Pożegnań czas

Smutno się robi, gdy kończy się pewien etap, który nie należał do najgorszych. Mamy wówczas często wrażenie utraty czegoś, z czym mentalnie bardzo się zżyliśmy. W ten sposób przemawia przez nas konserwatyzm lub, jak kto woli, przyzwyczajenie. Tak właśnie żegnamy wystawione na sprzedaż środowisko programistyczne Borlanda, które jeśli nawet zostanie zakupione przez inną firmę, już nigdy nie będzie tym samym. Skończył się pewien okres, czas na epitafium.

Smutno się robi, gdy kończy się pewien etap, który nie należał do najgorszych. Mamy wówczas często wrażenie utraty czegoś, z czym mentalnie bardzo się zżyliśmy. W ten sposób przemawia przez nas konserwatyzm lub, jak kto woli, przyzwyczajenie. Tak właśnie żegnamy wystawione na sprzedaż środowisko programistyczne Borlanda, które jeśli nawet zostanie zakupione przez inną firmę, już nigdy nie będzie tym samym. Skończył się pewien okres, czas na epitafium.

Pomimo że z narzędzi programistycznych Borlanda nie korzystam już przynajmniej od dziesięciu lat, to wcześniej używałem tego środowiska bardzo intensywnie w celach komercyjnych, co przysparzało mi dochodu i coraz większej wprawy warsztatowej, a klientom pożytku z wdrożonego oprogramowania. Borland to kawał historii jeśli chodzi o środowisko programistyczne. Kiedy Microsoft raczkował, Borland oferował już bardzo dojrzałe narzędzia. Założony w 1983 roku, przemianował się kilka lat temu na Inprise, aby w 2001 roku spróbować utworzyć (zresztą bez powodzenia) związek z firmą . Wydawało się, że po tych zawirowaniach historii wszystko wróciło do normy, tak jak Borland do swojej starej nazwy. Niestety, obecne posunięcia dowodzą, że do stabilności daleko, a 7% udziału w zyskach z tytułu sprzedaży narzędzi programistycznych, to zbyt mało. Mało to czy nie - kwestia względna i subiektywnie oceniana przez zarząd firmy. Jak historia uczy, przejmowanie znanego produktu przez inną firmę najczęściej kończy żywot produktu. Podobnie bywa z marką przejętej firmy. Wystarczy przypomnieć sobie wchłonięcie Informixa przez IBM. DEC został włączony do Compaqa, co dało w wyniku HP. Przykładów takich mariaży można by przytaczać wiele. Ciekawe odczucia musiały być udziałem czytelników i sympatyków czasopisma BYTE, kiedy nagle przestało się ukazywać w czerwcu 1998 roku, sprzedane przez koncern wydawniczy McGraw-Hill. Historię tych wydarzeń, spisaną przez Jerry'ego Pournelle, wieloletniego publicystę tego czasopisma, można przeczytać pod adresem:http://www.jerrypournelle.com/slowchange/fiasco.html . Pisuje on i w dzisiejszych edycjach (albowiem BYTE został wskrzeszony:http://www.byte.com ), przyznając otwarcie, że pomimo dobrej roboty wykonywanej przez obecny skład redakcyjny, dawna świetność już jest tylko mile wspominaną i nieprzywracalną przeszłością.

Jeśli chodzi o przyzwyczajenia informatyczne, to mimo wszystko lepiej takowych nie mieć. Długotrwałe związki nie zawsze mają szczęśliwy finał. Czasami lepiej rozstać się wcześniej, aby potem krócej żałować. Współczuć należy firmom, których działalność opierała się na schodzącej technologii. Wiadomo bowiem, że tego typu roszady mocno destabilizują rynek, który jeśli nawet jeszcze przez kilka lat będzie istniał siłą rozpędu, to jest to raczej ślepa uliczka. Przypomnijmy sobie jeszcze na zakończenie historię Clippera, przy pomocy którego kreowano przecież podwaliny powszechnej komputeryzacji. Clipper rozwijany od 1985 roku przez Nantucket Corporation, w 1992 roku został przejęty przez Computer Associates, aby ewoluować ku CA-Visual Objects. W 2002 roku, zarówno Clipper, jak i CA-Visual Objects zostały zbyte na rzecz firmy GrafXSoft. Porównajmy jaką dziś popularnością cieszy się ten sławny niegdyś język programowania. Niezależnie rozwijanych jest równolegle kilka wolnych projektów tego kompilatora (Harbour, Clip). Zastanawiam się w jakim celu. Ciekawe co by się działo, gdyby Microsoft wystawił swoje środowisko programistyczne na sprzedaż.

Ale to przecież niemożliwe, bo wydaje się, że Microsoft będzie trwał wiecznie. A może tylko się wydaje?


TOP 200