Powrót do korzeni

Wciąż w zarządach wielu firm są osoby, dla których informatyka jest piątym kołem u wozu. Jeszcze gorzej jest, gdy próbuje się im udowodnić, że informatyka może być narzędziem do obniżenia kosztów działania firmy - musimy mieć komputery, bo inni mają, i tyle. Dopiero gdy pada jeden z głównych serwerów jest szansa, że obok gromów, które spadają na dział IT, zarząd będzie w stanie wyobrazić sobie, jak duża odpowiedzialność leży w centrach danych.

Wciąż w zarządach wielu firm są osoby, dla których informatyka jest piątym kołem u wozu. Jeszcze gorzej jest, gdy próbuje się im udowodnić, że informatyka może być narzędziem do obniżenia kosztów działania firmy - musimy mieć komputery, bo inni mają, i tyle. Dopiero gdy pada jeden z głównych serwerów jest szansa, że obok gromów, które spadają na dział IT, zarząd będzie w stanie wyobrazić sobie, jak duża odpowiedzialność leży w centrach danych.

Wciąż nie lada zadaniem jest przekonać zarządy firm, że IT nie jest złem koniecznym, a bardziej narzędziem do osiągania biznesowej przewagi konkurencyjnej. Inwestycje w IT traktowane są jako ogromny koszt, zamiast upatrywać w nich możliwości rozwoju. Cena zaś jest jednym z głównych kryteriów we wszystkich przetargach. Centrum danych jest najczęściej niewidocznym i niedocenianym bohaterem. Bohaterem, o którym pamięta się tylko wtedy, gdy następuje jakiś kryzys. Większość pracowników w ogóle nie wie, że istnieje taki dział, a zarząd przypomina sobie o tym tylko wtedy, gdy dzieje się coś niedobrego lub gdy administratorzy twierdzą, że trzeba zainwestować w nowe rozwiązanie.

Wielu informatyków przeraża też prostota sposobu podejścia do problemu, reprezentowana przez zarządy firm:

- Panie dyrektorze, brakuje miejsca na dane, trzeba dokupić twardych dysków.

- Dobrze, ile?

- Potrzebujemy 1 TB, więc będę musiał dołożyć 8 dysków 146 GB po 600 zł każdy (SCSI, RAID 5-).

- Cooo?!? Na Allegro możesz kupić dwa dyski 500 GB po 500 zł!!!

W podobnym tonie kończy się wiele rozmów. Szefowi wydaje się jaki to on cwany, a administrator zastanawia się, jak w zawoalowany sposób wyjaśnić subtelne różnice między wydajnością interfejsu SCSI i Serial ATA oraz dokonać porównania szybkości odczytu danych z 2 i 8 dysków, szczególnie gdy z udostępnianych danych ma korzystać kilkudziesięciu pracowników.

Jestem też w stanie założyć się, że mniej niż 10% zarządów firm (a w sumie szefów IT też niewielu) pokusiło się o przeanalizowanie, z jakim poziomem dostępności muszą działać poszczególne aplikacje w firmie. Ta dość prosta czynność (zrobienie listy, mała burza mózgów, migracja aplikacji na maszyny o odpowiednim poziomie dostępności) jakoś nie zyskała dużej popularności. W efekcie filmy czy muzyka ściągane przez jednego ze sprzedawców leżą na głównej , a serwer poczty elektronicznej ledwo dyszy na starym, pięcioletnim serwerze, którego moc obliczeniowa zbliżona jest do dzisiejszych palmtopów. Prężność działania firmy powinna być oczkiem w głowie każdego zarządu. Czemu więc tak rzadko liczone są koszty związane z brakiem możliwości realizacji poszczególnych procesów biznesowych lub przestoju całej firmy?

Dlaczego więc proponuję tytułowy powrót do korzeni? Usiądźmy spokojnie - dział IT z przedstawicielami zarządu - i przy dobrej kawie szczerze porozmawiajmy, po co tak naprawdę dla siebie istniejemy. Pierwsze powstawały, ponieważ taka była potrzeba działów biznesowych. Wtedy, jak nigdy później, widziano szansę na większe zyski z szybkiego przetwarzania danych, mniej licząc przy tym koszty, które ta możliwość ze sobą niosła. Akurat w Polsce komputery pojawiły się w momencie, gdy wygłodniały przez prawie 50 lat rynek chciał dotknąć czegoś z "wielkiego świata". Niewielu wówczas ich potrzebowało, a każdy chciał mieć. Warto więc jeszcze raz zastanowić się, po co w naszej firmie są komputery...


TOP 200