Powołanie

Moja znajoma mogłaby zostać liderem informatyki w szkole, gdzie wykonuje swą powinność zawodową. Jest po temu czas i miejsce, zgodnie z ogólnym planem wprowadzania nauki posługiwania się komputerami już w szkołach podstawowych. W zasadzie nie widzę większych przeszkód w tym względzie, poza kilkoma drobnymi.

Moja znajoma mogłaby zostać liderem informatyki w szkole, gdzie wykonuje swą powinność zawodową. Jest po temu czas i miejsce, zgodnie z ogólnym planem wprowadzania nauki posługiwania się komputerami już w szkołach podstawowych. W zasadzie nie widzę większych przeszkód w tym względzie, poza kilkoma drobnymi.

Znajoma pracuje w szkole specjalnej, co jeszcze nie dyskredytuje tej jednostki, jeśli chodzi o nauczanie informatyki, bowiem pracownia komputerowa już tam jest, zajęcia z informatyki odbywają się regularnie, podobnie jak nauczanie języka angielskiego - teraz bez znajomości języków obcych i komputera pracę trudno znaleźć. Uczniowie podobno radzą sobie z informatyką. To dobrze, gdyż brak umiejętności dodawania liczb naturalnych, pisania i czytania z pewnością zniweluje się za pomocą nowoczesnych technologii.

Generalną przeszkodę w objęciu stanowiska lidera informatyki przez ową znajomą stanowi czynnik zwany komputerowstrętem, co nie pozwala już nie tyle na liderowanie, ile nawet na zasiadanie w pobliżu.

A szkoda, gdyż jako lider informatyki mogłaby po ukończeniu kursów komputerowych nabyć w promocji notebooka za ok. 4000 zł, ze spłatami rozłożonymi ratalnie. I to jest okazja. Zamiast uczęszczać na zupełnie nieprzydatne kursy z zakresu terapii specjalnych, za które musi płacić z własnych środków, mogłaby zainwestować w coś, z czego i mąż miałby pożytek. Nie chodzi tu bynajmniej o komputer przenośny, bo takich mąż ów ma sztuk dwie z racji swojej służby, ale o to, że wreszcie potrafiłaby własnym sumptem wyprodukować na domowej drukarce zaproszenia, ulotki i inne elementy graficzne - w kolorze i dowolną czcionką - materiały, które jest zobowiązana dostarczać do szkoły i koszt powstawania których jest wartością na tyle istotną w budżecie szkoły, iż trzeba je wykonać za darmo albo zrezygnować z kariery nauczycielskiej. Nie, żebym wypominał czas stracony przez jej męża na projektowanie grafiki, papier i kolorowy tusz - w końcu go stać, aby wspomagać biedne ośrodki edukacyjne. Nie wypominam też kwot, które znajoma - również pod presją - musiała przeznaczyć na odnowienie przynależnej jej sali zajęć. Nie mam jej za złe, że czasami kupuje swoim uczniom jakieś drobiazgi, bo wiem, że robi to z dobrego serca i powołania - bo jakże inaczej interpretować takie uczynki przy zarobkach w wysokości 800 zł?

Mizeria straszna w oświacie panuje, chociaż nie wszędzie jednakowa. Czasami dyrektor jednostki potrafi tak zarządzać, by nauczyciele i ich rodziny nie partycypowali w kosztach. Okazuje się, że chyba jest jednak bardzo źle. Kilka dni temu znajoma pozostawiła w pokoju nauczycielskim płaszcz, a w kieszeni trzy złote drobnymi i urwany guzik. Po paru godzinach został jedynie guzik. Jest więc w oświacie gorzej niż przypuszczałem i to nie tylko w wymiarze finansowym. w

<hr>

[email protected]


TOP 200