Powrót do rzeczywistości

Nie wiem, czy świat wirtualnych znajomości to naprawdę to, na co ludzie czekają. Po okresie zachłystywania się nierzeczywistą ułudą część użytkowników przeprasza się z realem, widząc, że prawdziwe życie to jednak coś innego niż to w sieci.

Coraz częściej spotykam się ze zjawiskiem wymeldowywania się ludzi z serwisów społecznościowych. Ktoś miał przez lata swoje konto i nawet jakoś w miarę, a czasami nawet intensywnie z niego korzystał, aż tu nagle konto przestaje istnieć. Dobrze widać to na Facebooku, chociaż nie jest to jedyne miejsce wirtualizacji kontaktów. Można by pokusić się o pochopne stwierdzenie, że sytuacja dotyczy tylko osób wiekowych, które już znudzone nie chcą uczestniczyć w tej odmianie życia sieciowego. Takie byłoby zdanie młodych, którzy wychowują się w duchu sieciowej rzeczywistości. Jednak nie tylko ludzie 50+, ale także znacznie młodsi przestają z dnia na dzień być obecni w społeczności wirtualnej. W sumie się nie dziwię. O ile media społecznościowe stanowią dobrą platformę do podtrzymywania kontaktu z osobami znanymi osobiście czy do wymiany doświadczeń i wiedzy, o tyle przenoszenie się całkowicie na tamtą stronę i zawieranie tamże znajomości jest raczej wiotkie w swoich podstawach i perspektywach. Prawdziwe więzy to najbliższe otoczenie, w którym funkcjonujemy i mamy bezpośrednie oddziaływania międzyludzkie. Wirtualne znajomości to zgoła inna klasa, oderwana od codziennego znoju. Być może właśnie dlatego wydają się takie pociągające. Ale tylko do czasu, gdy zaistnieje realny problem.

Związki na odległość są wygodne, bo nie ma bezpośredniego kontaktu i zobowiązań. Raczej nikt tą drogą nie zwróci się do nas o pomoc dotyczącą życia codziennego, bo to zupełnie odmienny rodzaj relacji. Niemniej możemy spotkać się z sytuacją, gdy jednak zostaniemy o drobną pomoc poproszeni, np. o przekazanie znajomemu dosłownie kilku złotych brakujących do dokonania jakiegoś zakupu. Przelewu należy dokonać przez podany w wiadomości spreparowany link kierujący do jednego z uznanych serwisów płatności internetowych. Technicznie odbywa się to tak, że przestępca poprzez przejęte konto w serwisie społecznościowym rozsyła tego typu wiadomości do umieszczonych tam znajomych, po czym podstawia spreparowane strony bankowe i gdy ofiara poda dane logowania, ten w jej imieniu loguje się do prawdziwego banku i konstruuje przelew zaufany na swoje konto. W związku z tym ofiara otrzymuje SMS z żądaniem kodu autoryzacji, a przestępca wystawia w tym samym czasie fałszywe okienko do jego wpisania. Najgorsze jest to, że z konta znika znacznie więcej środków, niż zadeklarowano na wstępie. Taka metoda na znajomego będąca odpowiednikiem oszustwa na wnuczka, tyle że technicznie bardziej wysublimowana. Mała kwota pieniężna i źródło prośby skutecznie usypiają uwagę potencjalnych ofiar. Jednak czujność trzeba zachowywać zawsze.

Zobacz również:


TOP 200