Pornograficzny przecinek, czyli realne cycki w wirtualnej Polsce

Zapewne niejeden czytelnik, zobaczywszy tytuł dzisiejszego felietonu, pomyślał sobie "Znowu Tatarkiewicz usiłuje zwiększyć sprzedaż CW" lub coś w tym rodzaju.

Zapewne niejeden czytelnik, zobaczywszy tytuł dzisiejszego felietonu, pomyślał sobie "Znowu Tatarkiewicz usiłuje zwiększyć sprzedaż CW" lub coś w tym rodzaju.

Rzeczywiście, nie przeczę, jednym z celów mego pisania, za co redakcja mi płaci, jest zainteresowanie odbiorców i sprzedaż czasopisma. Jednakże z tego punktu widzenia praktycznie wszystkie media są skażone grzechem komercji. Niestety, dostarczanie informacji kosztuje. Ale można na sprawę cycków w gazecie spojrzeć też z innego punktu widzenia. Na przykład kiedy nobliwa Gazeta Wyborcza zamieszcza zdjęcie całkiem ładnych u Periel Aschenbrandhttp://kobieta.gazeta.pl/wysokie-obcasy/1,53581,3498822.html , opatrując je komentarzem "Po prostu używam cycków aby zmusić ludzi do myślenia".

Trudno mi konkurować z młodą kobietą, obficie obdarzoną przez naturę. Ale chciałem spróbować. Otóż swego czasu napisałem w blogu, że dzięki Internetowi udało mi sięhttp://flog.computerworld.pl/news/96143.html zakupić akcesoria służące skuteczniejszemu pływaniu. Przy okazji, o czym w blogu już nie napisałem, kupiłem też mocno wycięte kąpielówki. Jak ogólnie wiadomohttp://www.computerworld.pl/artykuly/artykul.asp?id=42431 , jestem zwolennikiem szczątkowych majtek. Postanowiłem pochwalić się czytelnikom nowym nabytkiem i w tym celu zrobiłem sobie zdjęcie od tyłu za pomocą aparatu telefonicznego. Nb. tylko ten, kto próbował takiej sztuczki, wie jakie to jest trudne. No, ale udało się! Zdjęcie przed umieszczeniem w blogu posłałem żonie, ta zaś kategorycznie zabroniła mi upublicznienia go. Pewnie dlatego, że tylną część ciała mam znacznie bardziej owłosioną niż uda posłanki Senyszynhttp://serwisy.gazeta.pl/df/1,34467,3484734.html , która "nie chce chodzić nago", ale na sesje sejmu nosi bardzo krótkie spódniczki mini. Bo pokazują je (to znaczy sesje) w TVP...

Dochodzimy tu do ciekawego zagadnienia filozoficznego, a mianowicie gdzie uda tracą swoją szlachetność i zaczynają być tyłkiem. Zdjęcia zamieszczane w erotycznej części portalu Wirtualna Polskahttp://erotyka.wp.pl zdawałyby się wskazywać, że jedyną tylną częścią ciała człowieka, która podchodzi pod twardą pornografię, jest tzw. przecinek, zawsze zasłaniany przez skąpe przyodzienie (nie mamy ogona). Z tego punktu widzenia moje zdjęcie, którego niestety nie zobaczą Państwo w portalu CW, było jak najbardziej przyzwoite. Nie wspominam tu odwrotnej strony medalu, czyli licznych realistycznych penisów, także czarnych, które można obejrzeć sobie w części handlowej Wirtualnej Polskihttp://pasaz.wp.pl/katalog_5.html . Z zastrzeżeniem dostępu dla pełnoletnich i z własnego wyboru itp. itd. Jak widać prawnicy firmy sprawili się dobrze.

Jednakże nasz prawodawca zupełnie nie popisał się. Otóż artykuł 202 kodeksu karnego, który zajmuje się karaniem rozpowszechniających pornografię, nie zawiera podstawowej definicji - tego co jest pornografią. Ludzie próbują taką definicję podać, por.http://www.interpatrol.pl/index.php?ipatrol=100&p=4 ihttp://www.wychowawca.pl/miesiecznik_nowy/2006/05-2006/03.htm . Jest na sieci nawet opinia osoby duchownejhttp://www.mateusz.pl/mt/jsz/12.htm . Próby owe z góry skazane są na niepowodzenie. Jakąż bowiem treść erotyczną może mieć np. pośladek starego felietonisty CW?! Tymczasem nic tak nie napędza ruchu na sieci jak erotyka. Dobrze wie o tym Google, usuwając ostatnio słowo "pornographic" z definicji tego, co można załadować do nowego portalu z filmikamihttp://video.google.com/videouploadform . Pozostało zastrzeżenie "no copyrighted or obscene material". Dalej nie wiadomo, czym naprawdę są owe obscena.

A może, podobnie jak z wódką i papierosami, pora wreszcie przestać udawać, zakazywać i ścigać, tylko pozwolić ludziom samym wybierać to co lubią oglądać. Nie mam wątpliwości, że nawet wtedy na sieci nie byłoby zbyt wielu amatorów mego tyłka!


TOP 200