w Polsce, bowiem nasza rzeczywistość odmalowana przez Iszkowskiego jest więcej niż różowa, jest prawie czerwona. Internet, dostarczany przez członków PIIT, jest tani i będzie jeszcze tańszy, aż do granic bólu księgowych, nie wspominając o szybkości i łatwości dostępu. Wszystko, jak się domyślamy, dzięki mrówczej pracy u podstaw oraz głębokiemu zaangażowaniu załóg oraz dyrekcji. To tylko złośliwa redakcja CW w tym samym numerze umieściła artykuł Sławomira Kosielińskiego "Rząd sieci"http://www.computerworld.pl/artykuly/44966.html , w którym stara się obnażać metody działania niektórych udziałowców PIIT. Na szczęście obnażanie to jest nieskuteczne, bo pozbawione podstaw moralnych. Jak słusznie zauważył Wacław Iszkowski, tylko władza jest odpowiedzialna za całą sytuację, gdyż potencjalni inwestorzy "obawiają się zapowiedzianej przez rząd administracyjnej regulacji cen".

Tak więc, czytając między wierszami, widzimy jasno, że Wacław Iszkowski oraz PIIT proponują klasyczną rewolucję, czyli odsunięcie rządu od rynku. Jak to było u poety: "Rewolucja - parowóz dziejów". Ekspres PIIT z maszynistą Iszkowskim odjeżdża z toru trzeciego przy peronie siódmym. Proszę odsunąć się od stanowisk.