Polska specyfika

Wiele razy z ust przedstawicieli zagranicznych firm słyszałem zdanie, że do kontaktów z polskim klientem delegują polskiego pracownika, bo bliższa jest mu ''polska specyfika''. Zawsze zastanawiałem się, co to takiego, ta polska specyfika? Informatyka po polsku, czyli jak? Drożej? Taniej? Lepiej? Gorzej? A może to w ogóle tani chwyt handlowy, żeby wywołać większy komfort klienta i wzbudzić przekonanie, że kupuje ''produkt polski''?

Wiele razy z ust przedstawicieli zagranicznych firm słyszałem zdanie, że do kontaktów z polskim klientem delegują polskiego pracownika, bo bliższa jest mu ''polska specyfika''. Zawsze zastanawiałem się, co to takiego, ta polska specyfika? Informatyka po polsku, czyli jak? Drożej? Taniej? Lepiej? Gorzej? A może to w ogóle tani chwyt handlowy, żeby wywołać większy komfort klienta i wzbudzić przekonanie, że kupuje ''produkt polski''?

Polska specyfika ma wiele twarzy, nie zaw-sze pięknych. Zacznijmy jednak od tych ciekawszych: polskie przedsiębiorstwa mają znakomitych informatyków. Mówię to nie dlatego, żeby połechtać próżność Czytelników, ale z przekonania. Wielu z nich znam osobiście i jestem w stanie porównać do międzynarodowej przeciętnej - przy czym z premedytacją używam słowa "przeciętnej".

Z reguły bardzo mocne pod względem merytorycznym są w naszym kraju działy informatyki przedsiębiorstw. Nie jest rzadkością znaleźć w firmie o nieznanej nazwie znakomity zespół, który we własnym zakresie zaprojektował i wykonał znaczną część infrastruktury aplikacyjnej przedsiębiorstwa. Aplikacje te może nie szokują nowoczesnością i wymyślnością techniczną, natomiast mają dwie kapitalne zalety: dokładnie odpowiadają potrzebom firmy, w której pracują (bo "dojrzewały" w niej przez wiele lat), a ponadto koszt ich utrzymania mierzony jest liczbą mniej więcej półtora etatu. Zawsze wychodzę z takiej firmy podbudowany, że coś takiego jest możliwe za tak niewielkie pieniądze.

Narodową specyfiką jest więc niewielka - na tle Zachodu - skala outsourcingu. Niektórym się wydaje, że powodem jest niedojrzałość rynku oraz słabość prawa i jego instytucji, ale to tylko część prawdy. Rzadko który outsourcer jest w stanie dostarczyć usługi na przyzwoitym poziomie za kwotę porównywalną do tej, którą trzeba wydać na lokalny dział IT.

Dokładnym przeciwieństwem dojrzałych informatyków polskich są nieodpowiedzialni i działający chaotycznie klienci informatyki. To, co w bardziej rozwiniętych krajach jest standardem (np. wdrażanie systemu informatycznego przez silną i sprawną grupę projektową pracującą na potrzeby klienta i za jego pieniądze), u nas dopiero raczkuje. Generalizując mógłbym powiedzieć: polski klient nie wie, czego chce; jak wie, to nie potrafi dopilnować, by to właśnie mu dostarczono; jeżeli dopilnuje tego w trakcie trwania projektu, to "podłoży się" w umowie serwisowej. W konsekwencji, polski klient zasadniczo przepłaca i oto kolejna polska specyfika. Do niedawna dostawcy mieli nad polskim klientem przewagę informacyjną (po prostu nie wiadomo było, czy tego rodzaju system ma kosztować milion czy dziesięć, więc dostawcy proponowali około siedmiu); stopniowo niweluje się ona, jako że polski klient ma coraz częściej dostęp do międzynarodowych źródeł tzw. benchmarkingowych.

Podobno polską specyfiką jest rekrutowanie handlowców w firmach informatycznych na zasadzie "znajomy kolegi znajomego jest dyrektorem". Świadczyłoby to o sporej skali kontraktów w ten czy inny sposób "załatwianych" pod stołem lub w trakcie suto zakrapianych imprez. Nie mam jednak osobistego zdania na ten temat, bo ani nigdy sam nie byłem handlowcem, ani handlowców nie zatrudniałem.

Czy to dobrze czy źle? Chyba trochę tak, a trochę siak. Informatyka polska ma swoją specyfikę, ale nie jest znowu ani tak bardzo odległa od światowej, jak myślimy, ani tak wspaniała, jak nam się wydaje po przeczytaniu o kolejnym studentów zwycięstwie w zawodach Top Coder.


TOP 200