Pokochać dziwkę

Gdy przygotowywałem ten felieton, RedNacz zaproponował mi napisanie dwu tekstów nt. cech, jakimi powinien charakteryzować się informatyk i jakich mieć nie powinien. Zgodziłem się, bo to rzadka koincydencja, by dwie osoby myślały o tym samym. Choć pewnie nie tak samo.

Gdy przygotowywałem ten felieton, RedNacz zaproponował mi napisanie dwu tekstów nt. cech, jakimi powinien charakteryzować się informatyk i jakich mieć nie powinien. Zgodziłem się, bo to rzadka koincydencja, by dwie osoby myślały o tym samym. Choć pewnie nie tak samo.

Odsyłając Czytelników do tekstów, które napisałem, chciałbym skoncentrować się na węższej obserwacji. Otóż wydaje mi się, że praca w tzw. IT bardzo przypomina najstarszy zawód świata. Kwintesencję cech tego ostatniego świetnie zobrazował film "Klute", niedawno zmarłego Alana Pakuli. Nie dowiemy się już nigdy, co reżyser myślał o informatykach, ale możemy spróbować prześledzić podobieństwa.

W filmie Jane Fonda z dużą dozą realizmu udaje w łóżku zainteresowanie agentem Klute, ukradkiem tylko spoglądając na zegarek, bo następny facet czeka. Każdy, kto zajmował się obsługą klientów - czy to sieciowiec, czy to programista - zna ten moment, gdy problem został rozwiązany, lecz klienta trzeba dopieścić. Nieznacznie spoglądając na zegarek, bo inne zadania czekają. Zwykle zachowanie takie wynika z prostego faktu, że użytkownik końcowy (brrr, co za obrzydliwe określenie, ale niestety nie wymyślono lepszego), czyli każdy, przed kim komputer stoi na biurku, oczekuje zainteresowania i zrozumienia. Tymczasem w większości przypadków przychodzi mu spotkać się ze zgorzkniałym serwisem, dla którego nie istnieje komputer już sprzedany.

Wyobrażam sobie, jakie rozmowy prowadzą w wolnych chwilach panienki tzw. lekkich obyczajów (jeśli któraś czyta te felietony, wdzięczny będę za anonimowy komentarz). Prawdopodobnie marzą o czystej miłości, cieple domowego ogniska, kochającym mężu i dzieciach. Pytałem znajomych komputerowców: marzą oni o stabilnych systemach operacyjnych, spolegliwych użytkownikach nie grzebiących w preferencjach oraz z niecierpliwością czekają na nowe modele, pozwalające na zdalną obsługę przez sieć. Panienki mają już swoje numery, zaczynające się od 900, przez które mogą zdalnie zadowalać klientów. A wszystko, dlatego że wokoło szaleją wirusy.

Jest jeszcze jedno, zasadnicze podobieństwo miedzy dziwkami a MIS-ami (manager of information systems; przepraszam za termin angielski, ale nie znam ładnego polskiego określenia na osobę, która zarządza siecią i udziela pomocy technicznej, tak jak nie znam ładnego określenia na prostytutkę). Otóż w obu zawodach nie ma formalnego wykształcenia, tj. nikt nie uczy, jak zadowalać klientów. Niektórzy potrafią robić to intuicyjnie, inni muszą ćwiczyć zawodowy uśmiech. Każdy jednak, kto wybrał te niewdzięczne, choć dobrze płatne zawody, wie, że bez dobrego podejścia do rozwiązywania problemów nie ma szans na sukces. Bo tak naprawdę ludzie zwracają się do nas, gdyż nikt inny nie chce lub nie potrafi im pomóc. Zarówno lekarze seksuolodzy i psycholodzy, jak i pomoc techniczna producentów sprzętu i oprogramowania nie mają czasu ani ochoty na zagłębianie się w zakamarki duszy ludzi i komputerów.

Mając nadzieję, że panie rejestrowane przez obyczajówkę nie obrażą się na mnie za przyrównanie ich ciężkiego zawodu do pracy komputerowców, pozwalam sobie wyrazić nadzieję, że kiedyś i one będą mogły zawiązać stowarzyszenie zawodowe oraz przygotować "łóżkowe prawo jazdy". Może też zdarzyć się, że policja zacznie notować pracowników działów komputerowych jako potencjalnie niebezpiecznych dla społeczeństwa.


TOP 200