Polska makowo-komputerowa

Kiedy piszę ten felieton, w USA zaczęła się dyskusja po pierwszej debacie prezydenckiej. Moje pisanie pojawi się na łamach CW, gdy będzie już wiadomo, kto wygrał wybory. Polskie media zachwycają się poprawną wymową nazwiska naszego prezydenta przez jego kolegę urzędującego w Waszyngtonie.

Kiedy piszę ten felieton, w USA zaczęła się dyskusja po pierwszej debacie prezydenckiej. Moje pisanie pojawi się na łamach CW, gdy będzie już wiadomo, kto wygrał wybory. Polskie media zachwycają się poprawną wymową nazwiska naszego prezydenta przez jego kolegę urzędującego w Waszyngtonie.

Jest to powód do wielkiej radości i dumy, szczególnie fakt wymienienia nie tylko nazwiska, ale także imienia. Bez telepromptera. Trudno jednak dziwić się, bo historia Polski oraz jej najwybitniejsi animatorzy są świetnie znani po drugiej stronie Stawu, jak o Ameryce mawiają Anglicy. Staw widać jest mały, w każdym razie na tyle, że nawet pisma komputerowe wreszcie zaczęły się nami zajmować.

Idąc któregoś weekendu głównym deptakiem Bostonu, postanowiłem wstąpić do księgarni, która także serwuje śniadania. Jak człowiek naogląda się książek, to mu zaraz burczy w brzuchu. A jak się naje, to łatwiej sięga po książkę. Widać coś tam musiało być zapisane w niebie, gdyż jak nigdy przedtem udałem się wprost do regału z czasopismami i prawie jak w transie chwyciłem lokalny kwartalnik MacDirectory. Mimo że od lat interesuję się makowym rynkiem czasopism, to jakoś je przeoczyłem. Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Otóż 22. numer, datowany lato - jesień 2004 r., zawiera prawdziwą perełkę, w każdym razie dla nas, Polaków. Pismo od kilku już lat opisuje makowe rynki w różnych krajach, przy okazji dając szeroką perspektywę polityczną i kulturalną. Tym razem nasza ojczyzna znalazła się na tapecie dziennikarza komputerowego. Lektura nie pozostawia wątpliwości, jak głęboka jest tu znajomość naszych spraw, w każdym razie w Bostonie.

Już w drugim zdaniu autor Erez Reuveni zauważa, że 1 marca 2004 r. Polska wraz z innymi krajami byłego bloku sowieckiego wstąpiła do UE. Dalsze informacje są równie precyzyjne oraz interesujące. Towarzyszą im zdjęcia: zamku krzyżackiego w Malborku, wąsatego rolnika z owcą przy płocie, który to płot niewątpliwie musi pamiętać czasy poprzedniej unii z Litwą, oraz zastępu harcerek wyglądających jakby martwiły się, że sfotografowano je dla pisma komputerowego, a nie dla Playboya. Prawdziwe diamenty znajdziemy jednak w podpisach pod zdjęciami. Dowiemy się z nich, że nasz język ojczysty ma 35 spółgłosek oraz dziesięć samogłosek, niektóre niewystępujące w innych językach słowiańskich. A także, że Polacy jedzą cztery posiłki dziennie, prawdopodobnie wtedy gdy nie siedzą przed komputerami Macintosh.

Najciekawsza w podpisach jest lista wybitnych Polaków. Cytuję dosłownie: Nicholas Copernicus, Zdzislaw Beksinski, Isaac Bashevis, Ryszard Kapuscinksi, Henryk Gorecki, Ladislaus, Jan Zamojski, Sigismund, Stanislaus, Wladyslaw Gomulka, Lech Walesa, Aleksander Kwasniewski i John Paul II. Błąd w nazwisku znanego reportera wydaje się nieprzypadkowy. W artykule zostaje bowiem wymieniony kilka razy Piotr Ciupinksi, dziennikarz Gazety Wyborczej oraz znany użytkownik Macintoshy ( www.apple.com.pl/kuba/archiwum/340.html ). Liczne cytaty z jego wypowiedzi są skarbnicą wiedzy o naszym kraju i naszych codziennych problemach. Szczególnie o rzeszach pecetowców, zawiedzionych nagminnym wieszaniem się Windows i rozpowszechnieniem wirusów.

Moje dobre samopoczucie Polaka zepsuły opisy rynków makowych innych krajów, które znalazłem na stronie internetowej kwartalnika MacDirectory (http://www.macdirectory.com ). Proszę zresztą zajrzeć samemu do działu Mac Culture - szczególnie polecam Rosję oraz Brazylię. Jesteśmy w dobrym towarzystwie. Szkoda tylko, że Piotr Ciupiński nie kontynuuje swego makowego blogu (http://homepage.mac.com/shwagier/iblog/index.html ) - może dowiedzielibyśmy się jeszcze czegoś więcej o Polsce i Polakach?!


TOP 200