Polityka na linii

Podobno pakiety danych w sieci zaczęły szemrać. Chcą z nas zrobić woły robocze, latamy w tę i z powrotem, a uznania żadnego - mówią. Ponadto ciągle sprzeczne dyrektywy na górze - nie wiadomo kogo słuchać - czy IPX-a, czy IP, czy NETBEUI. Każdy rządzi się, jakby udzielnym księciem był. Najgorsze, że nie wiadomo pod kogo najbezpieczniej się podczepić.

Podobno pakiety danych w sieci zaczęły szemrać. Chcą z nas zrobić woły robocze, latamy w tę i z powrotem, a uznania żadnego - mówią. Ponadto ciągle sprzeczne dyrektywy na górze - nie wiadomo kogo słuchać - czy IPX-a, czy IP, czy NETBEUI. Każdy rządzi się, jakby udzielnym księciem był. Najgorsze, że nie wiadomo pod kogo najbezpieczniej się podczepić.

Mówią, że NETBEUI ma niebawem wypaść z gry, może by więc tak z IP wspólny język znaleźć. Podobno to nasza przyszłość. Tak, tak - niezły pomysł. On jest dosyć wymagający, ale za to wiele korzyści można wynieść. No i te podróże zagraniczne. Taki NETBEUI nie ma się co równać. Z nim biegasz jak głupi - od pokoju do pokoju. A z takim IP to byłem w Stanach i nawet w Australii. Z drugiej strony słyszało się, że kogoś posyłali stale do Ustrzyk. Jak się nie lubi dalekich podróży, można ewentualnie z IPX-em kombinować, aczkolwiek jego pozycja nie do końca jest pewna. Najgorzej wybrać niewłaściwą opcję tuż przed objęciem panowania przez konkurencję. Nie masz wtedy życia. Będą cię prześladować do końca twojej działalności, bo nigdy nie zapomną, żeś z innymi współdzia- łał. Otrzymasz wtedy najniższy priorytet i karnie w kolejkach będziesz odstawał, aż nagniotków dostaniesz. Ale to jeszcze nic. Wysyłać cię będą złośliwie pod nie istniejące adresy lub tam, gdzie akurat nie ma kto odebrać. Trzeba wówczas wielokrotnie trasę pokonywać, zanim uda się z zadania wywiązać. A przełożeni na to nie patrzą, tylko ochrzan dają, żeś mało efektywny. Albo cię w takie maliny wpuszczą, że zgubisz się po drodze. Wielu było takich, co nie wrócili. Albo też poszatkują na takie kawałki, że trudno będzie się zregenerować. Widziało się takich, wracali uszkodzeni, ba, pokiereszowani jak po wojnie.

Ale nieistotne, z kim się współpracuje. Oni wszyscy po jednych pieniądzach, byle wykorzystać bez względu na koszty.

Najpierw obiecują, zachęcają, aby popleczników zdobyć, a później robią, co im się podoba. Jak już nazbierają dużo chętnych, to tłok na trasie okropny się robi. Cała masa kolizji, aż strach w podróż się wybierać. Nieraz przez wiele posterunków trzeba się przedrzeć, mosty forsować.

Ale najgorsi są ci dwukolorowi. Z nimi nigdy nie wiadomo, w którym klubie grają. Podszywa się taki pod IPX-a i udaje porządnego. Przez routery przepuszczają go bez problemu, jak swojego. A jak dojdzie do celu, to co się okazuje? Zdejmuje płaszczyk IPX-a, a w środku NETBEUI siedzi.

Pouczenie: zmiana powłoki nie oznacza jeszcze zmiany wnętrza.