Polskność

Kiedyś już pisałem o tym, że Douglas Hofstadter przypadkowo wynalazł użyte w tytule polskie słowo. Nadprogramowa litera dodała nową jakość i filozoficzną głębię. Odezwała się m.in. “samotność” — słowo pojawiło się w felietonie “Metamagical Themas” (Scientific American 1982) o muzyce Chopina i komputerach.

Kiedyś już pisałem o tym, że Douglas Hofstadter przypadkowo wynalazł użyte w tytule polskie słowo. Nadprogramowa litera dodała nową jakość i filozoficzną głębię. Odezwała się m.in. “samotność” — słowo pojawiło się w felietonie “Metamagical Themas” (Scientific American 1982) o muzyce Chopina i komputerach.

Przypomniała mi się ta historia, gdy zobaczyłem u znajomej świeżo przywieziony z Polski CD-ROM pt. “Fryderyk Chopin”. A właściwie nie zobaczyłem, gdyż ten “leksykon multimedialni” nie chciał poprawnie działać. Znajoma jest typową użytkowniczką komputerów, to znaczy nie interesuje się stroną techniczną. Miała nadzieję, że włoży płytę do napędu, puknie w przycisk Start i już. A tu figa: monitor miała ustawiony na standardową rozdzielczość 640 x 480 i przyciski sterujące przeglądaniem CD-ROM-u znalazły się poza ekranem.

Wiem, że większość Czytelników CW pomyśli, jak łatwo w Windows 95 zmienić rozdzielczość ekranu. Łatwo, gdy się wie, że coś takiego można zrobić. Niestety, autorzy opisywanego CD-ROM-u nie umieścili precyzyjnej instrukcji. Ba, wersja 1.0 z roku 1995 nie wspomina nic o Windows 95, choć CD-ROM działa pod tym systemem.

Znaleźli natomiast miejsce, by opisać dokładnie kim jest główny twórca CD-ROM i czemu przewodniczył, choć tekst urywa się gdzieś pod koniec. Może dlatego że oglądałem produkt pod amerykańskimi Windows. Ale przecież większość tekstów jest nawet wtedy pisana polskimi literami. Znaczy się, że produkt mógłby być sprzedawany za granicę. Gdyby zamiast kilku utworów (powinien być osobny audio CD do słuchania) dodano wersje językowe (co sugeruje napisane innym kolorem słowo “euro” w nazwie producenta, firmy Neurosoft), to prawdopodobnie sprzedałoby się znacznie więcej egzemplarzy. Ostatecznie rynek europejski, a przede wszystkim amerykański, chętnie bierze biografie, szczególnie tak znanego i lubianego artysty.

Skoro już zainwestowano i licencjonowano tzw. engine od firmy Asymetrix, to może warto było obejrzeć inne produkty Przecież kultowy CD-ROM o Mozarcie powstał wiele lat temu. To jest klasyka. Dziś robi się takie biograficzne cacka, że mogą być pokazywane nawet w muzeach. Ongiś oglądałem w bostońskim Muzeum Techniki wystawę poświeconą Leonardo da Vinci. Przy wyjściu znajdowała się duża sala, gdzie na komputerach można było przejrzeć wszystkie notatki geniusza. Można je też kupić w sklepiku muzealnym na CD-ROM-ie. Tłumaczenia są podane w kilku językach. Tak się dziś tworzy CD-ROM-y dla rynku światowego.

Dobrze jest wiedzieć, jak inni robią podobne rzeczy, bo można się czegoś nauczyć. Pożyczanie idei nie jest niczym nagannym. Ot, choćby sprawa przedstawienia kontekstu czasowego życia bohatera. Rozwiązanie z liniową strzałką czasu pozwoliło pokazać, co działo się w Europie, gdy Leonardo tworzył Monę Lisę. W przypadku Chopina jest mnóstwo informacji upchniętych w róg ekranu. A teksty napisane czarnymi literami na granatowym tle bardzo źle się czytają...

Może więc słowo “polskność” nabrało jeszcze jednego znaczenia. Siermiężności. Nikt już nie przypomina, że “Polak potrafi”, bo to wstydliwe hasło. Ale powinniśmy potrafić zrobić coś dobrze. Szczególnie, gdy podpisuje się dzieło nazwiskami. Lista w przypadku CD-ROM “Fryderyk Chopin - życie twórcy” jest bardzo długa. Oszczędzę Państwu jej czytania.