Porządek solidarności

Trzy tygodnie temu przebywała w Polsce wybitna amerykańska pisarka Susan Sontag (z okazji otwarcia wystawy zdjęć Annie Leibovitz; fotoamatorom polecam esej Sontag "O fotografii"). Udzieliła kilku wywiadów prasowych, których treść mocno mnie zastanowiła.

Trzy tygodnie temu przebywała w Polsce wybitna amerykańska pisarka Susan Sontag (z okazji otwarcia wystawy zdjęć Annie Leibovitz; fotoamatorom polecam esej Sontag ''O fotografii''). Udzieliła kilku wywiadów prasowych, których treść mocno mnie zastanowiła.

O tym, że ma negatywne poglądy na współczesne społeczeństwo kapitalistyczne, wiedziałem od dawna. O tym, że uważa je za pozbawione wrażliwości i ideowości, nakierowane jedynie na rozrywkę i konsumpcje, także. Teraz jednak Susan Sontag powiedziała coś, co mnie zaniepokoiło. Stwierdziła mianowicie, że "dziś idea poświęcenia się dla jakieś wspólnej sprawy dla innych nic nie znaczy", jedni ludzie bowiem nie rozumieją drugich, żyjących w innym regionie świata bądź innych warunkach kulturowych, ekonomicznych czy politycznych. Obwiniła o to postęp, kapitalizm i społeczeństwo masowe.

Po przeczytaniu tego fragmentu wywiadu, odłożyłem gazetę i pomyślałem o swojej codziennej pracy, o redagowaniu tygodnika, w którym większość miejsca poświęcamy opisywaniu technologii, mającej jako główne zadanie łączyć ludzi. Wszak informatyczne sposoby wymiany informacji są niczym innym niż narzędziem nawiązywania związków międzyludzkich, czasem między pracownikami jednej firmy, czasem między firmą a jej partnerami i klientami, czasem między uczestnikami Internetu o podobnych zainteresowaniach. Technologię informatyczną wygenerowały na równi rozwój kapitalizmu i postęp nauk podstawowych. Czy zatem można zgodzić się z tezą wybitnej eseistki, że kapitalizm zabija w ludziach chęć porozumienia i rozumienia siebie nawzajem? A może przeciwnie, potęguje je. Inaczej nie rozwinęłaby się informatyka i systemy informacyjne, tylko inna technologia, izolująca ludzi od siebie.

Zastanowiłem się jednak, czy wymiana informacji, znajomość siebie nawzajem powinna nas satysfakcjonować. Czy prowadzi do solidarności? O to najprawdopodobniej niepokoi się Susan Sontag. Ma wiele dowodów na to, iż we współczesnym świecie nie ma solidarności, że oddalenie rodzi obojętność. Myślę, że solidarność nie zależy od technicznych możliwości wyrażania jej. Nie każda kobieta może pozostawić dom i rodzinę i pojechać do pracy w Sarajewie - tak jak to uczyniła Sontag - po to, aby mieszkańcy Sarajewa dowiedzieli się, że nie jest jej wszystko jedno. Ale wiele kobiet pozostających w domu zapewne odczuwało współczucie dla Sarajewa nie mniejsze niż ona. I nawet nikogo o tym nie poinformowały.

Myślę, że na tym polega zasadniczy problem i główne nieporozumienie co do solidarności w dzisiejszym świecie. Ludzie mają sposoby i intensywnie je wykorzystują, aby dowiedzieć się, co dzieje się u innych. Ludzie nie są obojętni na wieści, które do nich docierają, ale nie wiedzieć czemu, zaniedbują możliwości - również techniczne - żeby poinformować świat o swojej wiedzy, swoich uczuciach, swojej solidarności. W opinii obserwatorów pojawia się wówczas świat pełen problemów i milczących ludzi. Świat obojętny.

Nie wiem, dlaczego ludzie chętniej milczą niż mówią o tym, co czują. Wiem, że czują. Wiem o tym nie dlatego, że mi powiedzieli, lecz dlatego, iż ja też czuję.


TOP 200